Szli, to był jakis sukces, zważając na to, że jeszcze przed chwila nie byli pewni, czy uda im się zrealizować taką prostą czynność, to znaczy ona nie była pewna, czy da radę ruszyć się z miejsca. Niczego nie mogła być pewna, bo ten stwór miał nad nią zbyt wielką władzę. Okropnie ją to wkurwiało i chciała to zakończyć, pozbyć sie problemu ze swojej głowy, na szczęście akurat tego mogła się pozbyć.
Nie zamierzała kontynuować tej zbędnej dyskusji między Ambroisem i Crowem, to było zbędne i mogło doprowadzić do niepotrzebnych kłótni, jakby aktualnie nie mieli większego problemu. Brakowało im tylko tego, żeby zaczęli się wykańczać między sobą.
Dlatego też Geraldine milczała, podążała przed siebie nie odzywając się ani słowem. Tak było prościej. To nie tak, że słowa Edga dosyć mocno jej nie zraniły, wkurwiła się strasznie, że miał ją za wariatkę (coż, nie on pierwszy i nie ostatni), ale to nie był odpowiedni czas na to, aby wyjaśnić mu co nią kierowało.
Zdecydowali się ruszyć dalej, więc szli, gęsiego, szukajac zagubionego Figga. Nadal nie mogła zrozumieć jakim cudem udało mu się zniknąć tak, żeby nikt nie zauważył samego momentu zniknięcia, może miał jakies ukryte talenty o których nie wiedziała, czy coś.
Wtedy w końcu usłyszała coś więcej, ktoś się darł. Zakładała, że to musiał być Thomas, no bo kto kurwa inny, chyba nie jej zły brat bliźniak.
Ruszyli więc, żeby uratować swoją zgubę. Cóż, może wreszcie uda im się wleźć głębiej i rozwiązać problem, skoro zlokalizowali Figga. Oczywiście nic nie mogło być takie proste, jakby się mogło wydawać.
Usłyszała, że ma uważać na grzyby, chuj wie czemu, ale nie zamierzała zadawać teraz zbędnych pytań, więc po prostu odsunęła się od ściany, żeby przypadkiem ich nie dotknąć.
Wpadli do tej podziemnej komnaty, gdzie znaleźli wreszcie Thomasa. Nie miała pojęcia, co on właściwie tam robił, ale wydawało jej się, że widzi tam dziewczynę, skąd ona się kurwa wzięła? Czy ten pojeb ją też tutaj sprowadził? Kto to właściwie wiedział.
Dostrzegła jednak, że siedział w kręgu, tylko kto go nasmarował? i co właściwie oznaczał, znowu chuj jeden wiedział.
Co zrobiła Yaxleyówna? Sięgnęła po różdżkę, chciała wyczarować wielką łunę światła, która oświetliłaby całe to pomieszczenie, chciała obejrzeć całą tą komnatę, żeby nic im nie umknęło. Miała wrażenie, że w mroku może kryć się coś jeszcze.
Nie ruszyła w stronę Figga, bo zrobił to Ambroise i podejrzewała, że lepiej się stało, zważając na to, że to on był bardziej doświadczony w podobnych sprawach.
Sprawdziła jeszcze, czy Edge jest z nimi, chujowo by było zgubić teraz kolejną osobę.
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Sukces!