28.10.2024, 17:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2024, 17:42 przez Brenna Longbottom.)
Brenna słuchała jednym uchem rozmowy Sama z Mabel, bardziej skupiona raczej na tym, co ważnego miała do powiedzenia Nora… chociaż wyprostowała się nieco, gdy kolejne słowa księcia z Kniei zaczęły prowadzić do pewnego wniosku, który od dawna oscylował gdzieś na obrzeżach myśli Brenny. Bo jakby nie było – wiedziała o ich związku, umiała liczyć, a na co dzień pracowała w policji.
A potem zamarła z kawałkiem pizzy uniesionym do ust, gdy najpierw Nora wspomniała o tym, że tak jakby ukradli dziecko, a Sam znów przytłoczony najwyraźniej (kradzieżą dziecka? Rozmową z Mabel?), wyleciał przez okno. Powstrzymał tym samym Brennę przed zapytaniem „Zaraz, że co?”
Przymknęła oczy na dosłownie dwie sekundy, podczas których rozważyć zdążyła kilka dostępnych opcji i wybrać tę, która zdawała się jej najrozsądniejsza i pozwalała zająć się oboma powstałymi problemami na raz… prawdopodobnie. Ale alternatywy wydawały się słabe, a ta trójka chyba powinna przez chwilę być sama. Później odłożyła pizzę na talerz.
– W porządku, proponuję, żeby Thomas opowiedział teraz, dlaczego zabraliście do Lizzie dziecko, a tymczasem Nora i Mabel poszły porozmawiać z Samem. Co wy na to? – spytała, bardzo spokojnie, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego. Nie wpadała w panikę ani w złość: nie miała w zwyczaju panikować, a poza tym w tej chwili należało jakoś tę sytuację… opanować. I poznać fakty. Nie wyciągało się wniosków, zanim nie poznało się wszystkich faktów, a nie wierzyła, że Thomas i Nora ot tak ukradliby sobie przypadkowego dzieciaka. Coś musiało się stać.
Kolejne słowa Figga rzuciły nieco światła na tę sprawę, ale wcale nie czyniły sytuacji latwiejszą. Brenna przesunęła palcami pomiędzy włosami, przetwarzając informacje i próbując poskładać, ck z tym właściwie zrobić.
- Thomas, jak długo tam byliście? Chciałbyś, aby ktoś zabrał nagle Mabel, bo zobaczył cię z piwem? Co jeśli to dziecko ma babcię, dziadka, ciotkę? Czy on w ogóle chciał iść z wami, skoro to półselkie? - A nawet jeśli nie miał, i mężczyzna była pijakiem, zabranie chłopca ot tak wciąż było porwaniem. Ściganym przez Brygadę Uderzeniową, czyli przez nią i Erika. Jeśli rybak pił i bił małego, to nie tak, że Brenna by tego porwania nie popierała, ale przecież Figgowie nie byli w stanie tego ukrywać. Kogoś zainteresuje dziecko, które znikąd pojawiło się w ich domu. Ktoś mógł zgłosić zaginięcie, jeżeli nawet nie ojciec, to inni członkowie rodziny. - W porządku, zrobimy tak. Spotkaliście dziecko samo na plaży, więc wzięliście je ze sobą i powiadomiliście Brygadę. – Zresztą… w gruncie rzeczy właśnie tak było. - Skoczę do Biura. Sprawdzimy jego ojca i zobaczymy, co zrobimy z tym dalej.
A potem zamarła z kawałkiem pizzy uniesionym do ust, gdy najpierw Nora wspomniała o tym, że tak jakby ukradli dziecko, a Sam znów przytłoczony najwyraźniej (kradzieżą dziecka? Rozmową z Mabel?), wyleciał przez okno. Powstrzymał tym samym Brennę przed zapytaniem „Zaraz, że co?”
Przymknęła oczy na dosłownie dwie sekundy, podczas których rozważyć zdążyła kilka dostępnych opcji i wybrać tę, która zdawała się jej najrozsądniejsza i pozwalała zająć się oboma powstałymi problemami na raz… prawdopodobnie. Ale alternatywy wydawały się słabe, a ta trójka chyba powinna przez chwilę być sama. Później odłożyła pizzę na talerz.
– W porządku, proponuję, żeby Thomas opowiedział teraz, dlaczego zabraliście do Lizzie dziecko, a tymczasem Nora i Mabel poszły porozmawiać z Samem. Co wy na to? – spytała, bardzo spokojnie, jakby nie działo się nic nadzwyczajnego. Nie wpadała w panikę ani w złość: nie miała w zwyczaju panikować, a poza tym w tej chwili należało jakoś tę sytuację… opanować. I poznać fakty. Nie wyciągało się wniosków, zanim nie poznało się wszystkich faktów, a nie wierzyła, że Thomas i Nora ot tak ukradliby sobie przypadkowego dzieciaka. Coś musiało się stać.
Kolejne słowa Figga rzuciły nieco światła na tę sprawę, ale wcale nie czyniły sytuacji latwiejszą. Brenna przesunęła palcami pomiędzy włosami, przetwarzając informacje i próbując poskładać, ck z tym właściwie zrobić.
- Thomas, jak długo tam byliście? Chciałbyś, aby ktoś zabrał nagle Mabel, bo zobaczył cię z piwem? Co jeśli to dziecko ma babcię, dziadka, ciotkę? Czy on w ogóle chciał iść z wami, skoro to półselkie? - A nawet jeśli nie miał, i mężczyzna była pijakiem, zabranie chłopca ot tak wciąż było porwaniem. Ściganym przez Brygadę Uderzeniową, czyli przez nią i Erika. Jeśli rybak pił i bił małego, to nie tak, że Brenna by tego porwania nie popierała, ale przecież Figgowie nie byli w stanie tego ukrywać. Kogoś zainteresuje dziecko, które znikąd pojawiło się w ich domu. Ktoś mógł zgłosić zaginięcie, jeżeli nawet nie ojciec, to inni członkowie rodziny. - W porządku, zrobimy tak. Spotkaliście dziecko samo na plaży, więc wzięliście je ze sobą i powiadomiliście Brygadę. – Zresztą… w gruncie rzeczy właśnie tak było. - Skoczę do Biura. Sprawdzimy jego ojca i zobaczymy, co zrobimy z tym dalej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.