29.10.2024, 00:13 ✶
Kiedy wspomniała o panteonie greckim, Scylla zamyśliła się na chwilę. Objęła palcami podbródek i głowiła się na moment, bo ten repertuar przecież powinna znać. Zaciekawiona genezą własnego imienia przebrnęła przez całą mitologię, więc imię Lyssy powinno dzwonić w jakimś kościele. A może raczej w świątyni?
- Och! - Wydała z siebie okrzyk pokroju eureki, wypuszczając podbródek z własnych rąk, by unieść wskazujący palec w górę. - Ta od Heraklesa, prawda? Bogini szału i gniewu? - Scylla brzmiała na podekscytowaną, że połączyła wątki; była prawie pewna, że chodziło właśnie o tę postać. - Pasuje do ciebie - dodała pokrótce z uśmiechem, który próbowała poskromić, bo nosił znamiona szelmowskiego, ale średnio jej się udawało. Może nie był to najmilszy komentarz, ale przecież grzechem byłoby stwierdzić, że nie był trafny.
Postawiona przed wyborem wahała się chwilę. Miała wrażenie, że to podchwytliwe pytanie, bo Mulciberówna zwykle nie dawała tu nikomu takiej możliwości, raczej stawiała na swoim i trzeba było się z tym pogodzić dla spokoju własnego ducha. Poza tym Scylla też preferencji w alkoholach nie miała, więc nie wiedziała, na co się skusić, w obawie, że jej nie posmakuje.
Całe szczęście zniecierpliwienie Lyssy wygrało i wybrała za nią jak zwykle. Scylla pochwyciła kubek z winem jagodowym poniekąd ucieszona, bo bąbelki w cydrze zawsze wywoływały dziwne uczucie w jej ustach i wprawiało ją to w dyskomfort.
- Nie nazwałabym jej mocną, ale zawsze przystrajaliśmy trochę dom - oznajmiła, używając liczby mnogiej, ale prawda była taka, że zwykle robiła to samodzielnie. - Mogę powiesić stroik, ale czy jakiś tutaj jest? - Zapytała, zaczynając się rozglądać z tym kubkiem pełnym wina w rękach, zapominając o tym, że w ogóle miała je pić. - A może zrobimy jakiś mały przydomowy ogródek? Wiesz, roślinki na parapecie albo na balkonie... -
- Och! - Wydała z siebie okrzyk pokroju eureki, wypuszczając podbródek z własnych rąk, by unieść wskazujący palec w górę. - Ta od Heraklesa, prawda? Bogini szału i gniewu? - Scylla brzmiała na podekscytowaną, że połączyła wątki; była prawie pewna, że chodziło właśnie o tę postać. - Pasuje do ciebie - dodała pokrótce z uśmiechem, który próbowała poskromić, bo nosił znamiona szelmowskiego, ale średnio jej się udawało. Może nie był to najmilszy komentarz, ale przecież grzechem byłoby stwierdzić, że nie był trafny.
Postawiona przed wyborem wahała się chwilę. Miała wrażenie, że to podchwytliwe pytanie, bo Mulciberówna zwykle nie dawała tu nikomu takiej możliwości, raczej stawiała na swoim i trzeba było się z tym pogodzić dla spokoju własnego ducha. Poza tym Scylla też preferencji w alkoholach nie miała, więc nie wiedziała, na co się skusić, w obawie, że jej nie posmakuje.
Całe szczęście zniecierpliwienie Lyssy wygrało i wybrała za nią jak zwykle. Scylla pochwyciła kubek z winem jagodowym poniekąd ucieszona, bo bąbelki w cydrze zawsze wywoływały dziwne uczucie w jej ustach i wprawiało ją to w dyskomfort.
- Nie nazwałabym jej mocną, ale zawsze przystrajaliśmy trochę dom - oznajmiła, używając liczby mnogiej, ale prawda była taka, że zwykle robiła to samodzielnie. - Mogę powiesić stroik, ale czy jakiś tutaj jest? - Zapytała, zaczynając się rozglądać z tym kubkiem pełnym wina w rękach, zapominając o tym, że w ogóle miała je pić. - A może zrobimy jakiś mały przydomowy ogródek? Wiesz, roślinki na parapecie albo na balkonie... -
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga