28.10.2024, 13:03 ✶
– W porządku, to sama też muszę poćwiczyć. Nigdy nie próbowałam z podwójnym – powiedziała Brenna z udawanym zmartwieniem, chociaż nie włożyła w ten teatrzyk tyle energii, ile włożyłaby zazwyczaj. Jakby nie było, znajdowali się na miejscu zbrodni, w ciemny, chłodny, deszczowy wieczór.
A tuż obok nich była mordercza ławka.
To znaczy mordercze krzesła.
– Mamy tutaj przeklętą ławkę… cholera, mamy tutaj przeklęte krzesła – zrelacjonowała dalej Brenna, spoglądając w tę samą stronę, co Prewett, a potem zerkając na Prewetta, jakby chciała się upewnić, że nie, wcale nie ma zwidów: ktoś widział dokładnie to samo, co ona. Brygadzista przesunął spojrzeniem najpierw po krzesłach, później spojrzał na Brennę.
– Longbottom, jesteś pewna, że nie…
– Żadnych halucynacji – przerwała mu Brenna. – Ta ławka zmieniła położenie. I ustawiła się jak do ataku.
– Ławka. Do ataku.
– I zamieniła w krzesła… – zaczęła Brenna, a potem odetchnęła, gdy zdała sobie sprawę z tego, jak to działało i odwróciła się do Basiliusa, uśmiechając się do niego przepraszająco. – Daj mi trzy minuty, załatwimy tutaj parę rzeczy i albo ja, albo ktoś inny odstawi cię do domu. Zeznania złożysz jutro. Tak, Apollo, przeklęta ławka, zamieniła się w krzesła i… i nie udawaj, że jesteś nieszkodliwa! – zawołała jeszcze do ławki, znaczy się krzeseł, po czym Apollo, który patrzył już na nią jak na wariatkę, zaklął pod nosem, kiedy jedno z krzeseł obróciło się bardziej w ich stronę. Demonstrując bardzo ostry brzeg, dokładnie taki sam, jak wcześniej ławka.
Brygadzista cofnął się o krok.
A Brenna nie mogła nic poradzić na to, że poczuła odrobinę satysfakcji.
– Od razu lepiej – oceniła Brenna, chociaż przecież wcale nie było lepiej. A potem ostrożnie, by nie wpaść w żaden dodatkowy dół, ani przypadkiem nie zbliżyć się nadmiernie do przeklętego, morderczego mebla, poprowadziła grupę tak, aby im wskazać dół, w którym znajdowała się głowa, i ten, do którego wpadł korpus. A kiedy streszczała sytuację, jej wzrok co rusz umykał ku zmiennokształtnej ławce, różdżka zaś powtarzała ten sam ruch, gdy Brenna odnawiała kajdany, skuwające mebel.
Bo przecież był piątek trzynastego.
Musieli dmuchać na zimne.
A tuż obok nich była mordercza ławka.
To znaczy mordercze krzesła.
– Mamy tutaj przeklętą ławkę… cholera, mamy tutaj przeklęte krzesła – zrelacjonowała dalej Brenna, spoglądając w tę samą stronę, co Prewett, a potem zerkając na Prewetta, jakby chciała się upewnić, że nie, wcale nie ma zwidów: ktoś widział dokładnie to samo, co ona. Brygadzista przesunął spojrzeniem najpierw po krzesłach, później spojrzał na Brennę.
– Longbottom, jesteś pewna, że nie…
– Żadnych halucynacji – przerwała mu Brenna. – Ta ławka zmieniła położenie. I ustawiła się jak do ataku.
– Ławka. Do ataku.
– I zamieniła w krzesła… – zaczęła Brenna, a potem odetchnęła, gdy zdała sobie sprawę z tego, jak to działało i odwróciła się do Basiliusa, uśmiechając się do niego przepraszająco. – Daj mi trzy minuty, załatwimy tutaj parę rzeczy i albo ja, albo ktoś inny odstawi cię do domu. Zeznania złożysz jutro. Tak, Apollo, przeklęta ławka, zamieniła się w krzesła i… i nie udawaj, że jesteś nieszkodliwa! – zawołała jeszcze do ławki, znaczy się krzeseł, po czym Apollo, który patrzył już na nią jak na wariatkę, zaklął pod nosem, kiedy jedno z krzeseł obróciło się bardziej w ich stronę. Demonstrując bardzo ostry brzeg, dokładnie taki sam, jak wcześniej ławka.
Brygadzista cofnął się o krok.
A Brenna nie mogła nic poradzić na to, że poczuła odrobinę satysfakcji.
– Od razu lepiej – oceniła Brenna, chociaż przecież wcale nie było lepiej. A potem ostrożnie, by nie wpaść w żaden dodatkowy dół, ani przypadkiem nie zbliżyć się nadmiernie do przeklętego, morderczego mebla, poprowadziła grupę tak, aby im wskazać dół, w którym znajdowała się głowa, i ten, do którego wpadł korpus. A kiedy streszczała sytuację, jej wzrok co rusz umykał ku zmiennokształtnej ławce, różdżka zaś powtarzała ten sam ruch, gdy Brenna odnawiała kajdany, skuwające mebel.
Bo przecież był piątek trzynastego.
Musieli dmuchać na zimne.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.