Było to na pewno niesamowite, że takie trzy, zupełnie różne wersje ludzi znalazły się razem w ten piękny wieczór, w głębi Kniei Godryka, w której zdecydowanie nie powinno ich być.
Nie zamierzali się jednak ograniczać, biegli przed siebie, w sumie zwierzątka nieco sprowokowane tą wilkołaczą przemianą.
Biegła nadal przed siebie, za większymi zwierzakami, szczególnie, że wiedziała, że oni już wiedzą, że oni tutaj są. To nie ułatwiało sprawy, nie było już odwrotu, nie sądziła, że bądą w stanie stąd uciec, szczególnie przed taką ogromną ilością tych istot. Widziała co potrafiło zrobić jedno z nich, wolała nie myśleć o tym, co może się stać kiedy dorwie ich więcej z nich. Nie będzie czego po nich zbierać, wyssają z nich życie do ostatniej kropli krwi i nikt nie będzie wiedział, co się im przytrafiło. Ciekawe, czy ktoś w ogóle rozpoznałby jej skunksie ciało, zapewne nie. Skończyłaby jak ten nieszczęsny Farciarz, którego sama kiedyś zakopała w ziemi, w samym środku lasu, nikt nie wiedziałby co się z nią stało. Była pewna, że to nie jest przyszłość jaką dla siebie widzi.
Dlatego też biegła, ile tylko miała sił w łapkach. Podążała za swoim tymczasowym [i]stadem[/u], chcąc nie chcąc stali się nim, kiedy weszli do tego lasu, razem, chociaż nie powinno ich tutaj być.
W pewnej chwili zauważyła, że wilkołaczyca usiadła, przestała biec. DLACZEGO TO ZROBIŁA? Czy nie bała się Morgany, Merlina, czy w kogo tam wierzyła?
Przyspieszyła tempa, żeby sprawdzić co skłoniło ją do podjęcia takiej decyzji.
Prawie zatrzymała się na niedźwiedziu, który najwyraźniej potknął się o korzeń, czy coś innego. Kurwa mać, prawie w niego wbiegła, nie sądziła, żeby to poczuł, ale czy on też sobie robił z niej żarty? Powinien biec przed siebie, przecież widzieli zagrożenie, nie mogli się zatrzymywać. Nie czuli tego, co działo się wokół nich? Ona zaczynała panikować, wiedziała, że te stwory działały w ten sposób, przynosiły ten chłód, który docierał do najgłębszych zakamarków ciała, a później przypominały o tym, co najgorsze.
Kiedy niedźwiedź się podniósł wbiegł do kręgu, Yaxleyówna zrobiła to samo. Wlazła do niego, tak samo jak wilkołaczyca. Nie miała pojęcia czy był to dobry pomysł, ale chyba innego wyjścia nie mieli.