29.10.2024, 14:24 ✶
Thomas wychodził brudny i spocony z toru treningowego. Niby to był jego drugi raz tam, ale nadal przygotowane przez Brennę i Jeremiah sprawiło, że nie sposób było się tam nudzić. A na pewno dało się spocić i ubrudzić niezależnie od tego ile razy by się tam wchodziło.
Dorą ruszyła przodem do domu, a on jeszcze został chcąc sprawdzić coś przy bramie, miał już zamek na ukończeniu, ale musiał być pewien, że zadziała tak jak powinien. Ostatnie czego się jednak spodziewał to Brenna machająca do niego z krzaków, aby do niej dołączył. Chwila, czy on jest w jakimś śnie? Aż się uszczypnął czy to może nie halucynacje po przejściu toru treningowego, ale nie, ona nadal tam była.
Nie zwlekał tylko pokonał dzielącą ich przestrzeń, aby dołączyć do niej w zaroślach.
- Co się stało? Czemu się tu chowasz? - zapytał skonfundowany tym zachowaniem, przecież normalnie nie robiła takiej konspiracji jeżeli potrzebowała pomocy. Ale nie zamierzał dociekać, uruchomiła w nim te specjalną część jego natury: powiedziała mu, że potrzebuje pomocy, więc wszedł w tryb: czego potrzebujesz i ile, zaraz będzie. Zmarszczył brwi, kiedy wyjawiła co jest powodem jej wizyty. Te myszy? Te zabawki?
- Mam ich chyba zapas na pół roku, bo Karl z Kapitanem robili zawody kto ile rozwali w ciągu dnia - skrzywił się na samo wspomnienie, bo chyba z dwadzieścia myszy zebrał wtedy do naprawienia. - Musiałbym tylko skoczyć po nie na Pokątną. - zaraz też zaśmiał się. - Próbujesz przekupić jakiegoś Figga tymi zabawkami? - nawet nie zdawał sobie sprawy jak blisko jest w swoim żarcie, bo przecież chodziło o Kocie Snaktuarium, ale pozostawał w błogiej niewiedzy. Ale spoważniał momentalnie, przecież potrzebowała pomocy. - Ile ich potrzebujesz? W sumie to mogłabyś iść ze mną, byłoby szybciej, nie musiałbym wracać ci je przekazać tylko mogłabyś ruszyć tam gdzie potrzebujesz. chyba, że tym tam się udasz, a ja podążę za tobą z myszami? - próbował być rzeczowy i ustalić jak najwięcej szczegółów. Same myszy nie były problemem, miał ich od groma i zawsze mógł wykonać kolejne.
Dorą ruszyła przodem do domu, a on jeszcze został chcąc sprawdzić coś przy bramie, miał już zamek na ukończeniu, ale musiał być pewien, że zadziała tak jak powinien. Ostatnie czego się jednak spodziewał to Brenna machająca do niego z krzaków, aby do niej dołączył. Chwila, czy on jest w jakimś śnie? Aż się uszczypnął czy to może nie halucynacje po przejściu toru treningowego, ale nie, ona nadal tam była.
Nie zwlekał tylko pokonał dzielącą ich przestrzeń, aby dołączyć do niej w zaroślach.
- Co się stało? Czemu się tu chowasz? - zapytał skonfundowany tym zachowaniem, przecież normalnie nie robiła takiej konspiracji jeżeli potrzebowała pomocy. Ale nie zamierzał dociekać, uruchomiła w nim te specjalną część jego natury: powiedziała mu, że potrzebuje pomocy, więc wszedł w tryb: czego potrzebujesz i ile, zaraz będzie. Zmarszczył brwi, kiedy wyjawiła co jest powodem jej wizyty. Te myszy? Te zabawki?
- Mam ich chyba zapas na pół roku, bo Karl z Kapitanem robili zawody kto ile rozwali w ciągu dnia - skrzywił się na samo wspomnienie, bo chyba z dwadzieścia myszy zebrał wtedy do naprawienia. - Musiałbym tylko skoczyć po nie na Pokątną. - zaraz też zaśmiał się. - Próbujesz przekupić jakiegoś Figga tymi zabawkami? - nawet nie zdawał sobie sprawy jak blisko jest w swoim żarcie, bo przecież chodziło o Kocie Snaktuarium, ale pozostawał w błogiej niewiedzy. Ale spoważniał momentalnie, przecież potrzebowała pomocy. - Ile ich potrzebujesz? W sumie to mogłabyś iść ze mną, byłoby szybciej, nie musiałbym wracać ci je przekazać tylko mogłabyś ruszyć tam gdzie potrzebujesz. chyba, że tym tam się udasz, a ja podążę za tobą z myszami? - próbował być rzeczowy i ustalić jak najwięcej szczegółów. Same myszy nie były problemem, miał ich od groma i zawsze mógł wykonać kolejne.