29.10.2024, 09:41 ✶
Grupa w namiocie, pomagam Avery, proszę Jonathana o wezwanie kogoś z BUM i próbuję zagrodzić wejście policyjną taśmą
Widok Avery, ewidentnie rannej i pełzającej po ziemi, natychmiast pchnął Brennę do środka. Dopadła kobiety, przelotnie patrząc, co próbuje podnieść, ale jeżeli nie była to jakaś bomba o opóźnionym zapłonie, to… Raphaela była ważniejsza.
I pytanie: kto?
Przynajmniej cztery osoby kręciły się z dala od grupy, a przynajmniej tylu odchodzących na bok mogła widzieć Brenna.
Powinna była szukać jej bardziej uparcie wcześniej. Cholera, widziała przecież, że gdzieś się oddaliła.
– Już dobrze, zajmiemy się tobą – powiedziała, chwytając ją, by posadzić na najbliższym miejscu do siedzenia, nie przestając podpierać, by nie upadła, a potem drgnęła, słysząc nagle jakieś zamieszanie przy wejściu do namiotu. Biegnąc tu chwilę temu minęła Isaaca i Enzo, czy to oni ruszyli za nią?
Odruchowo otoczyła Raphaelę lewym ramieniem, przyciskając do siebie – nie mocno, ta była w końcu ranna, ale próbując zasłonić samą sobą, brudząc przy okazji szarą suknię błotem i krwią. Raphaela nie chciała, by ją tak widzieli, Brenna nie chciała, by tę tak widzieli, ale nie mogła po prostu się z nią teleportować. Mogłaby pogorszyć jej stan, nie wspominając już o tym, że albo zostawiłaby miejsce zbrodni do zadeptania, albo musiałaby zostawić samą tejże zbrodni ofiarę. To mogli zobaczyć zgromadzeni przy namiocie: Brennę między nimi a siedzącą Avery, którą do siebie przytuliła.
Ukrywanie tego, do czego tu doszło, nie miało wielkiego sensu, bo i tak się rozniesie, chociaż Brenna zdecydowanie byłaby szczęśliwa, gdyby zostało ujawnione światu jednak później niż w tej chwili.
– Brygada Uderzeniowa, to miejsce możliwej napaści, proszę o nie wchodzenie do środka, by nie zatrzeć śladów i dać pannie Avery trochę prywatności – powiedziała, po czym machnęła różdżką, próbując wyczarować charakterystyczne taśmy policyjne, by połączyć rozpostarte poły namiotu i zagrodzić drogę. Tak na wypadek gdyby ktoś od razu chciał rzucać cię ku kobiecie. W pierwszej chwili w półmroku widziała głównie srebrzyste włosy Lorraine, ale kiedy rozpoznała charakterystyczną sylwetkę Selwyna, odetchnęła z ulgą. – Jonathan, zechciałbyś znaleźć mi jakiegoś Brygadzistę? Carrow albo Burke najlepiej. - Byle nie Porter. Chociaż Burke też była potencjalnie problematyczna. – Gdyby się stawiali, powiedz, że mam tutaj ranną.
I że osobiście potem zadba, aby dostawali wszystkie najgorsze prace, bo ignorując takie wezwania od gości obstawianej imprezy do niczego się nie nadawali. Ale tego to nie mogła teraz powiedzieć głośno. Za dużo ludzi zebrało się przy namiocie.
kształtowanie V, policyjne taśmy
Widok Avery, ewidentnie rannej i pełzającej po ziemi, natychmiast pchnął Brennę do środka. Dopadła kobiety, przelotnie patrząc, co próbuje podnieść, ale jeżeli nie była to jakaś bomba o opóźnionym zapłonie, to… Raphaela była ważniejsza.
I pytanie: kto?
Przynajmniej cztery osoby kręciły się z dala od grupy, a przynajmniej tylu odchodzących na bok mogła widzieć Brenna.
Powinna była szukać jej bardziej uparcie wcześniej. Cholera, widziała przecież, że gdzieś się oddaliła.
– Już dobrze, zajmiemy się tobą – powiedziała, chwytając ją, by posadzić na najbliższym miejscu do siedzenia, nie przestając podpierać, by nie upadła, a potem drgnęła, słysząc nagle jakieś zamieszanie przy wejściu do namiotu. Biegnąc tu chwilę temu minęła Isaaca i Enzo, czy to oni ruszyli za nią?
Odruchowo otoczyła Raphaelę lewym ramieniem, przyciskając do siebie – nie mocno, ta była w końcu ranna, ale próbując zasłonić samą sobą, brudząc przy okazji szarą suknię błotem i krwią. Raphaela nie chciała, by ją tak widzieli, Brenna nie chciała, by tę tak widzieli, ale nie mogła po prostu się z nią teleportować. Mogłaby pogorszyć jej stan, nie wspominając już o tym, że albo zostawiłaby miejsce zbrodni do zadeptania, albo musiałaby zostawić samą tejże zbrodni ofiarę. To mogli zobaczyć zgromadzeni przy namiocie: Brennę między nimi a siedzącą Avery, którą do siebie przytuliła.
Ukrywanie tego, do czego tu doszło, nie miało wielkiego sensu, bo i tak się rozniesie, chociaż Brenna zdecydowanie byłaby szczęśliwa, gdyby zostało ujawnione światu jednak później niż w tej chwili.
– Brygada Uderzeniowa, to miejsce możliwej napaści, proszę o nie wchodzenie do środka, by nie zatrzeć śladów i dać pannie Avery trochę prywatności – powiedziała, po czym machnęła różdżką, próbując wyczarować charakterystyczne taśmy policyjne, by połączyć rozpostarte poły namiotu i zagrodzić drogę. Tak na wypadek gdyby ktoś od razu chciał rzucać cię ku kobiecie. W pierwszej chwili w półmroku widziała głównie srebrzyste włosy Lorraine, ale kiedy rozpoznała charakterystyczną sylwetkę Selwyna, odetchnęła z ulgą. – Jonathan, zechciałbyś znaleźć mi jakiegoś Brygadzistę? Carrow albo Burke najlepiej. - Byle nie Porter. Chociaż Burke też była potencjalnie problematyczna. – Gdyby się stawiali, powiedz, że mam tutaj ranną.
I że osobiście potem zadba, aby dostawali wszystkie najgorsze prace, bo ignorując takie wezwania od gości obstawianej imprezy do niczego się nie nadawali. Ale tego to nie mogła teraz powiedzieć głośno. Za dużo ludzi zebrało się przy namiocie.
kształtowanie V, policyjne taśmy
Rzut W 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Rzut W 1d100 - 24
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.