27.10.2024, 04:06 ✶
Zerknęła na niego czujnie, ale nic nie powiedziała. Bo coś tutaj zachodziły jakieś podwójne standardy. Skoro uważał że jemu nic by się nie stało, biorąc pod uwagę ile osób próbowało im pomóc, to równie dobrze gdyby nie znalazł się w pobliżu i sama musiała tego złodziejaszka gonić, to można było uznać że sprawy miałyby się podobnie. Ktoś może wyciągnąłby pomocną dłoń, nawet jeśli znalazłaby się w gorszych tarapatach niż kradzież najsłodszej portmonetki pod słońcem.
A Dora... Dora była trochę zmęczona. Wiele osób pewnie powiedziałoby, ze tego po niej nie widać, bo zawsze była uśmiechnięta i radosna, a nawet jeśli się martwiła to z jakąś taką dziecięcą niewinnością i prostotą, która sprawiała że niektórzy postrzegali ją jako istotę dość infantylną czy absolutnie niezdającą sobie w pełni sprawy z ciążącego nad nią niebezpieczeństwa. Ale była go świadoma aż za dobrze; delikatne napięcie towarzyszyło jej zawsze i wisiało gdzieś nad głową, nie dając o sobie zapomniec. Spotkanie Stanleya Borgina na szpitalnym korytarzu rok temu skutecznie przypomniało jej o tym w jakim świecie i realiach żyła. To bolało, bodło w umysł niczym drzazga która wbiła się za mocno i nie dało się jej wydłubać igłą bez rozgrzebania całego palca. Mieli z tym wampirem szczęście, ale Crawley nie mogła wiecznie siedzieć w Warowni lub Dolinie. Kochała to miejsce, ale z drugiej strony to ją trochę zabijało. Ta bezsilność i nieustające wyczekiwanie.
- Oczywiście, że musiałam. To przecież nic takiego - błysnęła zębami w uśmiechu. - Ależ oczywiście! Patrz! - otworzyła szerzej torbę, żeby łatwiej było z niej wysunąć poszczególne książki. - Ostatnio siedzę więcej nad runami i astronomią. Poprosiłam, oprócz cioci, wujka żeby mi pomógł i ćwiczę pisząc z nimi zaszyfrowane notki i listy. Całkiem ciekawe zajęcie - zaszczebiotała, nagle o wiele żywsza i jakby z miejsca zapominając o poprzednich smutkach. - Cykl księżyca niby jest mi dobrze znany, no bo warzenie eliksirów i oddziaływanie na niektóre rośliny, ale chciałam to trochę bardziej zgłębić. Gwiazdy są takie ładne... znaczy no nie tylko przecież, ale to że mrugają do nas też jest ważne - mówiła, wysuwając poszczególne tomy żeby mu pokazać, a jeśli chciał to i żeby mógł je przejrzeć. - No i zaczęłam sobie przerabiać też historie magicznych miejsc kultu w Anglii. Wiesz, po Beltane i Lithcie to sobie pomyślałam że to może być całkiem ciekawy temat. Wiesz, że wszystkie znajdują się na znaczących miejscach energii magicznej przepływającej przez ziemię? Fascynujące.
A Dora... Dora była trochę zmęczona. Wiele osób pewnie powiedziałoby, ze tego po niej nie widać, bo zawsze była uśmiechnięta i radosna, a nawet jeśli się martwiła to z jakąś taką dziecięcą niewinnością i prostotą, która sprawiała że niektórzy postrzegali ją jako istotę dość infantylną czy absolutnie niezdającą sobie w pełni sprawy z ciążącego nad nią niebezpieczeństwa. Ale była go świadoma aż za dobrze; delikatne napięcie towarzyszyło jej zawsze i wisiało gdzieś nad głową, nie dając o sobie zapomniec. Spotkanie Stanleya Borgina na szpitalnym korytarzu rok temu skutecznie przypomniało jej o tym w jakim świecie i realiach żyła. To bolało, bodło w umysł niczym drzazga która wbiła się za mocno i nie dało się jej wydłubać igłą bez rozgrzebania całego palca. Mieli z tym wampirem szczęście, ale Crawley nie mogła wiecznie siedzieć w Warowni lub Dolinie. Kochała to miejsce, ale z drugiej strony to ją trochę zabijało. Ta bezsilność i nieustające wyczekiwanie.
- Oczywiście, że musiałam. To przecież nic takiego - błysnęła zębami w uśmiechu. - Ależ oczywiście! Patrz! - otworzyła szerzej torbę, żeby łatwiej było z niej wysunąć poszczególne książki. - Ostatnio siedzę więcej nad runami i astronomią. Poprosiłam, oprócz cioci, wujka żeby mi pomógł i ćwiczę pisząc z nimi zaszyfrowane notki i listy. Całkiem ciekawe zajęcie - zaszczebiotała, nagle o wiele żywsza i jakby z miejsca zapominając o poprzednich smutkach. - Cykl księżyca niby jest mi dobrze znany, no bo warzenie eliksirów i oddziaływanie na niektóre rośliny, ale chciałam to trochę bardziej zgłębić. Gwiazdy są takie ładne... znaczy no nie tylko przecież, ale to że mrugają do nas też jest ważne - mówiła, wysuwając poszczególne tomy żeby mu pokazać, a jeśli chciał to i żeby mógł je przejrzeć. - No i zaczęłam sobie przerabiać też historie magicznych miejsc kultu w Anglii. Wiesz, po Beltane i Lithcie to sobie pomyślałam że to może być całkiem ciekawy temat. Wiesz, że wszystkie znajdują się na znaczących miejscach energii magicznej przepływającej przez ziemię? Fascynujące.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.