26.10.2024, 12:24 ✶
Miał wrażenie, że stężenie informacji, jakie się tutaj zebrały to będzie istne pandemonium jak już wszystkie informacje ujrzą światło dzienne. A w tym wszystkim stał on. Chyba jako jedyny poza Norą wiedzący o wszystkim, przy czym Nora zaczęła już aktywnie informować resztę. Chyba zamiast herbaty przydałoby się coś mocniejszego na takie rewelacje. śledzenie tak wielu rozmów było dość obciążające, ale jeszcze sobie radził, choć czasami gubił niektóre słowa wypowiadane przez innych.
Skupił się teraz na Eriku i jego wywodzie marszcząc przy tym brwi. - Dlatego tak ważne jest, żeby od czasu do czasu zaznać odpoczynku, szczególnie kiedy tak wiele się dzieje wokół. Świat nie zawali się jeśli weźmiesz dzień wolnego, a z nowymi siłami - poklepał mężczyznę po ramieniu, zdecydowanie powinien nabrać tchu i spowolnić, skoro miewał takie a nie inne myśli. Tylko nie mogli przecież jechać wszyscy jak tu stali, do odpowiedniego odpoczynku powinien jechać z jedną dwoma osobami, ale kim? Najlepiej żeby sam wybrał. Po ostatniej rozmowie z Norą pewnie wybrałby ją, ale teraz? Po rewelacjach z rana to chyba nie był taki dobry pomysł. Dbanie o innych to naprawdę skomplikowany proceder.
Hipokryta usłyszał ten zwykle szyderczy, tak teraz rozbawiony głos w głowie, który zignorował, w tym całym rozgardiaszu nie miał po prostu czasu na swoje demony.
Zamrugał, kiedy siostra wyrzuciła z siebie słowa tak szybko, że niemal nie zrozumiał, co mówiła. Gdyby nie był z nią wtedy i wiedział o czym chce powiedzieć to zapewne by poprosił o wytłumaczenia powoli, ale tak. - Nie zapominaj, że był z nami jeszcze Woody - dorzucił jeszcze niewinnie swoje trzy knuty, jakby to, ze był z nimi ich przyszywany wujek cokolwiek ratowało.
Wziął sobie kawałek pizzy i westchnął. Jakoś tak przestał być głodny, ale trzeba sprawiać pozory, że zachowuje się zdrowo? Chyba tak. Wziął jeden kęs i zabrał się za opowiadanie. Zawahał się chwilę, ale machnął ręką, niech mała Mabel posłucha jakie to przygody ma jej matka z nim.
- Tam od razu ukradła, zabrała go w lepsze miejsce, a raczej zabraliśmy - ciężko byłoby ukrywać swój współudział w tym przedsięzieciu, zresztą nawet nie zamierzał.
- Podczas przygotowywania imprezy na plaży spotkaliśmy kobietę proszącą o pomoc, bo pewien rybak jej coś ukradł. Potem okazało się, że to selkie, a on ukradł jej skórę i uwięził przy sobie. Tylko był po prostu starym pijakiem, więc wykradliśmy mu skórę i ona uciekła zostawiając za sobą to dziecko. Więc postanowiliśmy je zabrać w nieco bezpieczne i przyjazne miejsce niż porzucić go samotnie z ojcem pijakiem - wzruszył ramionami na koniec opowieści, bo to było dość naturalne, nie mogli porzucać kogoś w potrzebie. Prawda? No prawda, ale pozostała teraz kwestia legalności ich działania, czyli to o czym nie pomyśleli przed działaniem.
Zmarszczył brwi, bo dobrze słyszał co powiedział Sam, słowo klucz "klątwa" sprawiło, że zbystrzał niczym kot, który właśnie zauważył ptaka w swoim zasięgu. Powiódł jednak za nim spojrzeniem, bo zdał sobie sprawę jak mało wie o swoim przyszłym szwagrze i ojcu Mabel. A tak dalej być nie powinno, skoro Samuel stawał się rodziną to nie mógł być obcy. Ale wiedział, że proces poznawania ludzi nie jest krótki i prosty. Ktoś powinien za nim iść? Zostawić go spokoju jak prosił? Nie znał McGonagalla na tyle, żeby móc ocenić, gdyby tylko wiedział, że wybrał on pomieszczenie gdzie znajdował się Pazur to nie zastanawiałby się ani chwili.
Kapitan Pazur w najlepsze mył sobie futerko. Właśnie rozwalił się na plecach i wylizywał sobie brzuszek, kiedy usłyszał jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Podniósł koci łeb z wciąć wyciągniętym językiem. I wnet zauważył, że to ten dziwnie pachnący człowiek, jego obecność przypominała Kapitanowi wędrówki przez norweskie lasy, może to przez ten unoszący się za nim zapach Kniei, który wyłapywał koci nos?
- Nie powinieneś być czasem tam z nimi? - zapytał Sama jak gdyby nigdy nic.
Skupił się teraz na Eriku i jego wywodzie marszcząc przy tym brwi. - Dlatego tak ważne jest, żeby od czasu do czasu zaznać odpoczynku, szczególnie kiedy tak wiele się dzieje wokół. Świat nie zawali się jeśli weźmiesz dzień wolnego, a z nowymi siłami - poklepał mężczyznę po ramieniu, zdecydowanie powinien nabrać tchu i spowolnić, skoro miewał takie a nie inne myśli. Tylko nie mogli przecież jechać wszyscy jak tu stali, do odpowiedniego odpoczynku powinien jechać z jedną dwoma osobami, ale kim? Najlepiej żeby sam wybrał. Po ostatniej rozmowie z Norą pewnie wybrałby ją, ale teraz? Po rewelacjach z rana to chyba nie był taki dobry pomysł. Dbanie o innych to naprawdę skomplikowany proceder.
Hipokryta usłyszał ten zwykle szyderczy, tak teraz rozbawiony głos w głowie, który zignorował, w tym całym rozgardiaszu nie miał po prostu czasu na swoje demony.
Zamrugał, kiedy siostra wyrzuciła z siebie słowa tak szybko, że niemal nie zrozumiał, co mówiła. Gdyby nie był z nią wtedy i wiedział o czym chce powiedzieć to zapewne by poprosił o wytłumaczenia powoli, ale tak. - Nie zapominaj, że był z nami jeszcze Woody - dorzucił jeszcze niewinnie swoje trzy knuty, jakby to, ze był z nimi ich przyszywany wujek cokolwiek ratowało.
Wziął sobie kawałek pizzy i westchnął. Jakoś tak przestał być głodny, ale trzeba sprawiać pozory, że zachowuje się zdrowo? Chyba tak. Wziął jeden kęs i zabrał się za opowiadanie. Zawahał się chwilę, ale machnął ręką, niech mała Mabel posłucha jakie to przygody ma jej matka z nim.
- Tam od razu ukradła, zabrała go w lepsze miejsce, a raczej zabraliśmy - ciężko byłoby ukrywać swój współudział w tym przedsięzieciu, zresztą nawet nie zamierzał.
- Podczas przygotowywania imprezy na plaży spotkaliśmy kobietę proszącą o pomoc, bo pewien rybak jej coś ukradł. Potem okazało się, że to selkie, a on ukradł jej skórę i uwięził przy sobie. Tylko był po prostu starym pijakiem, więc wykradliśmy mu skórę i ona uciekła zostawiając za sobą to dziecko. Więc postanowiliśmy je zabrać w nieco bezpieczne i przyjazne miejsce niż porzucić go samotnie z ojcem pijakiem - wzruszył ramionami na koniec opowieści, bo to było dość naturalne, nie mogli porzucać kogoś w potrzebie. Prawda? No prawda, ale pozostała teraz kwestia legalności ich działania, czyli to o czym nie pomyśleli przed działaniem.
Zmarszczył brwi, bo dobrze słyszał co powiedział Sam, słowo klucz "klątwa" sprawiło, że zbystrzał niczym kot, który właśnie zauważył ptaka w swoim zasięgu. Powiódł jednak za nim spojrzeniem, bo zdał sobie sprawę jak mało wie o swoim przyszłym szwagrze i ojcu Mabel. A tak dalej być nie powinno, skoro Samuel stawał się rodziną to nie mógł być obcy. Ale wiedział, że proces poznawania ludzi nie jest krótki i prosty. Ktoś powinien za nim iść? Zostawić go spokoju jak prosił? Nie znał McGonagalla na tyle, żeby móc ocenić, gdyby tylko wiedział, że wybrał on pomieszczenie gdzie znajdował się Pazur to nie zastanawiałby się ani chwili.
***
Kapitan Pazur w najlepsze mył sobie futerko. Właśnie rozwalił się na plecach i wylizywał sobie brzuszek, kiedy usłyszał jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Podniósł koci łeb z wciąć wyciągniętym językiem. I wnet zauważył, że to ten dziwnie pachnący człowiek, jego obecność przypominała Kapitanowi wędrówki przez norweskie lasy, może to przez ten unoszący się za nim zapach Kniei, który wyłapywał koci nos?
- Nie powinieneś być czasem tam z nimi? - zapytał Sama jak gdyby nigdy nic.