Wręczyła kociej wersji Ginny smaczki, miała nadzieję, że nie pokusi się na ich spróbowanie, bo mogłoby to im nieco utrudnić złapanie kociaka, który siedział na drzewie. Czy animadzy właściwie jedli zwierzęcy pokarm? Nigdy się tym jakoś specjalnie nie interesowała, może to był odpowiedni moment, aby zadać takie pytania jej własnemu animagowii? Tak, na pewno wróci do tego tematu, gdy znajdzie się w domu. Nie chciała pytać o takie sprawy Ginny, bo znały się zbyt krótko i chyba nie do końca wypadało.
Kocia wersja kobiety próbowała się wspiąć na drzewo, okazało się jednak, że to wcale nie było takie proste, jakby się mogło wydawać. Podjęła kilka prób, nie poddawała się jednak, aż w końcu udało jej się wspiąć.
Obserwowała uważnie jej poczynania, żeby mieć pewność, że z niego nie spadnie. Niby koty spadają zawsze na cztery łapy, ale kto to właściwie wiedział ile w tym było prawdy.
Norka mrugnęła dwa razy, gdy zobaczyła ją w pośredniej wersji. Jak to w ogóle było możliwe, wydawało jej się, że znała kogoś o podobnych umiejętnościach, w sumie do dzisiaj nie wiedziała, czy tamta noc, gdy poczuła na sobie ptasie skrzydła to byl tylko sen, wytwór jej wyobraźni, czy jednak prawda. Teraz zaczęło ją to zastanawiać.
- Jasne. - Mruknęła jeszcze do Thomasa i zaczęła rozglądać się po okolicy, dobrze by było, żeby niepotrzebnie nie rzucali się w oczy i nie wzbudzali zainteresowania. Musieliby się martwić jeszcze o mugoli, lepiej było tego uniknąć.