26.10.2024, 23:51 ✶
Gdy Leviathan podszedł do komody, Scylla przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu, dostrzegając w jego ruchach coś, co na swój sposób zdawało się wypełnione równie subtelną gracją, co opanowaniem. Nie pytała, co zamierzał - przynajmniej nie werbalnie - ale nie mogła powstrzymać lekkiego błysku zainteresowania w swoich oczach, kiedy ułożył przed nią pod szkłem postać elfa. Jego skrzydła, opalizujące w blasku wpadającego światła, wydawały się niemal magicznie żywe, jakby były gotowe unieść się na podmuchu wiatru, choć istota pozostawała nieruchoma, zamknięta w szklanej ramce niczym w wiecznym uścisku.
Scylla musnęła palcem krawędź ramki, podziwiając drobiazgowy kunszt wykonania, i choć nieczęsto okazywała zdziwienie, teraz wyraźnie pobłyskiwało ono w jej oczach.
- Wspaniały - powiedziała cicho, przerywając ciszę, jaka zawisła między nimi. Zauważyła, że elf w pewnym sensie odbijał jej własną naturę - przyciągał i jednocześnie odstraszał, jego piękno było niemal obce, nierealne. - Taka urokliwa groteska - dodała z lekkim uśmiechem, który nie docierał jednak do jej oczu.
Sięgnęła po ramkę i spojrzała na Leviathana, zatrzymując jego spojrzenie na ułamek sekundy dłużej, niż zamierzała.
- Pojutrze zatem - skinęła głową. Zbliżyła się do drzwi, zatrzymując się jeszcze na moment. Spojrzała w jego stronę, tym razem mniej surowo, a bardziej z delikatnym cieniem wdzięczności, który choć nie miał zamiaru przebić się na powierzchnię, zdawał się obecny w jej postawie.
- Doceniam ten gest, Leviathanie - rzuciła cicho, choć ton jej głosu był bardziej formalny niż osobisty, zupełnie jakby werbalnej wdzięczności musiała się mechanicznie kiedyś wyuczyć. - Obiecuję cię ostrzec, jeśli miałbyś w przyszłości podzielić jego los. - Skinęła głową w kierunku elfa uwięzionego za szkłem, a potem uśmiechnęła się łagodnie, acz ciepło. To nie była groźba, to nie był zły omen; jedynie znak, że ona też kiedyś się odwdzięczy.
Ostatnie spojrzenie, które wymienili, niosło ze sobą obietnicę dalszej współpracy, a może nawet czegoś więcej, czego jeszcze żadne z nich nie potrafiło nazwać. Scylla pomachała na odchodne i wyszła z pokoju, przyciskając ramkę z elfem do serca, jakby była najcenniejszym amuletem, który przyniesie jej inspirację i odwagę, by zagłębiać się w ciemności - tej na zewnątrz i tej wewnętrznej, której nie znał nikt, nawet ona sama.
Scylla musnęła palcem krawędź ramki, podziwiając drobiazgowy kunszt wykonania, i choć nieczęsto okazywała zdziwienie, teraz wyraźnie pobłyskiwało ono w jej oczach.
- Wspaniały - powiedziała cicho, przerywając ciszę, jaka zawisła między nimi. Zauważyła, że elf w pewnym sensie odbijał jej własną naturę - przyciągał i jednocześnie odstraszał, jego piękno było niemal obce, nierealne. - Taka urokliwa groteska - dodała z lekkim uśmiechem, który nie docierał jednak do jej oczu.
Sięgnęła po ramkę i spojrzała na Leviathana, zatrzymując jego spojrzenie na ułamek sekundy dłużej, niż zamierzała.
- Pojutrze zatem - skinęła głową. Zbliżyła się do drzwi, zatrzymując się jeszcze na moment. Spojrzała w jego stronę, tym razem mniej surowo, a bardziej z delikatnym cieniem wdzięczności, który choć nie miał zamiaru przebić się na powierzchnię, zdawał się obecny w jej postawie.
- Doceniam ten gest, Leviathanie - rzuciła cicho, choć ton jej głosu był bardziej formalny niż osobisty, zupełnie jakby werbalnej wdzięczności musiała się mechanicznie kiedyś wyuczyć. - Obiecuję cię ostrzec, jeśli miałbyś w przyszłości podzielić jego los. - Skinęła głową w kierunku elfa uwięzionego za szkłem, a potem uśmiechnęła się łagodnie, acz ciepło. To nie była groźba, to nie był zły omen; jedynie znak, że ona też kiedyś się odwdzięczy.
Ostatnie spojrzenie, które wymienili, niosło ze sobą obietnicę dalszej współpracy, a może nawet czegoś więcej, czego jeszcze żadne z nich nie potrafiło nazwać. Scylla pomachała na odchodne i wyszła z pokoju, przyciskając ramkę z elfem do serca, jakby była najcenniejszym amuletem, który przyniesie jej inspirację i odwagę, by zagłębiać się w ciemności - tej na zewnątrz i tej wewnętrznej, której nie znał nikt, nawet ona sama.
Koniec sesji
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga