26.10.2024, 00:41 ✶
Przekrzywił lekko głowę, przyglądając się jej w panującym w Rejwachu półmroku, odrobinę tak jakby widział ją w jakimś nowym wydaniu. Każdy miał przecież prawo być zmęczony i kulturalnie zajść do lokalu na Nokturnie, żeby utopić swoje smutki w pi... w czymś co przypominało alkohol, ale z jakiegoś powodu Atreus nie wyobrażał sobie Brenny jako częstej bywalczyni tego miejsca w akurat tym konkretnym celu.
- No to skoro nie rozwiązywanie problemów to przynajmniej odrobina ulgi by była - wzruszył ramionami, opierając ręce o blat stolika przy którym siedzieli. Atreus miał swoje teorie co do tego jak bardzo człowiek mógł być wszystkim zmęczony. Jeśli był styrany w ten konkretny sposób gdzie ledwo trzymał się na nogach to zamawiał najczęściej coś mocnego, żeby jak najszybciej odciąć się od zmęczenia i problemów aktualnego dnia. Było jeszcze takie inne zmęczenie. To okropnie podłe i nie do przeżycia, które topiło się właśnie w tym najgorszym rodzaju alkoholu jakby z potrzeby dodatkowego upodlenia się i zwyczajnego ukarania za wszystko co doprowadziło do sięgnięcia po szklankę. On na przykład, najczęściej był zmęczony w ten pierwszy sposób. Uważał że życie wystarczająco go karało i nie było go stać na najtańsze szczyny w podrzędnym barze (wybacz Woody). Robił sobie z procentów zjeżdżalnię; szybką i prowadzącą na dół w jak najefektowniejszy sposób.
- Nie zazdroszczę, bo musisz być chyba zmęczona w najpodlejszy ze wszystkich sposobów, skoro zdecydowałaś się pić... to - wskazał z powątpiewaniem na jej szklankę, jakoś wybitnie oceniająco, nawet jeśli sam miał przed sobą swoją własną porcję nieszczęścia. Ta jednak była bardziej dla zachowania pozorów, nie wspominając już o tym że jego alkoholizm skutecznie uodparniał na działanie tego rozcieńczonego ścieku. Miał tylko nadzieję, że była w tym woda, a nie coś jeszcze. - Ale chwila moment - uśmiechnął się zaczepnie. - Czy to ten moment gdy przyznajesz się faktycznie do zmęczenia? Czy wreszcie 168 godzin bez snu w ostatnim tygodniu cię wreszcie dopadło? Boisz się że wpadniesz w drzemkę czy może Bones się zlitował i kazał iść do domu, a ty nie wiesz co zrobić z tym wolnym czasem? - uniósł lekko brwi w jakiejś formie teatralnego politowania. Bo przecież widział że nie chodziło tylko o takie zmęczenie.
- Nie. Ja dzisiaj jestem grzeczny i nie rozwalam nikomu nosów. Znaczy gdyby się napatoczył to bym nie narzekał, ale liczyłem na znalezienie tutaj miotlarzy, podobno czasem tu zaglądają, a są mi potrzebni. Noszą takie badziewne płaszczyki z naszytą harpią którą im chyba ślepy rysował i napisanym Synowie Harpii, co z kolei napisał antymistrz kaligrafii. Widziałaś może?
- No to skoro nie rozwiązywanie problemów to przynajmniej odrobina ulgi by była - wzruszył ramionami, opierając ręce o blat stolika przy którym siedzieli. Atreus miał swoje teorie co do tego jak bardzo człowiek mógł być wszystkim zmęczony. Jeśli był styrany w ten konkretny sposób gdzie ledwo trzymał się na nogach to zamawiał najczęściej coś mocnego, żeby jak najszybciej odciąć się od zmęczenia i problemów aktualnego dnia. Było jeszcze takie inne zmęczenie. To okropnie podłe i nie do przeżycia, które topiło się właśnie w tym najgorszym rodzaju alkoholu jakby z potrzeby dodatkowego upodlenia się i zwyczajnego ukarania za wszystko co doprowadziło do sięgnięcia po szklankę. On na przykład, najczęściej był zmęczony w ten pierwszy sposób. Uważał że życie wystarczająco go karało i nie było go stać na najtańsze szczyny w podrzędnym barze (wybacz Woody). Robił sobie z procentów zjeżdżalnię; szybką i prowadzącą na dół w jak najefektowniejszy sposób.
- Nie zazdroszczę, bo musisz być chyba zmęczona w najpodlejszy ze wszystkich sposobów, skoro zdecydowałaś się pić... to - wskazał z powątpiewaniem na jej szklankę, jakoś wybitnie oceniająco, nawet jeśli sam miał przed sobą swoją własną porcję nieszczęścia. Ta jednak była bardziej dla zachowania pozorów, nie wspominając już o tym że jego alkoholizm skutecznie uodparniał na działanie tego rozcieńczonego ścieku. Miał tylko nadzieję, że była w tym woda, a nie coś jeszcze. - Ale chwila moment - uśmiechnął się zaczepnie. - Czy to ten moment gdy przyznajesz się faktycznie do zmęczenia? Czy wreszcie 168 godzin bez snu w ostatnim tygodniu cię wreszcie dopadło? Boisz się że wpadniesz w drzemkę czy może Bones się zlitował i kazał iść do domu, a ty nie wiesz co zrobić z tym wolnym czasem? - uniósł lekko brwi w jakiejś formie teatralnego politowania. Bo przecież widział że nie chodziło tylko o takie zmęczenie.
- Nie. Ja dzisiaj jestem grzeczny i nie rozwalam nikomu nosów. Znaczy gdyby się napatoczył to bym nie narzekał, ale liczyłem na znalezienie tutaj miotlarzy, podobno czasem tu zaglądają, a są mi potrzebni. Noszą takie badziewne płaszczyki z naszytą harpią którą im chyba ślepy rysował i napisanym Synowie Harpii, co z kolei napisał antymistrz kaligrafii. Widziałaś może?