Znowu działo się wiele. Były sprawy palące, które nie mogły czekać. Nie, żeby te inne były mniej palące, ale musiała jakoś ustalić sobie priorytety. Dziecko, które zabrali wczoraj z plaży i zostawili u Lizzy znajdowało się na szczycie listy. Później mogła zająć się swoimi własnymi sprawami, tak, musiała w ten sposób do tego podejść.
Uśmiechnęła się widząc, że jej narzeczony postanowił zbliżyć się do Mabel, wreszcie poznał tajemnicę, która ciążyła jej na sercu, wiele się mogło teraz zmienić, chociaż nie był to jeszcze ten moment, gdy miało to nadejść. Musiała wyjaśnić najpierw jeszcze sprawę niecierpiącą zwłoki.
Nie umknęło jej, że Samuel ponownie wybrał inną drogę. Starała się to zrozumieć, nie chciał zrobić nikomu krzywdy, a przynajmniej tak sugerował. Nie miała pojęcia, czy ta zmiana w ptaka nie była też w pewien sposób drogą ucieczki od tego, co się tutaj działo. Być może nie tego się spodziewał, nie miała jednak czasu, aby mu opowiedzieć o chłopcu, którego znaleźli na plaży, wtedy zajęta była gaszeniem innego pożaru. Miała wrażenie, że jest ich coraz więcej w jej życiu, na szczęście jeszcze jakoś udawało jej się w tym odnaleźć.
- Karl, Mabel, idźcie do waszego pokoju. - Powiedziała tonem, który w ogóle nie brał pod uwagę odmowy. Może się nieco zagalopowała, ale wolała, aby nie słyszeli tej historii, zdecydowanie to nie powinno dotrzeć do ich uszu - Później ci wszystko wyjaśnię. - Tak, musiała uchylić córce rąbka tajemnicy, bo wiedziała, że z tego niedopowiedzenia może wyjść małe bagno, a te drone uszy naprawdę lubiły słuchać i wyciągać z wypowiedzi tylko niektóre części.
Spoglądała na Erika. Nie miała pojęcia, co teraz działo się w jego głowie, to musiało zabrzmieć źle, miała tego świadomość, ale musiała to z siebie wyrzucić. Powinni coś z tym zrobić, bo ta decyzja nie była szczególnie przemyślana. - Tak, ukradłam komuś dziecko, znaczy ukradliśmy, Thomas, Woody i ja. - Nie omieszkała wspomnieć o wszystkich, którzy byli zaangażowani w sprawę, może wtedy nie uznają, że tylko ona jest winna tej kradzieży.
- No nie sama, sama przecież bym nie dała rady. - Erik akurat znał ją na tyle, że powinien o tym wiedzieć.
Potem Thomas zaczął wyjaśniać całą sytuację, w sumie dobrze, że tak się stało. Bała się, że mogłaby coś im źle wytłumaczyć. Z jego ust zawsze wszystko brzmiało jakoś tak w miarę logicznie.
- Nigdzie nie idę Brenn, muszę to najpierw wyjaśnić. - Nie zamierzała dać się odusnąć od tej sprawy, bo to był też jej problem, ona również była za to odpowiedzialna. Zresztą chciała wiedzieć, co stanie się z chłopcem, nie była obojętna na jego los.
- Jego matka zwiała do wody, ojciec chlał, co innego mielibyśmy zrobić? To nie było jedno piwo, on pił z Woodym bimber, czy jego inne cudowne trunki. Nawalił się strasznie, a ten chłopiec został tam sam. - Postanowiła jeszcze dodać nieco od siebie.