27.10.2024, 02:00 ✶
Nie uważał żeby potrzebował aby ktokolwiek przybliżał mu tajniki umysłu. Czyjegokolwiek w sumie, bo Atreus miał dość konkretne poglądy na ten temat. Po pierwsze uważał się jeśli nie za eksperta, to kogoś kto bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego co ludzie dookoła niego czują. Nie chodziło o jakąś daleko idącą empatię, a o sam fakt że potrafił używać oczu. Wszystkich trzech. Nie musiał zastanawiać się nad tym co ludzie czuli w danej sytuacji, bo wystarczyło że mrugnął i rozpościerał się przed nim zupełnie inny świat. Kalejdoskop barw, który momentami wydawał mu się o wiele lepiej znany niż szara, normalna rzeczywistość. Ich zlewające się ze sobą kolory, przenikające siebie nawzajem zgrabnie prowadziły go przez meandry ludzkich emocji i zależności.
Dlatego nie potrzebował słyszeć co myślała o nim ktokolwiek, a w szczególności już Brenna. Pozbawiona ochrony jaką była w stanie zapewnić oklumencja, była stosunkowo łatwa do rozczytania. Stosunkowo, bo Longbottom miała swoje sekrety, małe i dużo, w które niekoniecznie chciał się aż tak zagłębiać. Nie kiedy spędzały mu sen z powiek i były definitywnie tym, co wykraczało poza zakres obowiązków szeregowego brygadzisty czy detektywa. I nawet jeśli normalnie zrobiłby wszystko, żeby dowiedzieć się co za tym stoi, tak w tym przypadku robił wszystko żeby się od tego odsunąć. Bo więź niepotrzebnie komplikowała wszystko.
Atreus nigdy nie miał aspiracji by dowiedzieć się o Longbottom czegokolwiek. To była dla niego jakaś starsza dziewczyna, którą mijało się na szkolnych korytarzach i nawet jeśli była ładna, to absolutnie niezainteresowana uwagą młodszych kolegów. Niezainteresowanie jej osobą dodatkowo podbijał fakt jaki stosunek mieli do niej tak samo Stanley jak i siedzący przed nim Anthony. Sympatia tego drugiego skutecznie zwiększała dystans do Longbottom już od czasów Hogwartu, a niechęć Stanleya tylko pogłębiała ten efekt, sprawiając że jego przyjaciel nie interesował się nią nawet kiedy był jeszcze brygadzistą przed egzaminami aurorskimi.
Nie chciał mieć nic wspólnego z tą kobietą, a mimo tego los związał ich w taki sposób, że nie mógł się od niej uwolnić. I, cholera, jakaś jego część podejrzewała że już nigdy się od niej nie uwolni. Nie kiedy ta niechęć, wyuczona i wymuszona przez lata, zaczynała się powoli zmieniać w sympatię. Jakąś rozdrażnioną, oczywiście, bo Atreusowi niezmiernie działało na nerwy kiedy ktoś lub coś igrał z jego pojmowaniem świata, ale wszystko sprowadzało się do tego że pomimo licznych problemów, negatywnych emocji i magii, te pozytywy sukcesywnie nawarstwiały się i przykrywały wszystko inne.
- Chciałaby mnie? - zapytał sucho, marszcząc przy tym brwi. - Gdybym zastanawiałbym się nad tym czy mnie chce, musiałbym być cholernie zdesperowanym człowiekiem - wyrzucił z siebie niechętnie, z jakąś gorzką urazą. Bo Anthony podsumowywał go w tym momencie zbyt trafnie. Niby nie było czemu się dziwić, w końcu przyjaźnili się już tyle lat, ale w tej konkretnej sytuacji niezmiennie się to Atreusowi nie podobało. - Jeszcze niedawno byłem z Elaine, a ty mi próbujesz teraz wcisnąć odpowiedzialność za jakąś laskę, z którą nie chcę mieć wiele wspólnego - rzucił rozdrażniony, czując jak emocje wzbierają i jak koloryzują jego aurę. Wsunął palce za kołnierzyk koszuli, czując jak nagle ta przyciska się do skóry odrobinę za bardzo, ograniczając swobodę i pogłębiając dyskomfort. Jednocześnie też rozparł się na oparciu, chyba chcąc w ten sposób zmusić ciało do rozluźnienia się, jakby samą zmianą pozycji mógł zmusić się do innej reakcji niż próba rozwalenia czegoś. - Posłuchaj mnie, bo powiem to raz, więcej nie powtórzę. Najwyraźniej myślisz, że stałeś się swojego rodzaju ekspertem od ludzkich emocji. Nie wiem, może otworzyła ci się pizda na czole i pomyliłeś ją z trzecim okiem, kto wie. Twoja ukochana Brenna nie chce mieć ze mną nic wspólnego, a ja z nią. Ładnie to pokazuje od momentu kiedy skończył się nasz wspólny dyżur podczas Beltane i wierz mi, nie interesuje mnie zbytnio co myślisz na ten temat bo odnoszę wrażenie że albo się za mocno w głowę uderzyłeś, albo z jakiegoś powodu uważasz ze skoro sam nie możesz jej mieć to musisz zrzucić odpowiedzialność za nią na kogoś kogo znasz. Żeby wciąż mieć ją blisko.
Słowa przez niego wypowiadane były gorzkie, a Atreus szukał jakiegokolwiek powodu, najlepiej tego najgorszego, żeby wytknąć go przyjacielowi prosto w twarz i sprawić tym jak najwięcej bólu. I cholera, miał nadzieję że trafił, bo coś w nim nieustannie gotowało się pod powierzchnią i błagało wręcz o uwolnienie. Ale nie chciał Borgina uderzyć pierwszy. Dlatego błagał, by on zrobił to pierwszy.
Dlatego nie potrzebował słyszeć co myślała o nim ktokolwiek, a w szczególności już Brenna. Pozbawiona ochrony jaką była w stanie zapewnić oklumencja, była stosunkowo łatwa do rozczytania. Stosunkowo, bo Longbottom miała swoje sekrety, małe i dużo, w które niekoniecznie chciał się aż tak zagłębiać. Nie kiedy spędzały mu sen z powiek i były definitywnie tym, co wykraczało poza zakres obowiązków szeregowego brygadzisty czy detektywa. I nawet jeśli normalnie zrobiłby wszystko, żeby dowiedzieć się co za tym stoi, tak w tym przypadku robił wszystko żeby się od tego odsunąć. Bo więź niepotrzebnie komplikowała wszystko.
Atreus nigdy nie miał aspiracji by dowiedzieć się o Longbottom czegokolwiek. To była dla niego jakaś starsza dziewczyna, którą mijało się na szkolnych korytarzach i nawet jeśli była ładna, to absolutnie niezainteresowana uwagą młodszych kolegów. Niezainteresowanie jej osobą dodatkowo podbijał fakt jaki stosunek mieli do niej tak samo Stanley jak i siedzący przed nim Anthony. Sympatia tego drugiego skutecznie zwiększała dystans do Longbottom już od czasów Hogwartu, a niechęć Stanleya tylko pogłębiała ten efekt, sprawiając że jego przyjaciel nie interesował się nią nawet kiedy był jeszcze brygadzistą przed egzaminami aurorskimi.
Nie chciał mieć nic wspólnego z tą kobietą, a mimo tego los związał ich w taki sposób, że nie mógł się od niej uwolnić. I, cholera, jakaś jego część podejrzewała że już nigdy się od niej nie uwolni. Nie kiedy ta niechęć, wyuczona i wymuszona przez lata, zaczynała się powoli zmieniać w sympatię. Jakąś rozdrażnioną, oczywiście, bo Atreusowi niezmiernie działało na nerwy kiedy ktoś lub coś igrał z jego pojmowaniem świata, ale wszystko sprowadzało się do tego że pomimo licznych problemów, negatywnych emocji i magii, te pozytywy sukcesywnie nawarstwiały się i przykrywały wszystko inne.
- Chciałaby mnie? - zapytał sucho, marszcząc przy tym brwi. - Gdybym zastanawiałbym się nad tym czy mnie chce, musiałbym być cholernie zdesperowanym człowiekiem - wyrzucił z siebie niechętnie, z jakąś gorzką urazą. Bo Anthony podsumowywał go w tym momencie zbyt trafnie. Niby nie było czemu się dziwić, w końcu przyjaźnili się już tyle lat, ale w tej konkretnej sytuacji niezmiennie się to Atreusowi nie podobało. - Jeszcze niedawno byłem z Elaine, a ty mi próbujesz teraz wcisnąć odpowiedzialność za jakąś laskę, z którą nie chcę mieć wiele wspólnego - rzucił rozdrażniony, czując jak emocje wzbierają i jak koloryzują jego aurę. Wsunął palce za kołnierzyk koszuli, czując jak nagle ta przyciska się do skóry odrobinę za bardzo, ograniczając swobodę i pogłębiając dyskomfort. Jednocześnie też rozparł się na oparciu, chyba chcąc w ten sposób zmusić ciało do rozluźnienia się, jakby samą zmianą pozycji mógł zmusić się do innej reakcji niż próba rozwalenia czegoś. - Posłuchaj mnie, bo powiem to raz, więcej nie powtórzę. Najwyraźniej myślisz, że stałeś się swojego rodzaju ekspertem od ludzkich emocji. Nie wiem, może otworzyła ci się pizda na czole i pomyliłeś ją z trzecim okiem, kto wie. Twoja ukochana Brenna nie chce mieć ze mną nic wspólnego, a ja z nią. Ładnie to pokazuje od momentu kiedy skończył się nasz wspólny dyżur podczas Beltane i wierz mi, nie interesuje mnie zbytnio co myślisz na ten temat bo odnoszę wrażenie że albo się za mocno w głowę uderzyłeś, albo z jakiegoś powodu uważasz ze skoro sam nie możesz jej mieć to musisz zrzucić odpowiedzialność za nią na kogoś kogo znasz. Żeby wciąż mieć ją blisko.
Słowa przez niego wypowiadane były gorzkie, a Atreus szukał jakiegokolwiek powodu, najlepiej tego najgorszego, żeby wytknąć go przyjacielowi prosto w twarz i sprawić tym jak najwięcej bólu. I cholera, miał nadzieję że trafił, bo coś w nim nieustannie gotowało się pod powierzchnią i błagało wręcz o uwolnienie. Ale nie chciał Borgina uderzyć pierwszy. Dlatego błagał, by on zrobił to pierwszy.