27.10.2024, 00:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2024, 00:26 przez Atreus Bulstrode.)
- Powinnaś spróbować. To przygoda sama w sobie - uśmiechnął się cwaniacko. Ale prawda była taka, że sam przecież też tam zbyt często nie bywał. To był zaledwie przelotny przystanek, bo tak jak niektórzy świadomie wybierali lokale na Nokturnie by utopić swoje smutki, on o wiele bardziej wolał migotliwe światełka kasyn i stukot przekładanych żetonów na stolikach do gry. Nawet jako auror niespecjalnie miał po drodze na Nokturn, bo zwykle dostawał informacje do ręki, musząc zajmować się bardziej wykonaniem niż żmudnym węszeniem po brudnych zakamarkach tej magicznej dzielnicy Londynu. - Nie polecam. Nie wiesz co robią z młodymi, ładnymi czarownicami w tych zaułkach? Kradną im nerki.
Robili im też o wiele gorsze i mniej przyjemne rzeczy, ale to nie o to chodziło. Bo naprawdę było w tym interesujące to to jak szybko i zdecydowanie odpowiedziała na tę sugestię. Nawet jeśli wyglądała na kogoś kto łapał każdą okazję i spał gdzie mógł, to już nie na kogoś kto spał gdziekolwiek i z kimkolwiek. Co właściwie łączyło ją z Rejwachem czy właścicielem tej knajpy nie miał pojęcia, ale też nie zamierzał zbytnio o to w tym momencie dopytywać.
- Co? - kaszlnął, zmuszając się by połknąć właśnie upijane piwo, a nie splunąć nim do kufla. Nie brał tego na poważnie i absolutnie nie spodziewał się jakiegokolwiek potwierdzenia dla swoich głupich, mimowolnych odpowiedzi. - Czekaj, mówisz poważnie? - spojrzał na nią podejrzliwie, ale im dłużej na nią patrzył tym bardziej było w jego oczach widać jakąś rezygnację i zawód.
Nie trzeba było go dobrze znać, żeby oczekiwać od niego w tym momencie przypływu złości. Jeśli nie w postaci chociażby grymasu to chociaż jakiegoś niebezpiecznego błysku w oku, ale tym razem nie pojawiło się nic takiego. Wycofywał się mimowolnie, sam nie wiedzieć jak powinien do tego podejść. Złość byłaby lepsza. Łatwiejsza i o wiele bardziej znajoma. Gdyby ją czuł przynajmniej wiedziałby co powinien zrobić, żeby chociaż odrobinę sobie w tej sytuacji ulżyć, ale zamiast tego był niepewny. I zwyczajnie zagubiony. Nie chciał, żeby to widziała, ale już wolał ją niż kogoś z rodziny.
- I co, napisał w nich coś ciekawego? - zapytał mimo wszystko, niby to kontynuując zaczęty wątek. Ale nie patrzył na nią, zamiast tego koncentrując się na obracanej w dłoni szklance i wilgotnych plamach które zostawiała na stoliku. Uśmiechnął się lekko na wzmiankę o kanapie, z przekorą spoglądając w jej stronę, ale było to przelotne i zaraz ustąpiło pewnej łagodności. - A musisz go rozwiązać? Nie może rozwiązać się sam, albo nie mogą poradzić sobie bez ciebie? Nie krępuj się, ja mam czas szczególnie że moja randka chyba nie dojdzie dzisiaj do skutku.
Robili im też o wiele gorsze i mniej przyjemne rzeczy, ale to nie o to chodziło. Bo naprawdę było w tym interesujące to to jak szybko i zdecydowanie odpowiedziała na tę sugestię. Nawet jeśli wyglądała na kogoś kto łapał każdą okazję i spał gdzie mógł, to już nie na kogoś kto spał gdziekolwiek i z kimkolwiek. Co właściwie łączyło ją z Rejwachem czy właścicielem tej knajpy nie miał pojęcia, ale też nie zamierzał zbytnio o to w tym momencie dopytywać.
- Co? - kaszlnął, zmuszając się by połknąć właśnie upijane piwo, a nie splunąć nim do kufla. Nie brał tego na poważnie i absolutnie nie spodziewał się jakiegokolwiek potwierdzenia dla swoich głupich, mimowolnych odpowiedzi. - Czekaj, mówisz poważnie? - spojrzał na nią podejrzliwie, ale im dłużej na nią patrzył tym bardziej było w jego oczach widać jakąś rezygnację i zawód.
Nie trzeba było go dobrze znać, żeby oczekiwać od niego w tym momencie przypływu złości. Jeśli nie w postaci chociażby grymasu to chociaż jakiegoś niebezpiecznego błysku w oku, ale tym razem nie pojawiło się nic takiego. Wycofywał się mimowolnie, sam nie wiedzieć jak powinien do tego podejść. Złość byłaby lepsza. Łatwiejsza i o wiele bardziej znajoma. Gdyby ją czuł przynajmniej wiedziałby co powinien zrobić, żeby chociaż odrobinę sobie w tej sytuacji ulżyć, ale zamiast tego był niepewny. I zwyczajnie zagubiony. Nie chciał, żeby to widziała, ale już wolał ją niż kogoś z rodziny.
- I co, napisał w nich coś ciekawego? - zapytał mimo wszystko, niby to kontynuując zaczęty wątek. Ale nie patrzył na nią, zamiast tego koncentrując się na obracanej w dłoni szklance i wilgotnych plamach które zostawiała na stoliku. Uśmiechnął się lekko na wzmiankę o kanapie, z przekorą spoglądając w jej stronę, ale było to przelotne i zaraz ustąpiło pewnej łagodności. - A musisz go rozwiązać? Nie może rozwiązać się sam, albo nie mogą poradzić sobie bez ciebie? Nie krępuj się, ja mam czas szczególnie że moja randka chyba nie dojdzie dzisiaj do skutku.