Miała się o kogo troszczyć, to było niezaprzeczalne. Miał rację, tyle, że została rzucona w sytuację, w której próbowała się odnaleźć, próbowała być lepszym człowiekiem. Nie chciała zostawiać ich na pastwę losu, kiedy sama była wyszkolona do walki. To była jej codzienność - mierzyła się przecież z najróżniejszymi bestiami, miała większe predyspozycje do tego, aby wygrać to starcie niżeli jakaś tam gwiazda quidditcha. To było oczywiste. Miała większe szanse na to, aby wyjść z tego cało. Może nie powinna brać na siebie odpowiedzialności z los praktycznie obcych istnień, ale to zrobiła. To był wybór, który podjęła, który wydawał jej się być odpowiedni w tamtej chwili.
Teraz docierało do niej, że niekoniecznie, że może tym razem przekroczyła granicę, której nie powinna nigdy przestąpić. Nie było jej lekko. Czuła, że postąpiła nieodpowiednio, że to nie powinno się wydarzyć.
- Ich ojciec nie ma takiego doświadczenia jak ja. - Próbowała zobrazować mu swój punkt widzenia, jednak czuła, że to nic nie da. Zapadała się w bardzo głębokim bagnie i czuła, że nie uda się jej z niego wydostać. Tak naprawdę czy była przygotowana do starć z takimi przeciwnikami? Nie do końca. Starała się być w formie, jeśli chodzi o magię, szybkie reagowanie, rzucanie zaklęć, jednak nie była w tym ekspertem, jasne, na pewno radziła sobie z tym lepiej niż David, bo od lat należała do lokalnych klubów pojedynków, ale to nie było wystarczające. Wczorajsza walka jej to uświadomiła. Jeśli chciała się angażować w podobne działania, powinna podnieść swój poziom, tylko czy właściwie chciała? Nie, nie mogła się na tym skupiać, bo to nie było to, czym powinna się zajmować.
Sumienie nie pozwalało jej zostawić tych dzieciaków, może nie posiadała swoich własnych, jednak próbowała znaleźć w sobie odrobinę empatii, właściwie to chyba odnalazła jej zbyt dużo. Nie chciała mieć na sumieniu rodziny, która właściwie nic nikomu nie zrobiła, oni przecież chcieli po prostu żyć, odnaleźć się w magicznym świecie. Nie mieli tyle szczęścia co oni, nie przyszli na świat w tych odpowiednich rodzinach, które miały pozostać bezpieczne.
Właściwie to już ją to męczyło, popełniła błąd, nie było sensu o tym dyskutować. Nie chciała się dalej tłumaczyć, bo widziała, jak bardzo była to absurdalna sytuacja. Podjęła decyzję, nie akceptował jej, nic nie mogła z tym zrobić, teraz już nie. Ewentualnie w przyszłości zachować się inaczej, pewnie by tak zrobiła zważając na to z jaką reakcją się spotkała. Nie sądziła, że go to, aż tak bardzo zaboli.
Wiedziała, że wczoraj wszystko potoczyło się tak bardzo źle, jak tylko mogło. Nie było gorszej opcji, znaczy była, ale o niej wolała nie myśleć. Nie brała jej w ogóle pod uwagę.
- Była ich tylko dwójka, dwójka, powinnam sobie z nimi poradzić. - Szczególnie, że na samym początku tej walki poradziła sobie całkiem nieźle, później nieco się sypnęło, bo pojawiło się więcej czarnoksiężników, nie wiedziała ilu ich właściwie jest, więc niepotrzebnie się wychyliła, ale to miał być tylko moment, chwila, później miała stamtąd spierdolić. Taki miała plan.
- Mogłam, ale nie zdążyłam. - To była prawda. Nie zamierzała tam walczyć na śmierć i życie, ale nie zdążyła, to miała być krótka wymiana zaklęć, ale nie wyszło.
Zabolało. Jego słowa cięły ostrzej niż niejedno ostrze, zdecydowanie wolałaby się nadziać na któryś z własnych sztyletów, niż słyszeć te wyrzuty. Najgorsze było to, że dostrzegała w tym, co mówił wiele prawdy.
Co się z nią stało? Dlaczego nie potrafiła podążać prostą ścieżką, którą sobie wyznaczyli? Nie miała pojęcia. Jak widać wojna zmieniała nie tylko tych, których dotyczyła, właściwie to gówno prawda, że to nie był ich problem. Nie mogli trzymać się od tego z daleka. Nie dyskutowali o tym, jak powinni się zachować, kiedy przypadkowo znajdą się na lini frontu.
- To była jedna decyzja, podjęta pod wpływem chwili, czy naprawdę zamierzasz mnie karać za to w ten sposób? Chcesz ze mną tak rozmawiać? - Nie była na to gotowa, nie była w najlepszej formie, nie mogła się obronić przed tymi oskarżeniami. Nie chciała, żeby to zmierzało w tym kierunku, bo czuła, że może nie być odwrotu. Tak właściwie to docierało do niej, że straciła dużo więcej podczas tego starcia, niżeli mogło jej się wydawać. Na początku czuła jedynie urażoną dumę i upokorzenie, że nie poradziła sobie sama z oprawcami, teraz czuła, że może przez nich stracić wszystko, co miała, co budowali przez te lata. Ambroise wymykał jej się z rąk nie była nic z tym w stanie zrobić. To dopiero bolało. Czarnomagiczne zaklęcie, którym wczoraj oberwała było przy tym niczym drobne draśnięcie.
- Jeśli uważasz, że to przekreśla wszystko, co stworzyliśmy do tej chwili to droga wolna. - Powinna była zamilknąć, jednak nie potrafiła tego zrobić, nie mogła znieść tych słów, które rzucał w jej kierunku. Nie chciała, żeby ją teraz zostawił, nie sądziła, że kiedykolwiek byłaby na to gotowa, ale postawił ją przy ścianie. Oczekiwał spełnienia obietnic, których najwyraźniej nie była w stanie realizować. Co innego miała zrobić?
- Mam wrażenie, że niczego nie rozumiesz. - To ja chyba najbardziej bolało. Tu nie chodziło o to, że ona chciała spierdolić to, co udało im się stworzyć, póki co próbowała się jakoś odnaleźć w nowej rzeczywistości, w którą zostali wrzuceni, jak widać nie do końca jeszcze potrafiła to zrobić.