28.10.2024, 15:04 ✶
Charles westchnął, zbierając w sobie siły. Pędzel tańczył po płótnie w powolnych, długich pociągnięciach, które pozostawiały po sobie nierówne smugi, tak dalekie od pięknie wyćwiczonych barw Baldwina.
Na wieść o przykrych koneksjach rodzinnych Malfoyów, Charlie obrócił się do Balwina niemal momentalnie.
- Twoja własna matka...? - Podpytał niewinnie, gdy wielkość tej tragedii nie mieściła mu się w głowie. - Twoja własna matka nie chce cię znać? Na dobrą Freję, dlaczego? Nie jesteś degeneratem. Możesz być co najwyżej...
Urwał, gdy zabrakło mu słowa. Poszukał spojrzeniem podpowiedzi w mieszkaniu Balwina, ale stan pomieszczenia nad teatrem nie podawał mu zbyt dobrej narracji. W jednej chwili przypomniał o brudzie i grubej szczurzycy, która przynosi zagryzione kocięta.
- ...zagubiony. - Zdecydował się w końcu na określenie, które nie uraziłoby tak, jak inne, które podsuwał umysł. - To okropne. Wychowałem się bez matki i wiem, co znaczy stracić ją. Może... może mógłbym jakoś wpłynąć na twoją mamę? To moja krewna. Może mógłbym spróbować. - Zaoferował, chociaż nie wiedział nawet, z której gałęzi wywodzi się Baldwin i w jakim stopniu są spokrewnieni. - Nie musisz godzić się z portretami, Baldwinie. Oni jeszcze nie są martwi. - Przypomniał mu. - Masz bogactwo, które jest tylko ukryte, niedostępne.
Charlie zrobiłby wiele, by móc znów zobaczyć matkę. Nie byłaby dumna z jego niegrzecznych świeczek, nie byłaby dumna z tego, jak rozczarował ojca, wuja i resztę rodziny. Może nawet nie byłaby dumna przez to, jak zawalił naukę, szkoląc się w kierunku, w którym nie miał możliwości zabłysnąć. A może miałaby zupełnie inne zdanie? Nie mógł tego ocenić, bo przecież jej nie znał. Zostało mu tylko mgliste spojrzenie i dałby wiele, by Rebecca na powrót stała się wyraźna w jego pamięci. Baldwin miał matkę na wyciągnięcie ręki, jednak był od niej zdystansowany jeszcze bardziej, niż Charles od pamięci o swojej.
Serce krwawiło na samą myśl o rozłące między Malfoyem i jego matką, podburzając i tak przykre emocje, które zawierały się w farbie. Docierało do niego to poczucie zagłady, końca wszystkiego, tak, jak kończy się życie, jak rozdziera się płótno, by na zawsze przedzielić jeden obraz na wiele kawałków. Charles nie chciał tego czuć. Wypuścił pędzel.
Potrzebował chwili, by uspokoić oddech.
- Co to... co to było? - Dopytał z wahaniem. - To było twoje wspomnienie?
Na wieść o przykrych koneksjach rodzinnych Malfoyów, Charlie obrócił się do Balwina niemal momentalnie.
- Twoja własna matka...? - Podpytał niewinnie, gdy wielkość tej tragedii nie mieściła mu się w głowie. - Twoja własna matka nie chce cię znać? Na dobrą Freję, dlaczego? Nie jesteś degeneratem. Możesz być co najwyżej...
Urwał, gdy zabrakło mu słowa. Poszukał spojrzeniem podpowiedzi w mieszkaniu Balwina, ale stan pomieszczenia nad teatrem nie podawał mu zbyt dobrej narracji. W jednej chwili przypomniał o brudzie i grubej szczurzycy, która przynosi zagryzione kocięta.
- ...zagubiony. - Zdecydował się w końcu na określenie, które nie uraziłoby tak, jak inne, które podsuwał umysł. - To okropne. Wychowałem się bez matki i wiem, co znaczy stracić ją. Może... może mógłbym jakoś wpłynąć na twoją mamę? To moja krewna. Może mógłbym spróbować. - Zaoferował, chociaż nie wiedział nawet, z której gałęzi wywodzi się Baldwin i w jakim stopniu są spokrewnieni. - Nie musisz godzić się z portretami, Baldwinie. Oni jeszcze nie są martwi. - Przypomniał mu. - Masz bogactwo, które jest tylko ukryte, niedostępne.
Charlie zrobiłby wiele, by móc znów zobaczyć matkę. Nie byłaby dumna z jego niegrzecznych świeczek, nie byłaby dumna z tego, jak rozczarował ojca, wuja i resztę rodziny. Może nawet nie byłaby dumna przez to, jak zawalił naukę, szkoląc się w kierunku, w którym nie miał możliwości zabłysnąć. A może miałaby zupełnie inne zdanie? Nie mógł tego ocenić, bo przecież jej nie znał. Zostało mu tylko mgliste spojrzenie i dałby wiele, by Rebecca na powrót stała się wyraźna w jego pamięci. Baldwin miał matkę na wyciągnięcie ręki, jednak był od niej zdystansowany jeszcze bardziej, niż Charles od pamięci o swojej.
Serce krwawiło na samą myśl o rozłące między Malfoyem i jego matką, podburzając i tak przykre emocje, które zawierały się w farbie. Docierało do niego to poczucie zagłady, końca wszystkiego, tak, jak kończy się życie, jak rozdziera się płótno, by na zawsze przedzielić jeden obraz na wiele kawałków. Charles nie chciał tego czuć. Wypuścił pędzel.
Potrzebował chwili, by uspokoić oddech.
- Co to... co to było? - Dopytał z wahaniem. - To było twoje wspomnienie?