Ulżyło jej, kiedy potwierdził jej to, że udało się ich ocalić. Było to małe światełko w tunelu po tym wszystkim, co wczoraj widziała. Nie musiała mieć ich na sumieniu, na szczęście. Pewnie nie poradziłaby sobie z poczuciem winy, które mogłoby się pojawić.
Tyle, że dostrzegła jego spojrzenie, wiedziała co ono oznacza. Zawiodła go. Zdecydowanie nie chciała teraz się z tym mierzyć, jednak chyba nie było innej możliwości.
Obiecała mu, że nie będzie się w to mieszać, że będzie się trzymała z boku, troche jej to nie wyszło. To nie tak, że zrobiła to celowo. Nie biegała przecież po Londynie jako mścicielka i nie atakowała tych, którzy chcieli krzywdzić ludzi. To nigdy nie było to, co chciała robić. Wbrew pozorom całkiem dobrze jej było na uboczu, z dala od tego konfliktu. Niestety najwyraźniej ta sielanka i życie z boku nie mogło ciągnąć się w nieskończoność. To dotyczyło również jej, czy tego chciała, czy nie. Prędzej, czy później zdarzyłaby się podobna sytuacja. Musiałaby zareagować.
Może trochę ją poniosło, ale nie spodziewała się, że może być ich tak wielu. Nie przemyślała sprawy, nie do końca i po raz kolejny jej dosyć narwany temperament okazał się być jej zgubą. Powinna to przewidzieć, ale tego nie zrobiła.
Nie czuła się źle, była raczej już tylko i wyłącznie zmęczona. Ból minął, przespała chyba najgorszy moment, właściwie to nie, nigdy nie zapomni tego poczucia bezsilności, które się pojawiło, gdy znalazła się na oszronionym trawniku. Nie potrafiła z tym walczyć, nie umiała, nie znała sposobu, aby poradzić sobie z takim potężnym zaklęciem. Wypadałoby, aby przygotowała się na kolejne ewentualności, znalazła braki w swoich umiejętnościach, musiała je nadrobić, żeby nie doprowadzić nigdy więcej do podobnej sytuacji.
Wpatrywała się w niego swoimi błękitnymi oczami i nie do końca wiedziała, co powiedzieć. Czuła, że to nie będzie łatwa rozmowa, widziała to w jego spojrzeniu. Zdawała sobie sprawę z tego, że była to jej wina. Nie powinna była reagować, mogła uciec, ale to nigdy nie leżało w jej naturze. Nie potrafiłaby zbiec z tamtego miejsca mając świadomość, że w tym domu są niewinne dzieci. Nie wiedziała jednak w jaki sposób przyjdzie jej się z tego wytłumaczyć. Nie chciała go rozczarować, czuła, że to zrobiła.
Oddychała powoli, zbierała myśli, nie odrywała nawet na moment spojrzenia od jego twarzy. Nie do końca wiedziała, co powinna powiedzieć. Nie miała siły zbytnio się nad tym zastanawiać. Wiedziała, że była to po części jej wina, aczkolwiek na pewno nie całkowicie. Oni ją sprowokowali do działania. Ona nigdy nie chciała angażować się w działania wojenne, bardziej została podstawiona pod ścianą, tak - właśnie w ten sposób to widziała, została zmuszona do tego, żeby ryzykować.
- Mów, powiedz wszystko, co potrzebujesz powiedzieć, wiem, że zjebałam. - Najwyraźniej postanowiła wybrać drogę ku szczerości. Tak, nie chciała, żeby dalej spoglądał na nią oceniającym spojrzeniem, lepiej by było, żeby uderzył w nią tym wszystkim, co miał w zanadrzu. Na pewno miał więcej czasu na przemyślenia od niej, bo Yaxleyówna przespała większość nocy. Chciała mieć za sobą tę rozmowę, wiedziała, że tak, czy siak będzie musiała się z tym zmierzyć.
Wolała zrobić to tutaj, w Mungu, niżeli wracać do domu z jakimikolwiek niedopowiedzeniami, lepiej było, aby wszystko sobie wyjaśnili nim ją stąd wypuszczą.