- W dupie mam to, czy mnie uwielbiają, nie jestem pączkami. - Wydawało jej się, że pączki lubią chyba wszyscy, stąd ta analogia. Mniejsza o to, była zirytowana, bo ten dzień nie należał do najlepszych, a teraz jeszcze nie mogła go sobie przetrawić w spokoju. To była jej bezpieczna przystań, zazwyczaj, dzisiaj się coś zmieniło i zdecydowanie jej się to nie podobało. Będzie musiała znaleźć sobie jakieś nowe miejsce, gdzie uda jej się wyładowywać swój gniew, tak by nikt tego nie widział. Nie znosiła być na tym przyłapywana, bo uważała, że to, iż nie radzi sobie z emocjami może być dosyć kontrowersyjne. Zresztą i tak już gadali na jej temat przez to, że często pakowała się w bójki i próbowała udowadniać siłą, że ma rację. Cóż, widać było skąd pochodzi, to było niezaprzeczalne. Nie była jedną z tych ułożonych uczennic, które potrafiły się zachować.
Przez chwile przeszło jej nawet przez myśl, że może wreszcie zapunktowałaby u Mcgonagall gdyby na kogoś doniosła, ale w sumie wypadałoby chyba wybrać kogoś z innego domu, dzięki czemu na pewno miałoby to jakiś lepszy efekt. Swoich powinno się zostawiać w spokoju, czy coś. Ten pomysł więc chyba nie był taki doskonały, jak się jej wydawał być na samym początku. Westchnęła sobie głośno, właściwie do siebie, w ten sposób odreagowała te wszystkie swoje przemyślenia.
- Jedno i drugie śmierdzi, nie widzę więc szczególnej różnicy. - Zresztą to była szkoła, mógłby chociaż znaleźć w sobie odrobinę przyzwoitości i wyjść na zewnątrz. Zdecydowanie ten typek uważał, że wszystko mu wolno. Ci starsi tak mieli, zdawała sobie z tego sprawę, okrpnie się panoszyli, co ją irytowało.
- Nie sądzę, żeby pani profesor robiło to różnicę. - Dalej, znajdowali się w szkole, Minewra na pewno nie byłaby zadowolona, gdyby doszły do jej uszu informacje o tym, że jeden z nich nie potrafi się zachować. Yaxleyówna była tego pewna.
- Nie wyglądasz mi na kogoś, kto mógłby kogoś zabić. - Zmierzyła go przy tym komentarzu od stóp do głów. Nie, żeby znała się na mordercach, czy coś, ale sporo czasu spędzała z łowcami, którzy potrafili odbierać życia. Ten tutaj wydawał się nie wiedzieć o czym mówi, był za bardzo wymuskany, zadzierał nosa, a krowa która dużo ryczy mało mleka daje, tak, zdecydowanie.
Nie bała się tych opowieści, wcale. Nie robiły na niej wrażenia, myślał, że ją przestraszy? Dobre sobie. - Ponoć umarła w czerwcu, faktycznie mogła być wtedy burza. - Zastanowiła się przez chwilę, właściwie to nie ciągnęła nigdy Marty za język, a w sumie chętnie usłyszałaby tę opowieść z jej ust.
Gdzie ona właściwie była?