W ręku trzymał opakowanie ciastek, które wpychał sobie w usta. Twarz miał ogolone bardzo dokładnie i posmarowane specjalnym kremem, aby nie była szorstka i sucha. Jako Brygadzista zawsze chciał się dobrze prezentować. Jego kręcone włosy zostały zaczesane w tył, aby mu nie przeszkadzały, a na sobie miał tym razem schludną ciemną koszulę, letni płaszcz, bo dzisiejszy dzień nie rozpieszczał pogodą i ciemne, długie spodnie. Zwykle chodził w mundurze, ale dzisiaj Brenna miała zabrać go na spotkanie z ciemnym typem spod mrocznej gwiazdy, aby mógł dostać kilka informacji odnośnie jednej sprawy, nad którą pracował. Od samego rana był na nogach, więc chwilę wcześniej pił jeszcze kawę. Pachniał wodą kolońską, męskimi perfumami i ciasteczkami, które nałogowo zjadał. Czegoś zawsze mu brakowało, więc obrał taktykę ciasteczkową – palenie fajek było nieodpowiednie. Miał tyle rzeczy jeszcze do zrobienia, więc umieranie na fajki było ostatnim na jego liście rzeczy do zrobienia.
W końcu dotarł do biura Brenny Longbottom, jego przyjaciółki z lat szkolnych, którą beształ na każdym kroku za palenie fajek, ale Ślizgonów nigdy nie szło naprawić, więc po prostu zaakceptował jej naturę. Zapukał na drzwi, a jak te się otworzyły bez pytania wpakował się do środka.
– Hello, Paskudo – wyszczerzył się łobuzersko – ale dzisiaj pogoda do dupy, jesteś już gotowa? Chciałbym mieć podróż na ścieżki za sobą. Nie lubię tamtego miejsca. – pociągnął nosem i spojrzał na paczkę papierosów – znowu jarałaś? Na brodę Merlina, mówiłem ci, abyś z tym skończyła – westchnął ciężko i wrzucił dla zasady paczkę do kosza na śmieci. Przyjrzał się jej uważnie i zmarszczył gęste brwi widząc, że dziewczyna jakoś nie czai co on do niej mówi.