27.10.2024, 19:11 ✶
– Pewne rzeczy chyba są więc u was rodzinne – stwierdziła Brenna z poważną miną. Większość ludzi brała ją za Miłą, Nierozgarniętą Dziewczynkę, i chyba mieli w tym sporo racji, ale prawda była taka, że Brenna potrafiła czasem być odrobinę złośliwa czy kogoś celowo prowokować. Co zabawne, te ostatnie to chyba wychodziło z niej głównie w towarzystwie Prewettów. – Jasne. Jak zechcesz.
Skinęła tylko głową, nie zamierzając naciskać: nie zawsze człowiek miał ochotę się komuś wygadać, a nawet jeżeli tę ochotę miał, to nie każdemu. Brenna mogła uważać, że niedobrze, aby Basilius gniótł w sobie to, co go dręczyło – ale ostatecznie to jego zdanie było w tym względzie najważniejsze.
– Przynajmniej dostałeś ciastko, którego się nie spodziewałeś. Takie ciastko to zawsze jest miła niespodzianka – oświadczyła, gdy kelnerka zbliżyła się z ich zamówieniem, dwoma czajniczkami i dwoma porcjami biszkoptów. Może wiedziona instynktem, a może doświadczeniem już się tego spodziewała i wyczekiwała na odpowiedni moment, bo jej wolna ręka wystrzeliła do przodu w samą porę, aby podtrzymać tacę, kiedy kelnerka potknęła się o absolutnie równą podłogę i taca w jej rękach przechyliła się niebezpiecznie.
– Bardzo przepraszam!
– Proszę się nie przejmować – zapewniła Brenna pogodnie, ostrożnie przysuwając sobie talerzyk z Biszkoptem Królowej Wiktorii. – Wiesz co? Chyba musimy porozlewać te herbaty tak, że jedno nalewa, a drugie trzyma filiżankę – dodała krytycznie, kiedy imbryki i naczynia też trafiły na blat, i dostrzegła okazję do kolejnej mini katastrofy, czyli oblania siebie lub kogoś wrzątkiem, przy próbach manipulowania jedną ręką.
Zaczynali się już uczyć, w jaki sposób reagować na tę trzynasto… siedemnasto… piątkową magię.
– Tak sądzisz? – spytała, i uniosła wolną rękę, żeby grupce pomachać, trochę wiedziona przekorą, trochę myślą, że powinni wtedy dać sobie spokój ze zbyt nachalną obserwacją. – Noo, ciekawe czy ktoś obstawił dwie godziny, bo chyba z tyle musi jeszcze minąć… To co? Może opowiesz mi o najciekawszym przypadku w Mungu, który przytrafił ci się w ostatnim czasie?
Skinęła tylko głową, nie zamierzając naciskać: nie zawsze człowiek miał ochotę się komuś wygadać, a nawet jeżeli tę ochotę miał, to nie każdemu. Brenna mogła uważać, że niedobrze, aby Basilius gniótł w sobie to, co go dręczyło – ale ostatecznie to jego zdanie było w tym względzie najważniejsze.
– Przynajmniej dostałeś ciastko, którego się nie spodziewałeś. Takie ciastko to zawsze jest miła niespodzianka – oświadczyła, gdy kelnerka zbliżyła się z ich zamówieniem, dwoma czajniczkami i dwoma porcjami biszkoptów. Może wiedziona instynktem, a może doświadczeniem już się tego spodziewała i wyczekiwała na odpowiedni moment, bo jej wolna ręka wystrzeliła do przodu w samą porę, aby podtrzymać tacę, kiedy kelnerka potknęła się o absolutnie równą podłogę i taca w jej rękach przechyliła się niebezpiecznie.
– Bardzo przepraszam!
– Proszę się nie przejmować – zapewniła Brenna pogodnie, ostrożnie przysuwając sobie talerzyk z Biszkoptem Królowej Wiktorii. – Wiesz co? Chyba musimy porozlewać te herbaty tak, że jedno nalewa, a drugie trzyma filiżankę – dodała krytycznie, kiedy imbryki i naczynia też trafiły na blat, i dostrzegła okazję do kolejnej mini katastrofy, czyli oblania siebie lub kogoś wrzątkiem, przy próbach manipulowania jedną ręką.
Zaczynali się już uczyć, w jaki sposób reagować na tę trzynasto… siedemnasto… piątkową magię.
– Tak sądzisz? – spytała, i uniosła wolną rękę, żeby grupce pomachać, trochę wiedziona przekorą, trochę myślą, że powinni wtedy dać sobie spokój ze zbyt nachalną obserwacją. – Noo, ciekawe czy ktoś obstawił dwie godziny, bo chyba z tyle musi jeszcze minąć… To co? Może opowiesz mi o najciekawszym przypadku w Mungu, który przytrafił ci się w ostatnim czasie?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.