29.10.2024, 01:06 ✶
– Aj waj, co Ty pierdolisz? – uniosła pytająco brwi, gdy podniosła się z ziemi, radośnie ignorując bełkot o uczuciach. Znaczy no nie ignorowała go w taki normalny sposób, ale nastroszyła się, jakby Thomas próbował jej kazać czuć i uważać że to normalne. Znaczy to było normalne, to było popierdolone i to szalenie przeszkadzało w normalnym funckojonowaniu.
Gdyby mogła, wyciągnęłaby sobie mózg i zamieniła się z kimś na taki bardziej sensowny.
To brzmiało jak świetny plan.
Ciekawe czy robili tak w komnacie mózgów?
– No zachowałam, bo jestem lebiega jeśli chodzi o sprzątanie i jakoś nie było okazji, dzisiaj miałam je wyjebać i w ogóle no – tłumaczyła się, bo w sumie nie wiedziała czemu je sobie zachowała. Mogłaby powiedzieć, że dawno nikt nie dawał jej kwiatów, ale akurat w lecznicy przyszło dużo ktosiów którzy w gardło jak tucznej gęsi wpychali jej wiązanki, byłoby więc niesprawiedliwe nie myśleć o nich teraz. Ale potem, jak już wylazła no i miała swoje party, to potem już nikt. I wcześniej tez tak nie za bardzo. Jak się z kimś chciała pieprzyć, to cała ta błazenada, te podchody, te przychodzenie i dawanie prezentów były o kant dupy, zwykłą stratą czasu.
Miała problem z tym jak Thomas na nią patrzył. Miło. Przyjaźnie. Nieodpowiednio. Zupełnie tak, jakby jej nie znał.
– Skończyło się? Tam na dole? Nie powinnam tam przychodzić, cały czas miałam wrażenie, że ktoś mi powie, że mam wypierdalać z ekipy bo do niczego się nie nadaje. Po wyjściu z lecznicy nie mogę się pozbyć tego wrażenia, że jestem w chuj nieprzydatna, a teraz wychodzi na to że mogę być kretem, bo kurwa z Louvianem jest coś nie teges. – burknęła drapiąc się po ramieniu i idąc do kwiatów, żeby je wyjebać. Nie chciała w sumie wychodzić z pokoju, na razie nie, więc trzymajac uschnięte badyle spojrzała na okno. Ogród i tak był w kiepskim stanie, kto to niby miałby zauważyć...
nie zastanawiając się dłużej, otworzyła ze zgrzytem okno i wyjebała śmieci na zewnątrz. – Chcesz się napić? Mam skitraną karmelówkę, znalazłam w domu ostatnią butelkę. – zaproponowała, nie wiedząc za bardzo co ma ze sobą zrobić. Drugie łóżko zawalone było sztalugami, niedokończonymi obrazami i szkicami. W rogu pokoju piętrzyła się sterta ciuchów, najprawdoodobniej wszystkich jakie Mildred posiadała w życiu.
Gdyby mogła, wyciągnęłaby sobie mózg i zamieniła się z kimś na taki bardziej sensowny.
To brzmiało jak świetny plan.
Ciekawe czy robili tak w komnacie mózgów?
– No zachowałam, bo jestem lebiega jeśli chodzi o sprzątanie i jakoś nie było okazji, dzisiaj miałam je wyjebać i w ogóle no – tłumaczyła się, bo w sumie nie wiedziała czemu je sobie zachowała. Mogłaby powiedzieć, że dawno nikt nie dawał jej kwiatów, ale akurat w lecznicy przyszło dużo ktosiów którzy w gardło jak tucznej gęsi wpychali jej wiązanki, byłoby więc niesprawiedliwe nie myśleć o nich teraz. Ale potem, jak już wylazła no i miała swoje party, to potem już nikt. I wcześniej tez tak nie za bardzo. Jak się z kimś chciała pieprzyć, to cała ta błazenada, te podchody, te przychodzenie i dawanie prezentów były o kant dupy, zwykłą stratą czasu.
Miała problem z tym jak Thomas na nią patrzył. Miło. Przyjaźnie. Nieodpowiednio. Zupełnie tak, jakby jej nie znał.
– Skończyło się? Tam na dole? Nie powinnam tam przychodzić, cały czas miałam wrażenie, że ktoś mi powie, że mam wypierdalać z ekipy bo do niczego się nie nadaje. Po wyjściu z lecznicy nie mogę się pozbyć tego wrażenia, że jestem w chuj nieprzydatna, a teraz wychodzi na to że mogę być kretem, bo kurwa z Louvianem jest coś nie teges. – burknęła drapiąc się po ramieniu i idąc do kwiatów, żeby je wyjebać. Nie chciała w sumie wychodzić z pokoju, na razie nie, więc trzymajac uschnięte badyle spojrzała na okno. Ogród i tak był w kiepskim stanie, kto to niby miałby zauważyć...
nie zastanawiając się dłużej, otworzyła ze zgrzytem okno i wyjebała śmieci na zewnątrz. – Chcesz się napić? Mam skitraną karmelówkę, znalazłam w domu ostatnią butelkę. – zaproponowała, nie wiedząc za bardzo co ma ze sobą zrobić. Drugie łóżko zawalone było sztalugami, niedokończonymi obrazami i szkicami. W rogu pokoju piętrzyła się sterta ciuchów, najprawdoodobniej wszystkich jakie Mildred posiadała w życiu.