28.10.2024, 15:49 ✶
Charlie uśmiechnął się pod nosem, ale nie ciągnął tematu koni i książąt na nich. Byli arystokracją, ale żadne nie zostało jeszcze nikomu przyrzeczone. Ojciec dał im wybór przy doborze małżonków i Merlin jeden wiedział, czy było to dobre wyjście, czy wręcz przeciwnie.
- Ja nie tracę nadziei. - Powiedział na głos, choć jego ciche myśli podpowiadały wiele zdradliwych słów. Kto chciałby taką zakałę? Czy warto było przekazywać dalej taki brak zdrowego rozsądku? Charles westchnął. - Ty też nie powinnaś. Może i nie znamy miłości matki, ale... ale ty byś była dobrą matką, Scarlett. Nie pozwoliłabyś swoim zginąć. - Dodał, tłumacząc, skąd wzięła się jego opinia.
Domniemania, a może nawet pobożne życzenia na przyszłość nie mogły jednak odsunąć myśli od tego, co się wydarzyło i co spędzało im sen z powiek.
- Masz alkohol? - Dopytał, bo przecież po to tu przyszli: by pozwolić dać sobie odpocząć z pomocą procentów. - Wiesz, jaki jest tata i co myśli o swoim bracie. Musi być tak, jak wuj mówi. - Stwierdził, chcąc odsunąć nieco winę od ojca, nawet jeśli w tym przypadku była ewidentna. - Tata powiedział, że dałem się nabrać, i ma rację. Że popełniłem głupotę, a ten pismak, Bagshot, chciał się na tym wzbogacić i mu się udało. Nawet... uderzył mnie w twarz. Żebym o tym nie zapomniał.
Kiedy mówił teraz o tym, w ciemności nocy, patrząc na ciemne niebo i kontrastującą z nim jasną czuprynę siostry, to wszystko wydawało się wręcz surrealistyczne. Dobry ojciec nie bił swoich dzieci, a jednak, Richard wciąż był dobrym ojcem w oczach Charlesa.
- Nie opierał się wujowi, dał mi siedem dni i wsparcie finansowe, jeśli będę go potrzebował. Muszę znaleźć sobie pokój albo wracać do Norwegii. Ale w Oslo też nic mnie nie czeka. - Mówił spokojnie, śledząc spojrzeniem kolejne gwiazdy. Byle nie spojrzeć Scarlett w twarz, nie zdradzić sowich prawdziwych emocji, nie pokazać, jak bardzo bezczynność ojca go bolała. Jedyna osoba, która, jak był pewien, zawsze miała za nim stanąć, okazała się ulec, postawić innych ponad własne dziecko. To było jak zdrada. - Nie wiem, co będzie dalej, Scarlett. Byłem tu parę dni temu... na tym klifie. - Powiedział, a głos tylko lekko mu zadrżał. - Pomyśleć o życiu i o tym, co będzie dalej. Prawie zrobiłem coś głupiego, ale ktoś mi pomógł. Dobrze, że mi się nie udało, bo teraz będę mógł ulepić ci wróbla. Ptaszka. - Podkreślił żartobliwość tego określenia.
- Ja nie tracę nadziei. - Powiedział na głos, choć jego ciche myśli podpowiadały wiele zdradliwych słów. Kto chciałby taką zakałę? Czy warto było przekazywać dalej taki brak zdrowego rozsądku? Charles westchnął. - Ty też nie powinnaś. Może i nie znamy miłości matki, ale... ale ty byś była dobrą matką, Scarlett. Nie pozwoliłabyś swoim zginąć. - Dodał, tłumacząc, skąd wzięła się jego opinia.
Domniemania, a może nawet pobożne życzenia na przyszłość nie mogły jednak odsunąć myśli od tego, co się wydarzyło i co spędzało im sen z powiek.
- Masz alkohol? - Dopytał, bo przecież po to tu przyszli: by pozwolić dać sobie odpocząć z pomocą procentów. - Wiesz, jaki jest tata i co myśli o swoim bracie. Musi być tak, jak wuj mówi. - Stwierdził, chcąc odsunąć nieco winę od ojca, nawet jeśli w tym przypadku była ewidentna. - Tata powiedział, że dałem się nabrać, i ma rację. Że popełniłem głupotę, a ten pismak, Bagshot, chciał się na tym wzbogacić i mu się udało. Nawet... uderzył mnie w twarz. Żebym o tym nie zapomniał.
Kiedy mówił teraz o tym, w ciemności nocy, patrząc na ciemne niebo i kontrastującą z nim jasną czuprynę siostry, to wszystko wydawało się wręcz surrealistyczne. Dobry ojciec nie bił swoich dzieci, a jednak, Richard wciąż był dobrym ojcem w oczach Charlesa.
- Nie opierał się wujowi, dał mi siedem dni i wsparcie finansowe, jeśli będę go potrzebował. Muszę znaleźć sobie pokój albo wracać do Norwegii. Ale w Oslo też nic mnie nie czeka. - Mówił spokojnie, śledząc spojrzeniem kolejne gwiazdy. Byle nie spojrzeć Scarlett w twarz, nie zdradzić sowich prawdziwych emocji, nie pokazać, jak bardzo bezczynność ojca go bolała. Jedyna osoba, która, jak był pewien, zawsze miała za nim stanąć, okazała się ulec, postawić innych ponad własne dziecko. To było jak zdrada. - Nie wiem, co będzie dalej, Scarlett. Byłem tu parę dni temu... na tym klifie. - Powiedział, a głos tylko lekko mu zadrżał. - Pomyśleć o życiu i o tym, co będzie dalej. Prawie zrobiłem coś głupiego, ale ktoś mi pomógł. Dobrze, że mi się nie udało, bo teraz będę mógł ulepić ci wróbla. Ptaszka. - Podkreślił żartobliwość tego określenia.