21.01.2023, 02:15 ✶
Jeśli byś się uparła, Brenno, można by się na ten mur wspiąć. Gdyby coś pod niego podstawić, to by się na niego weszło bez większego wysiłku. Można też było zeskoczyć na niego bezpośrednio z okna kamienicy obok. Ustawienie kamienic na Alei Horyzontalnej było naprawdę ciasne. Budynki przylegały do siebie, tworząc wiele dobrych punktów obserwacyjnych na okna. Te jednak były zaklęte - nie widziałaś nic, co znajdowało się w środku.
Mavelle, twoje uważne spojrzenie zbadało mur i nie dostrzegło żadnych nieprawidłowości.
Pan Shafiq wyglądał na kogoś naprawdę zawiedzionego i rozczarowanego. Zrobił kilka kroków w kierunku jednej z gablot, po czym zaczął gładzić palcami swój gęsty, zakręcony na końcach wąs.
- Witam was, panie Longbottom i Bones... - zamilkł na moment, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. - Oto i miejsce zbrodni. - Powiedział, nie ruszając się z miejsca. Wspomniana wcześniej gablota naprzeciwko niego nie była pusta, nie była zniszczona. Na czerwonej poduszce leżał szereg niby to zwyczajnych kamieni z wyrytymi na nich runami. Zdawały się tworzyć jakiś wzór, ale brakowało jednego. Bazując na tym, jak równe były odstępy, w których ułożono resztę, ten musiał być największy. Absolutny brak widocznych śladów włamania. Było tak, jakby ktoś otworzył srebrną kłódkę (teraz zamkniętą, zabezpieczającą gablotę przed otwarciem) i po prostu wyciągnął na zewnątrz to, co chciał zabrać. - Osobiście wyciągnąłem je z ziemi kilka kilometrów na wschód od Stonehenge. W wakacje, bo wtedy jeszcze pracowałem w Hogwarcie. Wiele, wiele lat temu, pewnie sporo lat przed tym, kiedy wy młode panie chodziłyście do szkoły..
Mavelle, twoje uważne spojrzenie zbadało mur i nie dostrzegło żadnych nieprawidłowości.
Pan Shafiq wyglądał na kogoś naprawdę zawiedzionego i rozczarowanego. Zrobił kilka kroków w kierunku jednej z gablot, po czym zaczął gładzić palcami swój gęsty, zakręcony na końcach wąs.
- Witam was, panie Longbottom i Bones... - zamilkł na moment, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. - Oto i miejsce zbrodni. - Powiedział, nie ruszając się z miejsca. Wspomniana wcześniej gablota naprzeciwko niego nie była pusta, nie była zniszczona. Na czerwonej poduszce leżał szereg niby to zwyczajnych kamieni z wyrytymi na nich runami. Zdawały się tworzyć jakiś wzór, ale brakowało jednego. Bazując na tym, jak równe były odstępy, w których ułożono resztę, ten musiał być największy. Absolutny brak widocznych śladów włamania. Było tak, jakby ktoś otworzył srebrną kłódkę (teraz zamkniętą, zabezpieczającą gablotę przed otwarciem) i po prostu wyciągnął na zewnątrz to, co chciał zabrać. - Osobiście wyciągnąłem je z ziemi kilka kilometrów na wschód od Stonehenge. W wakacje, bo wtedy jeszcze pracowałem w Hogwarcie. Wiele, wiele lat temu, pewnie sporo lat przed tym, kiedy wy młode panie chodziłyście do szkoły..