26.10.2024, 22:19 ✶
- Ciężkie pytanie, bo to mocno zależy za co bijesz i kogo - niby się uśmiechnął, ale był to wyraz trochę niemrawy. Bo Atreus bił często i gęsto, szczególnie podczas lata, dając tym samym upust wszystkiemu co go dręczyło. Ale ulga zawsze była krótka i ulotna i to chyba właśnie było w tym wszystkim najgorsze. Że zaciśnięte pięści puszczone w ruch miały te same wady co wszystkie inne używki. Z resztą, Bulstrode nie tyle bił po to by sprawić ból co żeby samemu go poczuć, ale tego nie zamierzał doradzać Brennie. Nawet jeśli fizyczny ból był o wiele bardziej znośny od tego który siedział w głowie, głównie dlatego ze miał wyraźne źródło.
- Czy ja wiem, jak dorzucisz galeona w Białym Wiwernie to ci tam nie naplują a sięgną po butelkę z pod lady, nierozcieńczoną i z większymi procentami - a jak się zapłaciło odpowiednio dużo, to mogli to nawet podać z pocałowaniem dłoni, ale ogólnie miała rację. Na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach ciężko było znaleźć porządne lokale. Wszystkie z reguły wyglądały mocno średnio o ile nie gorzej, a wysoka jakość obsługi i produktów polegała na znajomościach i grubości sakiewki. - A tu nie ma przypadkiem jakichś pokoi na górze? Mam wrażenie że jakby się odpowiednio ładnie uśmiechnąć do barmanki albo pana właściciela to by ci pozwolili się przespać i nawet nie obudziłabyś się z pustymi kieszeniami - prychnął jeszcze, ni to rozbawiony ni to trochę ironizując, ale to nie trwało długo, bo uśmiech mu nieco skwaśniał na wzmiankę o Borginie.
Ktoś pewnie mógłby pomyśleć, że minęło już na tyle czasu by temat Stanleya nie dotykał go aż tak mocno, ale prawda była chyba taka że Atreus miał już zawsze podchodzić do tego z pewną dozą goryczy i żalu. Czuł się zdradzony; to czego dopuścił się Borgin było dla niego niewyobrażalne i zawsze gdzieś w tle plątały się myśli że to tylko jedna wielka pomyłka. Ale fakty jednoznacznie świadczyły przeciwko przyjacielowi i Bulstrode zwyczajnie miał złamane serce. Znali się od Hogwartu i trzymali razem, tak samo jak z innymi chłopakami z Bandy Borgina, a teraz ta nowa rzeczywistość wydawała się okropnie nieprzyjazna, obca i... zbyt realistyczna. Ocierająca się niebezpiecznie o chłodne, brutalne realia wojny, która trwała gdzieś w ukryciu, ale metodycznie połykając kolejne ofiary.
- Stęsknił? A skąd wiesz, wysłał ci liścik miłosny? - prychnął, gotowy zbyć ten temat i absolutnie nieświadomy tego, że w sumie to uderzał w punkt. Wiedział przecież, że Borgin nigdy za Brenną nie przepadał, ale nie spodziewał się z zacięciem wysyłałby jej kolejne liściki. Ale nie spodziewał się też, ze pojawiłby się na widowisku randkowym.
- No dobrze, spałaś. A wyspałaś się chociaż? Nie licząc oczywiście mojej kanapy. Ja na przykład nie bo okrutnie chrapałaś - zakrył złośliwy uśmiech, upijając parę łyków cienkiego piwa. - No to w takim razie, jeśli ci tak z tego powodu źle, to się nigdzie nie wybieram. Spróbuj teraz - odchrząknął. - Masz jakiś problem? - zmarszczył nawet brwi w niezadowolonym wyrazie, jak pierwszy lepszy patus z pod monopolowego.
- Czy ja wiem, jak dorzucisz galeona w Białym Wiwernie to ci tam nie naplują a sięgną po butelkę z pod lady, nierozcieńczoną i z większymi procentami - a jak się zapłaciło odpowiednio dużo, to mogli to nawet podać z pocałowaniem dłoni, ale ogólnie miała rację. Na Nokturnie i Podziemnych Ścieżkach ciężko było znaleźć porządne lokale. Wszystkie z reguły wyglądały mocno średnio o ile nie gorzej, a wysoka jakość obsługi i produktów polegała na znajomościach i grubości sakiewki. - A tu nie ma przypadkiem jakichś pokoi na górze? Mam wrażenie że jakby się odpowiednio ładnie uśmiechnąć do barmanki albo pana właściciela to by ci pozwolili się przespać i nawet nie obudziłabyś się z pustymi kieszeniami - prychnął jeszcze, ni to rozbawiony ni to trochę ironizując, ale to nie trwało długo, bo uśmiech mu nieco skwaśniał na wzmiankę o Borginie.
Ktoś pewnie mógłby pomyśleć, że minęło już na tyle czasu by temat Stanleya nie dotykał go aż tak mocno, ale prawda była chyba taka że Atreus miał już zawsze podchodzić do tego z pewną dozą goryczy i żalu. Czuł się zdradzony; to czego dopuścił się Borgin było dla niego niewyobrażalne i zawsze gdzieś w tle plątały się myśli że to tylko jedna wielka pomyłka. Ale fakty jednoznacznie świadczyły przeciwko przyjacielowi i Bulstrode zwyczajnie miał złamane serce. Znali się od Hogwartu i trzymali razem, tak samo jak z innymi chłopakami z Bandy Borgina, a teraz ta nowa rzeczywistość wydawała się okropnie nieprzyjazna, obca i... zbyt realistyczna. Ocierająca się niebezpiecznie o chłodne, brutalne realia wojny, która trwała gdzieś w ukryciu, ale metodycznie połykając kolejne ofiary.
- Stęsknił? A skąd wiesz, wysłał ci liścik miłosny? - prychnął, gotowy zbyć ten temat i absolutnie nieświadomy tego, że w sumie to uderzał w punkt. Wiedział przecież, że Borgin nigdy za Brenną nie przepadał, ale nie spodziewał się z zacięciem wysyłałby jej kolejne liściki. Ale nie spodziewał się też, ze pojawiłby się na widowisku randkowym.
- No dobrze, spałaś. A wyspałaś się chociaż? Nie licząc oczywiście mojej kanapy. Ja na przykład nie bo okrutnie chrapałaś - zakrył złośliwy uśmiech, upijając parę łyków cienkiego piwa. - No to w takim razie, jeśli ci tak z tego powodu źle, to się nigdzie nie wybieram. Spróbuj teraz - odchrząknął. - Masz jakiś problem? - zmarszczył nawet brwi w niezadowolonym wyrazie, jak pierwszy lepszy patus z pod monopolowego.