29.10.2024, 00:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2024, 01:00 przez Scylla Greyback.)
Scylli się nie nudziło, bo dostała swoje fantastyczne zadanie bojowe i miała niesamowitą frajdę. Nie było dla niej niczego przyjemniejszego niż układanie przedmiotów w rządku na swoich miejscach, więc absolutnie nie miała nic przeciwko spełnianiu roli przynieś, wynieś, pozamiataj. Co prawda mogłaby to robić znacznie sprawniej, gdyby nie wąchała każdej świeczki i kadzidła. W sumie w herbaty też co chwilę wkładała nos, toteż z okolic jej stanowiska można było co chwilę dosłyszeć charakterystyczne wciąganie powietrza.
Mogła to porównać z wycieczką do parku rozrywki, a nawet wydawało się opcją, bo przynajmniej nie było tu masy ludzi i nie było tak nieznośnie głośno.
Zignorowała skargi Lyssy, którą zmogła agonia nudy, aczkolwiek zrobiła to zupełnie nieintencjonalnie. Była zbyt pochłonięta zabawą, żeby rejestrować szmer z otoczenia. Dopiero kiedy Peregrinus podszedł do niej i kątem oka spostrzegła, że otoczenie się nieco zmieniło, uniosła głowę. Zmarszczyła brwi, jakby miała nieco za złe, że ktoś przerywa jej moment zen, ale nie wyraziła tego w żaden inny sposób.
- Z pomocą sowy, ale tak - oznajmiła, woląc doprecyzować, że ciasteczko samo nigdzie nie poleciało, bo takich rzeczy nie potrafi. Usłyszawszy dopiero teraz, że Lyssa się nudzi, odwróciła się w kierunku cierpiącej, zastanawiając się, czy może temu jakkolwiek zaradzić. Oczywiście mogła zaproponować jej dołączenie do zadania bojowego, ale coś podskórnie czuła, że się to jej nie spodoba. - Może mi pomóc, ale ja mam system - oświadczyła, tonem dość stanowczym i twardym jak na nią. - Każda rzecz ma swoje miejsce i sposób przechowywania, a Lyssa będzie to wszystko chować na chybił-trafił. - Wydawała się na nieco obrażoną, bo wiedziała, że tak się stanie i nie potrzebowała trzeciego oka, żeby taki rozwój sytuacji przewidzieć. Nawet przyspieszyła z pracą, żeby to skończyć samodzielnie, bez możliwości, że ktoś inny jej namąci.
- À propos tego ciasteczka - przypomniała sobie nagle. - Do kogo ono poleciało? - Zaciekawiła się, bo w sumie poza adresem nie miała żadnego kontekstu sprawy. Może nie powinna była pytać, ale ciekawość wygrała.
Mogła to porównać z wycieczką do parku rozrywki, a nawet wydawało się opcją, bo przynajmniej nie było tu masy ludzi i nie było tak nieznośnie głośno.
Zignorowała skargi Lyssy, którą zmogła agonia nudy, aczkolwiek zrobiła to zupełnie nieintencjonalnie. Była zbyt pochłonięta zabawą, żeby rejestrować szmer z otoczenia. Dopiero kiedy Peregrinus podszedł do niej i kątem oka spostrzegła, że otoczenie się nieco zmieniło, uniosła głowę. Zmarszczyła brwi, jakby miała nieco za złe, że ktoś przerywa jej moment zen, ale nie wyraziła tego w żaden inny sposób.
- Z pomocą sowy, ale tak - oznajmiła, woląc doprecyzować, że ciasteczko samo nigdzie nie poleciało, bo takich rzeczy nie potrafi. Usłyszawszy dopiero teraz, że Lyssa się nudzi, odwróciła się w kierunku cierpiącej, zastanawiając się, czy może temu jakkolwiek zaradzić. Oczywiście mogła zaproponować jej dołączenie do zadania bojowego, ale coś podskórnie czuła, że się to jej nie spodoba. - Może mi pomóc, ale ja mam system - oświadczyła, tonem dość stanowczym i twardym jak na nią. - Każda rzecz ma swoje miejsce i sposób przechowywania, a Lyssa będzie to wszystko chować na chybił-trafił. - Wydawała się na nieco obrażoną, bo wiedziała, że tak się stanie i nie potrzebowała trzeciego oka, żeby taki rozwój sytuacji przewidzieć. Nawet przyspieszyła z pracą, żeby to skończyć samodzielnie, bez możliwości, że ktoś inny jej namąci.
- À propos tego ciasteczka - przypomniała sobie nagle. - Do kogo ono poleciało? - Zaciekawiła się, bo w sumie poza adresem nie miała żadnego kontekstu sprawy. Może nie powinna była pytać, ale ciekawość wygrała.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga