28.10.2024, 12:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:08 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII
suma przypadków: Świat po drugiej stronie lustra.
Po drugiej stronie lustra znajduje się świat, w którym wszystko jest na opak. Przetarłeś już oczy? Cóż, na nic się to zdało - świat po drugiej stronie lustra nadal istnieje. Odkryłeś go w swoim życiu tylko raz i już nigdy nie udało ci się do niego powrócić - przyglądałeś się sobie tego felernego poranka i kichnąłeś tak mocno, że uderzyłeś czołem o szybę. Zanim zorientowałeś się, że ten świat był odbiciem lustrzanym twojego, minęło trochę czasu. Na szczęście udało ci się wrócić do prawdziwego świata tą samą drogą.
Po drugiej stronie lustra znajduje się świat, w którym wszystko jest na opak. Przetarłeś już oczy? Cóż, na nic się to zdało - świat po drugiej stronie lustra nadal istnieje. Odkryłeś go w swoim życiu tylko raz i już nigdy nie udało ci się do niego powrócić - przyglądałeś się sobie tego felernego poranka i kichnąłeś tak mocno, że uderzyłeś czołem o szybę. Zanim zorientowałeś się, że ten świat był odbiciem lustrzanym twojego, minęło trochę czasu. Na szczęście udało ci się wrócić do prawdziwego świata tą samą drogą.
Lustro w łazience w londyńskiej kamienicy – a konkretnie w jednym z mieszkań, jedynym w budynku już doprowadzonym do stanu używalności – było nowe. Brenna pozbyła się poprzedniego, popękanego, w paskudnej ramie, przeżartej brudem, a to wnieśli mugolscy robotnicy, którzy jakieś trzy dni temu skończyli podstawowe prace, obejmujące między innymi wymianę stolarki okiennej, ogarnięcie podłóg i umalowanie ścian. O ile w Księżycowym Stawie wszystkim zajmowali się na własną rękę, o tyle tutaj zdecydowała się na poleganie na ekipie, która wprawdzie działała z opóźnieniami, ale działała. Nie mogła wiecznie prosić przyjaciół o pomoc. Nie chciała o nią prosić.
Ekipa skończyła idealnie, tak żeby mogła zatrzymać się w mieszkaniu teraz, kiedy akurat nie chciała wracać ani do Warowni, ani do Księżycowego Stawu. Początkowo myślała o tej lokacji jako potencjalnie przydatnej dla Zakonu, ale w tej chwili zaczynała sądzić, że miejsce może przydać się jej… to było jednak coś do przemyślenia i rozważenia, bo póki co priorytetem pozostawał Księżycowy Staw.
O ile uda się je przywrócić do stanu używalności w stosunkowo szybkim czasie. Na razie i tak do czegokolwiek nadawało się tylko to mieszkanie.
– Siedem lat nieszczęścia – mruknęła, unosząc palce i przesuwając je po rysie, która biegła przez nowiutkie lustro, tam gdzie Brenna chwilę wcześniej uderzyła czołem. Na jej twarzy, bladej z niewyspania, z sińcami pod oczyma, tworzył się właśnie siniak. Westchnęła i z niedawno zamontowanej szafki, wyciągnęła opakowanie cudownego podkładu Potterów: prawie niewidoczny mógł pomóc w zamaskowaniu siniaka, bladość oraz worów pod oczami. Nie żeby jej specjalnie zależało, ale potem ktoś znowu będzie mówił, że nie spała, a przecież bardzo grzecznie właśnie chwilę temu to robiła.
Wyszła z łazienki i z pewną konsternacją zauważyła paczkę papierosów, leżącą na szafce w przedpokoju. Prawdopodobnie musieli zostawić je tutaj robotnicy – a przynajmniej taką miała nadzieję, bo brat i Mavelle znali tę lokację, a wolałaby nie wpaść tutaj na Erika. Gdy pociągnęła nosem, doszła zresztą do wniosku, że zapach papierosów utrzymuje się w mieszkaniu, mieszając z wonią farby – nie zauważyła tego wieczorem pewnie po części dlatego, że w Biurze Brygady dawno już przywykła do woni dymu. Otworzyła na oścież kuchenne okno, pozmywała naczynia, po czym przeszła do salonu, otworzyć i drzwi balkonowe. I kiedy właśnie przypatrywała się fotelom, zastanawiając, dlaczego do cholery są zielone, skoro była pewna, że zamówiła czerwone, ktoś zapukał do drzwi.
Dłoń Brenny odruchowo sięgnęła ku różdżce.
A potem tę opuściła i westchnęła, ruszając do wejścia. Erik. To musiał być Erik. Nie miała w kamienicy sąsiadów, bo cała kamienica, parter, piętro i poddasze, należały do niej, i parter, i piętro podzielone, każde na dwa mieszkania. Ekipa póki co skończyła prace, Brenna nie chciała robić wszystkiego na raz. Adres znali Mav i Erik, a ta pierwsza przecież wyjechała…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.