21.01.2023, 07:37 ✶
Bardzo nie chciał się spóźnić.
Dla niego czas nie miał większego znaczenia. Pięć minut w jedną czy drugą, na pewno nie zirytowałby się nawet, gdyby umówiona z nim osoba kazała mu czekać trzydzieści. Zazwyczaj zabierał ze sobą książkę, albo był w stanie zająć się swoimi własnymi myślami na tak intensywnym poziomie, że spóźniona osoba musiała pstrykać mu przed oczyma, aby wybudzać z transu. Nie raz, gdy wychodził jeszcze z Eden lub z ludźmi z konferencji zapisywał ważniejsze myśli na serwetkach, jeżeli akurat nie wziął ze sobą notesu - a to zdarzało się raczej często, bo był osobą mało zorganizowaną i zapominalską. Miał w głowie o wiele większe myśli niż potrzebę zabrania ze sobą czegoś z kartkami lub dopilnowanie czasu wyjścia.
Tym jednak razem to on zaproponował Florence wspólne wyjście, wiedział też, że Bulstrode przykłada do takich rzeczy wagę, więc nie chciał wyjść na niegrzecznego czy ignoranta. Niestety, los bywa złośliwy i tak, jak był gotowy na czas - założył marynarkę w kratę na materiał golfu, który potraktował zaklęciem, aby materiał nie wyglądał na wygnieciony - tak nie mógł nigdzie znaleźć swojej różdżki. Poświecił szukaniu jej więcej czasu, niż sobie tego życzył, bo 'magicznego kijka' nie było nigdzie; w laboratorium, w sypialni, w jadalni, w łazience, w korytarzu, nawet sprawdził w ogrodzie i bibliotece! Ostatecznie skorzystał z sieci Fiuu i po prostu nie wziął różdżki ze sobą, co innego miał zrobić? Wysłać sowę, że nie przyjdzie? To by było gorsze od spóźnienia.
Wszedł do restauracji w widocznym zdenerwowaniu, chociaż były dopiero cztery minuty po godzinie szesnastej. Miał na nosie okrągłe okulary, który zaczynały cisnąć go w uszy, zwłaszcza w jego z nich, ale zignorował to uczucie, uważając uratowanie sytuacji i nie wychodzenie poza pięć minut spóźnienia za ważniejsze. Schował zegarek kieszonkowy do wnętrza marynarki, łańcuszek odpiął mu się od kieszonki, westchnął, ale to też po prostu zignorował, później się tym zajmie.
- A przepraszam, tak, stolik na nazwisko Bulstrode? - zapytał, bo wolał, aby wskazano mu drogę. Jeszcze tego brakowało, aby miotał się pomiędzy stolikami. Wiedział jak Florence wygląda, ale w taki stresie, w jakim aktualnie był wolał nie ufać żadnym ze swoich zmysłów. Podziękował kelnerowi, który wskazał mu kierunek obrzucając go zdziwionym spojrzeniem. William nie zwrócił na to większej uwagi, był przyzwyczajony do zdziwienia skierowanego w swoją stronę lub innych, mniej przychylnych wyrazów. Zaraz był przy stoliku, zmarszczył brwi w przepraszającym geście.
- Naprawdę chciałem być na czas, ale, nie uwierzysz, nigdzie nie mogłem znaleźć różdżki? Będę musiał kupić nową, prawie przekopałem cały ogród, na Merlina. Dobrze, że można użyć jeszcze sieci Fiuu, bo wysyłałbym Ci tu sowę, że się nie pojawię. Mówię, ze nie przejmuję się tym, co o mnie mówią, ale jakbyś się na mnie obraziła to myślę, że bym się przejął, wiesz. No i tak, naprawdę, nie zmyślam. Byłem gotowy na czas - tłumaczył się trochę jak uczeń, który właśnie mówił nauczycielce, że pies zjadł mu pracę domową i zamiast napisać nową starał się ją wydobyć z odmętów żołądka zwierzęcia.
Nie zwrócił uwagi na wystrój restauracji, na obsługę, na nic. Zbyt był przejęty spóźnieniem.
Dla niego czas nie miał większego znaczenia. Pięć minut w jedną czy drugą, na pewno nie zirytowałby się nawet, gdyby umówiona z nim osoba kazała mu czekać trzydzieści. Zazwyczaj zabierał ze sobą książkę, albo był w stanie zająć się swoimi własnymi myślami na tak intensywnym poziomie, że spóźniona osoba musiała pstrykać mu przed oczyma, aby wybudzać z transu. Nie raz, gdy wychodził jeszcze z Eden lub z ludźmi z konferencji zapisywał ważniejsze myśli na serwetkach, jeżeli akurat nie wziął ze sobą notesu - a to zdarzało się raczej często, bo był osobą mało zorganizowaną i zapominalską. Miał w głowie o wiele większe myśli niż potrzebę zabrania ze sobą czegoś z kartkami lub dopilnowanie czasu wyjścia.
Tym jednak razem to on zaproponował Florence wspólne wyjście, wiedział też, że Bulstrode przykłada do takich rzeczy wagę, więc nie chciał wyjść na niegrzecznego czy ignoranta. Niestety, los bywa złośliwy i tak, jak był gotowy na czas - założył marynarkę w kratę na materiał golfu, który potraktował zaklęciem, aby materiał nie wyglądał na wygnieciony - tak nie mógł nigdzie znaleźć swojej różdżki. Poświecił szukaniu jej więcej czasu, niż sobie tego życzył, bo 'magicznego kijka' nie było nigdzie; w laboratorium, w sypialni, w jadalni, w łazience, w korytarzu, nawet sprawdził w ogrodzie i bibliotece! Ostatecznie skorzystał z sieci Fiuu i po prostu nie wziął różdżki ze sobą, co innego miał zrobić? Wysłać sowę, że nie przyjdzie? To by było gorsze od spóźnienia.
Wszedł do restauracji w widocznym zdenerwowaniu, chociaż były dopiero cztery minuty po godzinie szesnastej. Miał na nosie okrągłe okulary, który zaczynały cisnąć go w uszy, zwłaszcza w jego z nich, ale zignorował to uczucie, uważając uratowanie sytuacji i nie wychodzenie poza pięć minut spóźnienia za ważniejsze. Schował zegarek kieszonkowy do wnętrza marynarki, łańcuszek odpiął mu się od kieszonki, westchnął, ale to też po prostu zignorował, później się tym zajmie.
- A przepraszam, tak, stolik na nazwisko Bulstrode? - zapytał, bo wolał, aby wskazano mu drogę. Jeszcze tego brakowało, aby miotał się pomiędzy stolikami. Wiedział jak Florence wygląda, ale w taki stresie, w jakim aktualnie był wolał nie ufać żadnym ze swoich zmysłów. Podziękował kelnerowi, który wskazał mu kierunek obrzucając go zdziwionym spojrzeniem. William nie zwrócił na to większej uwagi, był przyzwyczajony do zdziwienia skierowanego w swoją stronę lub innych, mniej przychylnych wyrazów. Zaraz był przy stoliku, zmarszczył brwi w przepraszającym geście.
- Naprawdę chciałem być na czas, ale, nie uwierzysz, nigdzie nie mogłem znaleźć różdżki? Będę musiał kupić nową, prawie przekopałem cały ogród, na Merlina. Dobrze, że można użyć jeszcze sieci Fiuu, bo wysyłałbym Ci tu sowę, że się nie pojawię. Mówię, ze nie przejmuję się tym, co o mnie mówią, ale jakbyś się na mnie obraziła to myślę, że bym się przejął, wiesz. No i tak, naprawdę, nie zmyślam. Byłem gotowy na czas - tłumaczył się trochę jak uczeń, który właśnie mówił nauczycielce, że pies zjadł mu pracę domową i zamiast napisać nową starał się ją wydobyć z odmętów żołądka zwierzęcia.
Nie zwrócił uwagi na wystrój restauracji, na obsługę, na nic. Zbyt był przejęty spóźnieniem.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated