Rozsądek nakazywał, by posłuchać wuja, nie narażać się na kłopoty, które wróżyło opadnięcie bariery antyteleportacyjnej, i wracać do bezpiecznego domu. Samo to, że wuj Jonathan mówił im, żeby się stąd wynosili, mówiło samo za siebie. I normalnie Jessie pewnie posłuchałby swojego ojca chrzestnego, ale w tym momencie siostra użyła argumentu, z którym nie chciał i nie potrafił się kłócić. Bo, czy mają w pełni działające serce, nad którym czasami ubolewała jego matka, byłby w stanie tak po prostu zostawić znajomego, swojego czy swojego rodzeństwa, bez upewnienia się, że byli bezpieczni?
-Może się teleportowała? - to było pierwsze, co przyszło mu do głowy, ale sam zaczął się rozglądać.
Mógł sobie gdybać i może mógłby spróbować przekonać siostrę, że z jej koleżanką na pewno wszystko było w porządku i pewnie przeniosła się w bezpieczne miejsce, kiedy tylko zauważyła, że bariera opadła, ale skąd miał wiedzieć, czy Raphaela rzeczywiście zauważyła brak bariery? Albo, że faktycznie się deportowała? A jeśli jednak z jakiegoś powodu została i coś by się jej stało?
-Nie sądzę, żeby ukrywanie się przed wujkiem było dobrym pomysłem - ale łażenie mu przed nosem również takim nie było.
Nie oponował, kiedy siostra chwyciła go za rękę i pociągnęła w kierunku namiotów, cały czas rozglądając się w nadziei, że zdoła szybko dostrzec znajomą swojej bliźniaczki.
A jeśli faktycznie Raphaela była obecnie z jakimś amantem, to niechaj będzie to jakiś oblech, od którego mogliby ją uwolnić. Wystarczy, że przez niego (i może trochę przez Jonathana) uciekł amant Rity.
Rzucam na Percepcję, rozglądam się za Raphaelą
Slaby sukces...
Akcja nieudana