Odetchnęła z ulgą. Zniknął. Głos w jej głowie przestał do niej mówić, to okropne uczucie, które się pojawiło również odpuściło. Czuła, że jej ciało znowu należy tylko i wyłącznie do niej, tylko na jak długo? Skoro mógł to zrobić raz, to na pewno skorzysta z kolejnej okazji. Pozostało tylko swędzenie, bardzo nieprzyjemne, którego nie mogła się pozbyć.
Kiedy się potknęła zaklęcie, przy pomocy którego oświetlała sobie drogę zniknęło, to samo stało się z tym Ambroisa. Mieli więc ograniczoną widoczność. Wiedziała, że to nie wróży nic dobrego.
Skoro głos przestał pierdolić jej w głowie, to chyba oznaczało, że odpuścił, być może? Nie mogła być tego pewna, nie miała pojęcia, czy za chwilę to do niej nie wróci.
To nie był łatwy wybór, nie miała w zwyczaju zostawiać swoich kompanów chuj wie gdzie, ale tym razem decyzja nie należała do niej, nie w pełni.
Ambroise nie zamierzał odpuścić, chciał iść z nią, to było całkiem pocieszające, bo nie została skazana na samotną walkę, właściwie może to byłoby lepsze, gdyby faktycznie poszła w głąb jaskini bez nikogo. Mogliby się skupić na odnalezieniu Figga, a ona zajęłaby się swoją sprawą. bardzo szybko odsunęła od siebie te myśli, Thoran miał nad nią zbyt dużą władzę, gdyby w jego obecności powtórzyła swój wyczyn sprzed chwili zapewne nie dożyłaby poranka.
- Stoję. - Mruknęła cicho do Greengrassa i odsunęła się od niego o krok. Nie potrzebowała wsparcia, już nie. - Dam radę iść sama. - Nawet gdyby nie dała, to i tak nie okazałaby przed nim swojej słabości.
- Crow, kurwa mać, próbuję wszystkich ocalić. - Wysyczała przez zęby, bo miała wrażenie, że nie do końca potrafi zrozumieć jej położenie. Nie czuł tego, co ona, nie miał świadomości, jak ten demon mieszał jej w głowie.
Wiedziała, że nie jest dobrze, czuła napięcie, które wisiało w powietrzu. Mogła spróbować ruszyć się dalej, to było jedyną opcją, nie mogła doprowadzić do tego, aby zaczęli przemieszczać się w pojedynkę.
Stała między mężczyznami, oddzielała ich od siebie, żeby przypadkiem któryś nie zrobił czegoś głupiego.
- To nie zadziała, wysadzenie tych korytarzy nic nie da, on wyjdzie i dalej będzie próbował mnie zabić. - Gdyby to było takie proste, jak sugerował Edge na pewno zdecydowałaby się na to posunięcie, wiedziała jednak, że nic z tego. Zignorowała jego sugestię na temat tego, że jest jebnięta, chociaż powieka jej drgnęła, a ręka zacisnęła się mocniej na różdżce. Wiedziała, że nie jest sobą, że Thoran nią manipulował i odbierał jej powoli jej własne życie, to nie było dla niej nic nowego.
- Spróbujmy pójść dalej. - Tak, zgodziła się na to posunięcie, ale nie miała pojęcia, czy to się uda. Chuj jeden wiedział, czy ten głos w jej głowie znowu się nie odezwie. Zamiast tego próbowała się skupić na otoczeniu, aby usłyszeć cokolwiek, może uda jej się zlokalizować Figga.
Akcja nieudana