27.10.2024, 16:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2024, 16:37 przez Brenna Longbottom.)
– Pewnie nie – przyznała Brenna. – Jakoś zawsze bardziej lubiłam uczyć się w praktyce.
W Hogwarcie miała ogromne trudności z przedmiotami teoretycznym i teorią w ogólności, zbyt hiperaktywna, aby skupić się na dłużej – a przynajmniej tak było w pierwszych, szkolnych latach, bo z czasem zaczęła bardziej doceniać książki… choć wciąż najbardziej lubiła te przygodowe.
– Chyba wyznaję, że atak jest najlepszą obroną, ale no… są sytuacje, gdy rozpraszanie jest niezbędne. I hm, wiesz, to nie do końca tak, że nas nie uczą, bo uczą, i to czarów, których nie zna taki każdy przeciętny czarodziej, ale mam wrażenie, że gdyby wymagać od Brygadzistów znajomości każdego przydatnego zaklęcia, to nikt by tam nie pracował. Musimy potrafić walczyć, i pensja ze względu na ryzyko jest niezła, ale przecież to nie jakaś super elita elit, potrzeba w Brygadzie różnych specjalizacji, a opanowanie wszystkiego…
Rozłożyła ramiona, trochę bezradnym gestem. Tak naprawdę, by być dobrą Brygadzistką, powinna znać się na klątwołamaniu, na mechanizmach, oklumencji oraz paru innych rzeczach, o których nie miała pojęcia. A jednak pracowała w Departamencie i została awansowana już dawno temu: bo jej animagia oraz widmowidzenie dawały w prowadzeniu śledztw przewagę, nawet jeżeli miała braki gdzieś indziej. W konsekwencji na szkoleniach znajdowały się osoby, które nie opanowałaby bardzo zaawansowanej magii rozpraszającej, ale miały inne talenty, a przynajmniej tak postrzegała to Brenna.
– W każdym razie… ja chcę pracować tutaj, by osiągnąć więcej – dodała. Akurat magia rozpraszająca była czymś, co Brenna zawsze lubiła, chociaż odrobinę zaniedbała ją w zeszłym roku, mocno skupiona na innych dziedzinach magii, w dodatku miała skłonności do uników zamiast do tarcz: teraz zaś, zwłaszcza po Beltane, próbowała rozwinąć te umiejętności bardziej. – Bardzo ładnie – pochwaliła, widząc, że łodygi oplotły drzewo, może jeszcze nie tak ruchome i grube, jak u niej, ale wskazujące na to, że Thomas miał szansę mocno rozwinąć tę gałąź magii. – Różdżka chyba zaczyna słuchać? – spytała, zerkając na tę krótko, zanim uniosła własną, próbując zniwelować zaklęcie Thomasa, dokładnie tak, jak wcześniej pokazał.
rozproszenie
- Chyba poszło nieźle - oceniła, kiedy pnącza rozwiały się niby mgła i uśmiechnęła z pewną satysfakcją. Postanowiła sobie, że w wolnych chwilach będzie ćwiczyła jeszcze ten czar: a potem obróciła się ku Thomasowi, przypatrując mu z pewnym namysłem.
Bo to nie tak, że zapomniała, dlaczego tutaj byli i jak ten dzień się zaczął.
- Chcesz wracać na Pokątną? - spytała w końcu, wyciągając do niego rękę. Obiecała, że wpadnie: i miała zamiar dotrzymać słowa. Ale pomyślała, że Figg może niekoniecznie chcieć iść tam już teraz, do tłumu ludzi w kawiarni, i do siostry, której trzeba będzie wyjaśnić, skąd ta nowa różdżka. - Jeżeli nie, to chodź. Pomyślałam o jednym miejscu, które może ci się spodobać.
W Hogwarcie miała ogromne trudności z przedmiotami teoretycznym i teorią w ogólności, zbyt hiperaktywna, aby skupić się na dłużej – a przynajmniej tak było w pierwszych, szkolnych latach, bo z czasem zaczęła bardziej doceniać książki… choć wciąż najbardziej lubiła te przygodowe.
– Chyba wyznaję, że atak jest najlepszą obroną, ale no… są sytuacje, gdy rozpraszanie jest niezbędne. I hm, wiesz, to nie do końca tak, że nas nie uczą, bo uczą, i to czarów, których nie zna taki każdy przeciętny czarodziej, ale mam wrażenie, że gdyby wymagać od Brygadzistów znajomości każdego przydatnego zaklęcia, to nikt by tam nie pracował. Musimy potrafić walczyć, i pensja ze względu na ryzyko jest niezła, ale przecież to nie jakaś super elita elit, potrzeba w Brygadzie różnych specjalizacji, a opanowanie wszystkiego…
Rozłożyła ramiona, trochę bezradnym gestem. Tak naprawdę, by być dobrą Brygadzistką, powinna znać się na klątwołamaniu, na mechanizmach, oklumencji oraz paru innych rzeczach, o których nie miała pojęcia. A jednak pracowała w Departamencie i została awansowana już dawno temu: bo jej animagia oraz widmowidzenie dawały w prowadzeniu śledztw przewagę, nawet jeżeli miała braki gdzieś indziej. W konsekwencji na szkoleniach znajdowały się osoby, które nie opanowałaby bardzo zaawansowanej magii rozpraszającej, ale miały inne talenty, a przynajmniej tak postrzegała to Brenna.
– W każdym razie… ja chcę pracować tutaj, by osiągnąć więcej – dodała. Akurat magia rozpraszająca była czymś, co Brenna zawsze lubiła, chociaż odrobinę zaniedbała ją w zeszłym roku, mocno skupiona na innych dziedzinach magii, w dodatku miała skłonności do uników zamiast do tarcz: teraz zaś, zwłaszcza po Beltane, próbowała rozwinąć te umiejętności bardziej. – Bardzo ładnie – pochwaliła, widząc, że łodygi oplotły drzewo, może jeszcze nie tak ruchome i grube, jak u niej, ale wskazujące na to, że Thomas miał szansę mocno rozwinąć tę gałąź magii. – Różdżka chyba zaczyna słuchać? – spytała, zerkając na tę krótko, zanim uniosła własną, próbując zniwelować zaklęcie Thomasa, dokładnie tak, jak wcześniej pokazał.
rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 85
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
- Chyba poszło nieźle - oceniła, kiedy pnącza rozwiały się niby mgła i uśmiechnęła z pewną satysfakcją. Postanowiła sobie, że w wolnych chwilach będzie ćwiczyła jeszcze ten czar: a potem obróciła się ku Thomasowi, przypatrując mu z pewnym namysłem.
Bo to nie tak, że zapomniała, dlaczego tutaj byli i jak ten dzień się zaczął.
- Chcesz wracać na Pokątną? - spytała w końcu, wyciągając do niego rękę. Obiecała, że wpadnie: i miała zamiar dotrzymać słowa. Ale pomyślała, że Figg może niekoniecznie chcieć iść tam już teraz, do tłumu ludzi w kawiarni, i do siostry, której trzeba będzie wyjaśnić, skąd ta nowa różdżka. - Jeżeli nie, to chodź. Pomyślałam o jednym miejscu, które może ci się spodobać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.