27.10.2024, 16:53 ✶
– No widzisz. Choć lubię myśleć, że mam wrodzony talent do szycia, to też przecież nie urodziłam się z całą wiedzą na temat krawiectwa. Nawet artyści muszą wyćwiczyć swój kunszt. – Laurent mógł pamiętać koślawe projekty sukienek, rysowane przez małą Electrę podczas spotkań rodzinnych albo pierwsze, nierówno pozszywane przez nią ubranka dla lalek, które pokazywała kuzynom. – Więc jeśli chciałbyś kiedyś, żeby ktoś rzucił okiem na twoją twórczość, to ja zawsze służę pomocą! – Prewettówna nie była żadną znawczynią poezji, ale chętnie zrecenzowałaby wypociny krewniaka.
– Hm, no dobra. – skinęła głową na zapewnienia kuzyna. W przypadku Electry problem z pieniędzmi nie polegał na ich braku, a raczej na tym, że nie potrafiła ich odpowiedzialnie wydawać. Zresztą, można się było spodziewać, że młoda dziewczyna z dużym kieszonkowym, puszczona samopas w Londynie, będzie wydawać kasę na drogie pierdoły. Najwyraźniej jeśli chodziło o kupowanie ślicznych bibelotów, to geny Rosierów były po prostu silniejsze. Dodać do tego tendencję do zbieractwa i nic dziwnego, że Prewettówna nie miała jakichś ogromnych oszczędności (przynajmniej do czasu, aż mama nie przyśle jej kieszonkowego na kolejny miesiąc). – No ba, takie geniusze jak my na pewno wybiorą coś idealnego. – uśmiechnęła się szeroko, szczęśliwa, że Laurent najwyraźniej ufał jej zmysłowi estetycznemu.
Kiedy starszy Prewett zasugerował wycieczkę do Rzymu, w oczach Electry pojawiły się iskierki.
– Lauri, to absolutnie zajebisty pomysł! – z ekscytacji porzuciła decorum, jakie przystało młodej damie w miejscu publicznym i zaczęła podskakiwać w miejscu, dalej trzymając kuzyna za ramię. – Ari przecież nigdy nie był w Rzymie, ale na pewno o tym marzy! Ach, gdybyśmy tak pojechali całą rodziną latem. Albo może lepiej jesienią? Przecież w Anglii jest wtedy straszna plucha... – już zaczęła snuć plany, trajkocząc jak katarynka.
– Hm, no dobra. – skinęła głową na zapewnienia kuzyna. W przypadku Electry problem z pieniędzmi nie polegał na ich braku, a raczej na tym, że nie potrafiła ich odpowiedzialnie wydawać. Zresztą, można się było spodziewać, że młoda dziewczyna z dużym kieszonkowym, puszczona samopas w Londynie, będzie wydawać kasę na drogie pierdoły. Najwyraźniej jeśli chodziło o kupowanie ślicznych bibelotów, to geny Rosierów były po prostu silniejsze. Dodać do tego tendencję do zbieractwa i nic dziwnego, że Prewettówna nie miała jakichś ogromnych oszczędności (przynajmniej do czasu, aż mama nie przyśle jej kieszonkowego na kolejny miesiąc). – No ba, takie geniusze jak my na pewno wybiorą coś idealnego. – uśmiechnęła się szeroko, szczęśliwa, że Laurent najwyraźniej ufał jej zmysłowi estetycznemu.
Kiedy starszy Prewett zasugerował wycieczkę do Rzymu, w oczach Electry pojawiły się iskierki.
– Lauri, to absolutnie zajebisty pomysł! – z ekscytacji porzuciła decorum, jakie przystało młodej damie w miejscu publicznym i zaczęła podskakiwać w miejscu, dalej trzymając kuzyna za ramię. – Ari przecież nigdy nie był w Rzymie, ale na pewno o tym marzy! Ach, gdybyśmy tak pojechali całą rodziną latem. Albo może lepiej jesienią? Przecież w Anglii jest wtedy straszna plucha... – już zaczęła snuć plany, trajkocząc jak katarynka.