28.10.2024, 14:44 ✶
Charlie zmarszczył czoło w zmartwieniu. Wydawało mu się, że jego wybory są dobre, lecz teraz zauważał, że mógł nieco przesadzić. Roślinka dostała od niego za dużo miłości, tak pod względem wody, jak i również, zdawało się, nawozu, którego mógł użyć odrobinę za dużo, a do tego sprawił, że całe mieszkanie stawało się nieco niezdatne do życia. To nie był sposób, w jaki chciał powitać Rodolphusa.
- To nowa mieszanka. Polecił mi ją sprzedawca w sklepie na Pokątnej. - Wytłumaczył szybko, chcąc zdradzić, skąd miał łajno. - Nigdy wcześniej nie używałem niczego z kuguchara… sądzisz, że mogłem pogorszyć sprawę?
I chociaż Charles naprawdę chciał dobrze, to narastające poczucie winy sprawiło, że rzeczywiście przestawał oddychać. A może to nie poczucie winy było powodem, dla którego jego klatka piersiowa ścisnęła się, a policzek sam wcisnął się w dłoń Rolpha, szukając jej ciepła? W głowie Mulcibera zakołowało; przymknął powieki, starając wziąć się w garść.
- Może po prostu powinienem przyznać się Victorii. Powiedzieć, że to ja. - Zaoferował, lgnąc do tego dotyku. Wiele kosztowało go powstrzymanie się przed postąpieniem kroku na przód, bliżej klatki piersiowej Rolpha. Jakże przyjemnie byłoby znów się do niej przytulić. - Wezmę to na siebie, Rolph.
Kwiatek przestawał mieć znaczenie. Charles zaczynał podejrzewać sam siebie o celowe przelanie kwiatka. To byłby sposób na spotkanie Lestrange'a! To jednak była bzdura, nie zrobił tego umyślnie. Taką miał nadzieję.
- Dlaczego nie możemy po prostu wziąć doniczki? - Dopytał, podnosząc ciemne spojrzenie na mężczyznę. Musiał się skupić. Zacząć myśleć o kwiatku i zgniłych korzeniach, nieważne jak nieprzyjemne wydawały się w zestawieniu z zimnymi, czułymi palcami na skórze. - Ja ją wezmę. Wiem, gdzie jest Palarnia Changów. Zaprowadzę cię.
- To nowa mieszanka. Polecił mi ją sprzedawca w sklepie na Pokątnej. - Wytłumaczył szybko, chcąc zdradzić, skąd miał łajno. - Nigdy wcześniej nie używałem niczego z kuguchara… sądzisz, że mogłem pogorszyć sprawę?
I chociaż Charles naprawdę chciał dobrze, to narastające poczucie winy sprawiło, że rzeczywiście przestawał oddychać. A może to nie poczucie winy było powodem, dla którego jego klatka piersiowa ścisnęła się, a policzek sam wcisnął się w dłoń Rolpha, szukając jej ciepła? W głowie Mulcibera zakołowało; przymknął powieki, starając wziąć się w garść.
- Może po prostu powinienem przyznać się Victorii. Powiedzieć, że to ja. - Zaoferował, lgnąc do tego dotyku. Wiele kosztowało go powstrzymanie się przed postąpieniem kroku na przód, bliżej klatki piersiowej Rolpha. Jakże przyjemnie byłoby znów się do niej przytulić. - Wezmę to na siebie, Rolph.
Kwiatek przestawał mieć znaczenie. Charles zaczynał podejrzewać sam siebie o celowe przelanie kwiatka. To byłby sposób na spotkanie Lestrange'a! To jednak była bzdura, nie zrobił tego umyślnie. Taką miał nadzieję.
- Dlaczego nie możemy po prostu wziąć doniczki? - Dopytał, podnosząc ciemne spojrzenie na mężczyznę. Musiał się skupić. Zacząć myśleć o kwiatku i zgniłych korzeniach, nieważne jak nieprzyjemne wydawały się w zestawieniu z zimnymi, czułymi palcami na skórze. - Ja ją wezmę. Wiem, gdzie jest Palarnia Changów. Zaprowadzę cię.