26.10.2024, 02:25 ✶
Zerknął na brązową kotkę, która ewidentnie chciała im coś pokazać przy drzewie, ale Thomas patrzył za nisko, żeby zorientować się o co chodzi. Na szczęście była z nimi Nora. Zadarł głowę do góry i zmrużył oczy. Między gałęziami siedział inny kot, nie ten konkretny, którego szukali, jednak nadal jeden z tych, które zaginęły.
- Zuch z ciebie - powiedział z uśmiechem i nachylał się już żeby podrapać za uchem Ginny, gdy właśnie wtedy zdał sobie sprawę z tego co chciał zrobić. Zatrzymał się w połowie ruchu zgięty w dziwaczną pozę. To było tak absurdalne, przecież ona była człowiekiem, a nie prawdziwym kotem. Wyprostował się uśmiechając nerwowo.
- Mamy? Och, zapomniałem o tym, że brałaś smaczki od jednych z wypytywanych właścicieli! - odwiedzili tyle osób dzisiaj, że powoli się gubił w tym co i kto mówił o swoim kocie.
- Zdaje mi się, że Ginny chciałaby czynić honory pochwycenia zguby - z rozbawieniem patrząc jak przeciąga się opierając o drzewo. - Daj jej proszę smaczek, nie zjedz go proszę to dla Szyszka u góry - zażartował i sięgnął po swoją różdżkę. Może i wchodził na drzewo w postaci kota, ale tak nie pochwyci kocura, dlatego wolał w razie czego mieć gotową różdżkę w pogotowiu, aby w razie czego uratować ich przed upadkiem z wysokości. - Tylko ostrożnie - dodał jeszcze do Ginny zanim ta zaczęła się wspinać, nie zamierzał spuścić z niej oka do czasu aż wróci ponownie na ziemię.
- Zuch z ciebie - powiedział z uśmiechem i nachylał się już żeby podrapać za uchem Ginny, gdy właśnie wtedy zdał sobie sprawę z tego co chciał zrobić. Zatrzymał się w połowie ruchu zgięty w dziwaczną pozę. To było tak absurdalne, przecież ona była człowiekiem, a nie prawdziwym kotem. Wyprostował się uśmiechając nerwowo.
- Mamy? Och, zapomniałem o tym, że brałaś smaczki od jednych z wypytywanych właścicieli! - odwiedzili tyle osób dzisiaj, że powoli się gubił w tym co i kto mówił o swoim kocie.
- Zdaje mi się, że Ginny chciałaby czynić honory pochwycenia zguby - z rozbawieniem patrząc jak przeciąga się opierając o drzewo. - Daj jej proszę smaczek, nie zjedz go proszę to dla Szyszka u góry - zażartował i sięgnął po swoją różdżkę. Może i wchodził na drzewo w postaci kota, ale tak nie pochwyci kocura, dlatego wolał w razie czego mieć gotową różdżkę w pogotowiu, aby w razie czego uratować ich przed upadkiem z wysokości. - Tylko ostrożnie - dodał jeszcze do Ginny zanim ta zaczęła się wspinać, nie zamierzał spuścić z niej oka do czasu aż wróci ponownie na ziemię.