29.10.2024, 15:01 ✶
– Nie chcę, żeby ktoś ze Stawu mnie złapał, bo w cholerę się spieszę – odparła Brenna. Jej stary, sprawdzony sposób: ciężko było wyczuć, że kłamie, skoro… mówiła prawdę. Nie chciała, by ktoś ze Stawu ją złapał. Raz, mogło to namieszać w czasie, dwa, wszystko było w ostatnich dniach w cholerę skomplikowane, i nie ufała sama sobie, na ile normalnie da radę się zachowywać na dłuższą metę. I faktycznie się spieszyła. Lawirowała słowem, by nie skłamać, i by przypadkiem nie wypaść na podejrzaną, bo wiedziała, że sama ze swoją paranoją gotowa byłaby podejrzewać kogoś o jakieś podszywanie się… – No, w pewnym sensie, to trochę tak, ale opowiem ci za parę dni, jeśli wszystko wyjdzie, jak trzeba – stwierdziła, uśmiechając się do niego. Thomas przecież prędzej czy później i tak odwiedzi Azyl Figgów, i zobaczy nam wytwory swoich rąk… Ale w tej chwili Brenna nie mogła powiedzieć mu zbyt wiele: nie chciała doprowadzić do jakiegoś zachwiania.
Odetchnęła z ulgą, gdy wspomniał, że ma ich duży zapas. To wszystko ułatwiało. A Brenna działała w tej chwili w pośpiechu, niemalże panicznym, niepewna, czym jest „kleszcz” tkwiący w głowie Tessy. Weszła w tryb zadaniowy, nie wpadała więc w panikę, ale gdzieś na dnie jej duszy kryło się przerażenie myślą, że nie zdążą. Że Quintessa faktycznie umrze. Że ostrzeżenie, z powodu którego wróciła w czasie, dla którego zniszczyła cenny zmieniacz czasu, jednak się wypełni.
– Ile tylko będziesz w stanie dostarczyć. To naprawdę d u ż o kotów. Oddam ci potem za nie albo przyniosę do klubokawiarni inne zabawki. Hm… – zamyśliła się na moment. Pójście z Thomasem byłoby najrozsądniejsze, wtedy przypadkiem nie przekazałby przedmiotów tej drugiej… znaczy się pierwszej Brennie… ale rzecz w tym, że potrzebowała nie tylko myszy. – Tyle że przydadzą mi się też nakręcacze, a pewnie tych nie masz ot tak pod ręką? Wiesz, chodzi o to, żeby nakręcały te myszy, jak właściciela nie ma pod ręką – oświadczyła, w duchu trochę się ciesząc teraz, że bliscy uważali ją za osobę robiącą tak absurdalne rzeczy, że nawet Figg nie zdawał się szczególnie zdziwiony jej nagłym żądaniem pt. hej, potrzebuję nakręcanych, kocich myszek!!! Mechanizm był chyba dość prosty wobec tego, co Thomas robił zwykle. – Bo mogłabym pójść z tobą, ale możemy się też umówić, że zostawisz je tu w altanie, kiedy je skończysz. Jak długo by to zajęło?
Naprawdę nigdy nie chciała popędzać Thomasa, ale tutaj… tutaj chodziło o życie ciotki i nic nie mogła poradzić na dręczącą ją niecierpliwość. Gdy już dostała konkretne zadanie do zrealizowania, po prostu za nim pobiegła. Jak pies, za rzuconym patykiem, skupiona tylko na swoim celu.
Odetchnęła z ulgą, gdy wspomniał, że ma ich duży zapas. To wszystko ułatwiało. A Brenna działała w tej chwili w pośpiechu, niemalże panicznym, niepewna, czym jest „kleszcz” tkwiący w głowie Tessy. Weszła w tryb zadaniowy, nie wpadała więc w panikę, ale gdzieś na dnie jej duszy kryło się przerażenie myślą, że nie zdążą. Że Quintessa faktycznie umrze. Że ostrzeżenie, z powodu którego wróciła w czasie, dla którego zniszczyła cenny zmieniacz czasu, jednak się wypełni.
– Ile tylko będziesz w stanie dostarczyć. To naprawdę d u ż o kotów. Oddam ci potem za nie albo przyniosę do klubokawiarni inne zabawki. Hm… – zamyśliła się na moment. Pójście z Thomasem byłoby najrozsądniejsze, wtedy przypadkiem nie przekazałby przedmiotów tej drugiej… znaczy się pierwszej Brennie… ale rzecz w tym, że potrzebowała nie tylko myszy. – Tyle że przydadzą mi się też nakręcacze, a pewnie tych nie masz ot tak pod ręką? Wiesz, chodzi o to, żeby nakręcały te myszy, jak właściciela nie ma pod ręką – oświadczyła, w duchu trochę się ciesząc teraz, że bliscy uważali ją za osobę robiącą tak absurdalne rzeczy, że nawet Figg nie zdawał się szczególnie zdziwiony jej nagłym żądaniem pt. hej, potrzebuję nakręcanych, kocich myszek!!! Mechanizm był chyba dość prosty wobec tego, co Thomas robił zwykle. – Bo mogłabym pójść z tobą, ale możemy się też umówić, że zostawisz je tu w altanie, kiedy je skończysz. Jak długo by to zajęło?
Naprawdę nigdy nie chciała popędzać Thomasa, ale tutaj… tutaj chodziło o życie ciotki i nic nie mogła poradzić na dręczącą ją niecierpliwość. Gdy już dostała konkretne zadanie do zrealizowania, po prostu za nim pobiegła. Jak pies, za rzuconym patykiem, skupiona tylko na swoim celu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.