29.10.2024, 20:26 ✶
– To jeden z ostatnich pradawnych lasów w Anglii – przytaknęła Brenna. – Podobno to miejsce zainspirowało Tolkiena do stworzenia Lothlorien. Nie wiem, czy to prawda, ale tutaj można prawie się spodziewać, że zaraz za drzew wyłonią się elfy – stwierdziła z zamyśleniem, wodząc spojrzeniem pośród zieleni, przywołując ich czerwcową rozmowę na temat Hobbita i Władcy Pierścieni.
Lubiła ten las: w samej naturze Brenny leżało upodobanie do takich miejsc. Kojarzył się jej z wolnością, a ona nosiła pod skórą wilczycę, nawet jeżeli nie znała nazw roślin i zastosowania ziół, pośród których biegała. Przywodził na myśl lasy, o jakich czytało się w powieściach, pełnych przygód i magii, a te Brenna, obdarzona bujną wyobraźnią, miłowała od zawsze.
I wreszcie pełen był historii.
A ona była widmowidzem i czasem, gdy krążyła pośród drzew, zdawało się jej, że nawet bez kręgu widmowidza słyszy dźwięki rogów i echa dawno przebrzmiałych rozmów. Gdy zasnęła śniła o czarodziejach, skrywających się w lesie przed prześladowaniami. I mogły to być zwykłe złudzenia, sen był wytworem niespokojnego umysłu, nasiąkniętego opowieściami babki, ale sprawiały, że zawsze czuła się tutaj dobrze.
– I tak, i nie – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, zwracając spojrzenie znowu na niego. – Zawsze chyba najbardziej kochałam Knieję. Od małego. Jest… moja. Ale to miejsce… Też jest ważne. Wiesz, tutaj czarodzieje bywają znacznie rzadziej niż tam, jest większe, i za każdym razem znajduję coś innego.
Puściła jego dłoń i ruszyła ku najbliższemu drzewu, by powoli wspiąć się… nie, nie na nie – po jego korzeniach, tak, aby przedostać się dalej. Wędrowanie przez taki las, wbrew pozorom, nie było wcale banalnie proste. Brenna nie teleportowała ich do żadnego z obszarów, na których często pojawiali się turyści, nie na jedną ze ścieżek, czy w pobliże domostw, a w samo serce pradawnej puszczy, tam gdzie mugole zapuszczali się trochę rzadziej. W pobliżu tej jego części, gdzie wciąż ostało się trochę starej magii.
– Chodź, w pobliżu jest jedno z tych miejsc, o których ci mówiłam. Byłabym wstanie uwierzyć, że to w nim swego czasu Pani Lothlorien przyjęła Drużynę Pierścienia – powiedziała, obracając się na górze, gotowa wyciągnąć dłoń, by pomóc mu wejść na górę. Oczywiście, mógł się teleportować, ale co to byłaby za zabawa?
Lubiła ten las: w samej naturze Brenny leżało upodobanie do takich miejsc. Kojarzył się jej z wolnością, a ona nosiła pod skórą wilczycę, nawet jeżeli nie znała nazw roślin i zastosowania ziół, pośród których biegała. Przywodził na myśl lasy, o jakich czytało się w powieściach, pełnych przygód i magii, a te Brenna, obdarzona bujną wyobraźnią, miłowała od zawsze.
I wreszcie pełen był historii.
A ona była widmowidzem i czasem, gdy krążyła pośród drzew, zdawało się jej, że nawet bez kręgu widmowidza słyszy dźwięki rogów i echa dawno przebrzmiałych rozmów. Gdy zasnęła śniła o czarodziejach, skrywających się w lesie przed prześladowaniami. I mogły to być zwykłe złudzenia, sen był wytworem niespokojnego umysłu, nasiąkniętego opowieściami babki, ale sprawiały, że zawsze czuła się tutaj dobrze.
– I tak, i nie – stwierdziła z pewnym zamyśleniem, zwracając spojrzenie znowu na niego. – Zawsze chyba najbardziej kochałam Knieję. Od małego. Jest… moja. Ale to miejsce… Też jest ważne. Wiesz, tutaj czarodzieje bywają znacznie rzadziej niż tam, jest większe, i za każdym razem znajduję coś innego.
Puściła jego dłoń i ruszyła ku najbliższemu drzewu, by powoli wspiąć się… nie, nie na nie – po jego korzeniach, tak, aby przedostać się dalej. Wędrowanie przez taki las, wbrew pozorom, nie było wcale banalnie proste. Brenna nie teleportowała ich do żadnego z obszarów, na których często pojawiali się turyści, nie na jedną ze ścieżek, czy w pobliże domostw, a w samo serce pradawnej puszczy, tam gdzie mugole zapuszczali się trochę rzadziej. W pobliżu tej jego części, gdzie wciąż ostało się trochę starej magii.
– Chodź, w pobliżu jest jedno z tych miejsc, o których ci mówiłam. Byłabym wstanie uwierzyć, że to w nim swego czasu Pani Lothlorien przyjęła Drużynę Pierścienia – powiedziała, obracając się na górze, gotowa wyciągnąć dłoń, by pomóc mu wejść na górę. Oczywiście, mógł się teleportować, ale co to byłaby za zabawa?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.