Opadła na kolana i zaczęła się trząść. Nie potrafiła zlokalizować miejsca bólu, nie wiedziała w co dokładnie dostała. Strasznie bolało. Jakby całe ciało, jednocześnie przechodził silny ból. To uczucie docierało nawet do jej kości. Czy kości w ogóle mogą tak robić, jasne, kiedy były złamane, to to czuła, ale nigdy nie towrzyszyło jej jeszcze takie dziwne uczucie. Oberwała w swoim życiu wiele razy, czy to zaklęciami, czy po prostu coś ją dziabnęło, raniło, ale nigdy nie czuła się, aż tak źle. To musiała być czarna magia, nic innego nie mogłoby spowodować czegoś podobnego.
Nie mogła nic z tym zrobić, wiła się więc na tej oszronionej trawie, i tyle, liczyła na to, że to pomoże - nie nie pomagało wcale.
Nie miała pojęcia, co dzieje się wokół niej. Nie była w stanie rozejrzeć się wokół siebie, nie potrafiła zlokalizować miejsca, w którym znajdowali się jej przeciwnicy. Cóż, być może to miał być jej koniec. Na pewno stała się aktualnie łatwym celem dla wroga. Tyle, że właśnie, to przecież nie był jej wróg, ona wcale nie chciała stawiać się po żadnej ze stron. To stało się zupełnie przypadkowo, po prostu znajdowała się w miejscu, które chcieli zaatakować.
Może powinna się wycofać, ale z drugiej strony, jak właściwie mogłaby spojrzeć w lustro mając świadomość, że nie pomogła tym dzieciakom. Chuj tam Davidem, ale te jego dzieciaki przecież były zupełnie bezbronne. Nie chciała mieć na rękach ich krwi, nie pozwoliłaby na to.
Teraz więc w imię czyichś idei leżała na trawie i piszczała z bólu. Nie było to dla niej typowe zachowanie, nieraz zdarzyło jej się, że dostała dosyć mocno, ale nigdy to nie bolało, aż tak bardzo. Może miała umrzeć? Może był to jej koniec. Nie spodziewała się, że będzie wyglądał w ten sposób. Mogliby ją dobić, a nie się nad nia pastwić, to byłoby zdecydowanie lepsze.
Nie docierało do niej nic z tego, co działo się wokół. Nie miała pojęcia, jak wyglada sytuacja na froncie, czy ktoś się do niej zbliżał, zamierzał dokończyć dzieła? Próbowała otworzyć oczy, ale wszystko ją tak bolało, że nie miała siły tego zrobić. Zaczęła się drapać po rękach, jakby chciała pozbyć się tego uczucia spod skóry, siedziało jednak bardzo głęboko.
Gdzie była jej różdżka? Musiała gdzieś wypaść, nie miała jej w dłoniach, czy w ogóle by się jej teraz do czegoś przydała? Pewnie nie. Nie byłby w stanie rzucić żadnego zaklęcia, to którym oberwała wprowadziło ją w bardzo dziwny stan.
Poczuła, że ktoś wziął ją w ramiona. Wydawało jej się, że do jej nozdrzy dochodzi znajomy zapach. Domu, bezpieczeństwa, tylko skąd się właściwie tutaj wziął? Nie miała pojęcia.
Nie oponowała, gdy wziął ją w ramiona. Nie była w stanie. Nadal się trzęsła, nie do końca potrafiła zapanować nad swoim ciałem. Dalej ją bolało, ciekawe ile jeszcze to potrwa i czy w ogóle przestanie boleć? To nie mogło trwać w nieskończoność. Po jej policzkach popłynęło kilka łez, nad tym również nie miała kontroli. Po prostu pojawiły się znikąd, może przez ten dziwny ból, który trawił jej ciało.
- Czy ja umarłam? - Padło w końcu z jej ust, bardzo cicho. Trudno jej było powiedzieć coś więcej. Może zdechła i trafiła do własnego raju, tylko dlaczego znajdował się w nim Ambroise? Nie miała pojęcia. Nie zdawała sobie sprawy z niczego, co działo się wokół niej. Nie myślała jasno.
Nawet nie mogła być na siebie zła o to, że tutaj została.