26.10.2024, 14:11 ✶
- Tessa... - zaczęła Brenna z pewnym wahaniem, gdy pojawiła się z trzaskiem zaledwie dwie sekundy oo nich, w cichej miejscowości, z daleka od Doliny Godryka, Kniei I zaludniającymi ją widm. Podążyła tu za słowami Morpheusa, ale ciężko było jej o nic nie pytać i czekać aż czas lub koty przyniosą odpowiedż. Piasek z klepsydry zdawał się palić kieszeń, a słowa "inaczej Quintessa umrze" wciąż rozbrzmiewały jej w uszach, odbijały się w głowie. - Czy możesz nam powiedzieć, co się dzieje? Byłaś może ostatnio w Kniei?
Nie bywała w Azylu Figgów często, ale nie było to dla niej tak zupełnie obce miejsce. Już przed wejściem rozejrzała się, odruchowo szukając znajomych twarzy: potem skupiła spojrzenie na Tessie, jakby w nadziei, że nastąpi jakąkolwiek zmiana. Ta wciąż jednak wyglądała na równie bladą i wytrąconą z równowagi jak do tej pory. Ostatecznie więc wszyscy po prostu wkroczyli do środka, ostrożnie, starając się nie potknąć o żadnego z kotów - i tych niemagicznych, i tych obdarzonych specjalnymi mocami.
Brenna lubiła koty, i mając za sobą znajomość z Salemem, Karlem i Kapitanem doskonale wiedziała, że te Figgów nie są zwykłymi zwierzakami. Były równie mądre, co ludzie, umiały się porozumiewać i znały ponoć kocie rytuały.
Nie miała jednak pojęcia, w jaki sposób mogłyby pomóc Tessie. Gdy wchodzili do środka, zerknęła więc kontrolnie na Morpheusa i potem na ciotkę, nie wydawało się jednak, by któreś wiedziało w tej chwili więcej niż ona. Chętnie spytałaby wujka, czy doznał jakieś wizji i co konkretnie zobaczył, ale nie chciała o to pytać przy Tessie.
Brenna nie była więc pewna, co właściwie powiedzieć kotom. Nie wiedziała, co tu właściwie robią.
- Cześć - przywitała się więc z kotem, spoglądając na niego.
!Dzień dobry panie kocie
Nie bywała w Azylu Figgów często, ale nie było to dla niej tak zupełnie obce miejsce. Już przed wejściem rozejrzała się, odruchowo szukając znajomych twarzy: potem skupiła spojrzenie na Tessie, jakby w nadziei, że nastąpi jakąkolwiek zmiana. Ta wciąż jednak wyglądała na równie bladą i wytrąconą z równowagi jak do tej pory. Ostatecznie więc wszyscy po prostu wkroczyli do środka, ostrożnie, starając się nie potknąć o żadnego z kotów - i tych niemagicznych, i tych obdarzonych specjalnymi mocami.
Brenna lubiła koty, i mając za sobą znajomość z Salemem, Karlem i Kapitanem doskonale wiedziała, że te Figgów nie są zwykłymi zwierzakami. Były równie mądre, co ludzie, umiały się porozumiewać i znały ponoć kocie rytuały.
Nie miała jednak pojęcia, w jaki sposób mogłyby pomóc Tessie. Gdy wchodzili do środka, zerknęła więc kontrolnie na Morpheusa i potem na ciotkę, nie wydawało się jednak, by któreś wiedziało w tej chwili więcej niż ona. Chętnie spytałaby wujka, czy doznał jakieś wizji i co konkretnie zobaczył, ale nie chciała o to pytać przy Tessie.
Brenna nie była więc pewna, co właściwie powiedzieć kotom. Nie wiedziała, co tu właściwie robią.
- Cześć - przywitała się więc z kotem, spoglądając na niego.
!Dzień dobry panie kocie
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.