28.10.2024, 22:22 ✶
Charlie westchnął, rozumiejąc, że Rolph nie da mu odpowiedzi, których potrzebował. Zbyt dużo miłości czy też działanie z premedytacją, które miało sprawić, że Rolph na powrót się nim zainteresuje? Nie miało to znaczenia.
- Jeśli nasza obecność jest problemem... - Charles miał wiele myśli, a niewiele z nich było takich, które pomagałyby mu spać w nocy. To, że Rolph się nim nie interesował przez ostatnie dni, miało jasny przekaz, który powinien być wystarczający dla spragnionego uwagi Charlesa. - ...wiesz, że wystarczy twoje słowo i na powrót odzyskasz mieszkanie. Nie chcę być problemem. - Przypomniał. Victoria brzmiała jak wielki problem i ostatnie, co chciał zrobić, to wcisnąć Rolphowi w ręce jeszcze większego kłopotu, niż już miał.
A jednak, kiedy tylko dostał sygnał, nie wahał się ani momentu. Zachęcony niewinnym objęciem, zbliżył się, by oprzeć o klatkę piersiową Lestrange'a. Jego myśli pędziły, zlewając się w szum, powodując, że żadna z nich nie pozostawała wyraźna na tyle, by przebić się ponad inne. Pocałunek sprawił, że wszystko ucichło, a w głowie pozostała tylko jedna myśl: usta Rodolphusa. Planował pogłębić ten pocałunek, lecz ledwie złapał jego wargę między swoje, zaczepnie, sugerując chęć na więcej, bez względu na kwiatki, Victorię i tajemnice.
- Wtedy będę mógł je zabijać, jeden po drugim? - Mruknął żartobliwie. - I będziemy odwiedzać palarnię Changów każdego tygodnia. Kim jest ta osoba, która ma nam pomóc?
Podobała mu się ta bliskość. Uniósł ręce, by spleść je na karku Rolpha.
- Jeśli nasza obecność jest problemem... - Charles miał wiele myśli, a niewiele z nich było takich, które pomagałyby mu spać w nocy. To, że Rolph się nim nie interesował przez ostatnie dni, miało jasny przekaz, który powinien być wystarczający dla spragnionego uwagi Charlesa. - ...wiesz, że wystarczy twoje słowo i na powrót odzyskasz mieszkanie. Nie chcę być problemem. - Przypomniał. Victoria brzmiała jak wielki problem i ostatnie, co chciał zrobić, to wcisnąć Rolphowi w ręce jeszcze większego kłopotu, niż już miał.
A jednak, kiedy tylko dostał sygnał, nie wahał się ani momentu. Zachęcony niewinnym objęciem, zbliżył się, by oprzeć o klatkę piersiową Lestrange'a. Jego myśli pędziły, zlewając się w szum, powodując, że żadna z nich nie pozostawała wyraźna na tyle, by przebić się ponad inne. Pocałunek sprawił, że wszystko ucichło, a w głowie pozostała tylko jedna myśl: usta Rodolphusa. Planował pogłębić ten pocałunek, lecz ledwie złapał jego wargę między swoje, zaczepnie, sugerując chęć na więcej, bez względu na kwiatki, Victorię i tajemnice.
- Wtedy będę mógł je zabijać, jeden po drugim? - Mruknął żartobliwie. - I będziemy odwiedzać palarnię Changów każdego tygodnia. Kim jest ta osoba, która ma nam pomóc?
Podobała mu się ta bliskość. Uniósł ręce, by spleść je na karku Rolpha.