Nikomu nie mogli ufać, to była chyba najbardziej odpowiednia wersja. Mieli siebie, to powinno im wystarczyć, wiedziała, że tutaj nie ma szans na pomyłkę. Ambroise był jej rodziną, nigdy nie dał jej powodu do zwątpienia w to, że zależy jej przede wszystkim na jej bezpieczeństwie, jej dobrze. Nie ograniczał jej, próbował podsuwać odpowiednie metody, dzięki którym mogła rozwiązywać swoje problemy, działać lepiej. Nikt na całym świecie nie życzył jej lepiej od niego. Miała tego świadomość, nie sądziła bowiem nawet, żeby jej rodzina potrafiła to przewyższyć. Czym mu się odpłacała? Byciem jego utrapieniem.
Jasne, nie zawsze udawało im się od razu dogadać, znaleźć jakieś wspólne rozwiązanie, ale nie zamykali drzwi, kiedy temat nie był do końca wyjaśniony. Potrafili do tego wracać, szukali kolejnych rozwiązań. W tej chwili pojawił się problem, bo nie do końca wiedziała, czy faktycznie istnieje jakieś odpowiednie rozwiązanie. Drogi były dwie, albo byli z nimi, albo przeciwko nim, usilnie próbowała upierać się przy tym, że mogą pozostać neutralni, do wczoraj przynajmniej. Teraz nie do końca wiedziała, czy faktycznie to może przejść, czy jest w ogóle taka możliwość. Byłaby zdecydowanie najodpowiedniejsza, szczególnie teraz, kiedy właściwie dopiero zaczynali uczyć się żyć w tym nowym świecie. Miała wrażenie, że wcale im to nie wychodziło, aż tak źle, jak przypuszczała. Piaskownica okazała się być nie najgorszym miejscem do przeczekania tego wszystkiego. Tyle, czy właściwie mogli spędzić resztę życia na uboczu, w mugolskim miasteczku? Udawać, że ten problem ich nie dotyczy, że nie istnieje, może jakoś udałoby się im przetrwać w ten sposób trochę czasu, ale ile tak właściwie. Nie była tego pewna.
Niczego aktualnie nie była pewna, może jedynie tego, że faktycznie niepotrzebnie namieszała. Tego była świadoma w stuprocentach. Obawiała się, że decyzja, którą podjęła może doprowadzić do rozłamu, który może ich zniszczyć. Nie wybaczyłaby sobie tego, nie dałaby rady znieść myśli, że jest odpowiedzialna za spieprzenie jedynej rzeczy, która miała sens w jej życiu. Nie miała zamiaru brać tego na swoje barki, bo to był ciężar, którego nie mogła udźwignąć.
- Nie próbuje. - Miała przecież świadomość, że to nie miało żadnego sensu, jak nikt inny potrafił ją przejrzeć, dostrzegał jej każde, nawet najdrobniejsze kłamstwo, wyczuwał, gdy próbowała naginać prawdę, to było zbyteczne. Zdawała sobie z tego sprawę. Nie miała jednak pojęcia, jak powinna ugryźć ten problem, który się pojawił. Nie umiała znaleźć rozwiązania. Obawiała się, że faktycznie nie jest w stanie dotrzymać danego mu słowa, że tym razem to ją przerosło.
- Przygotujesz mnie do tego, żebym była sobie w stanie poradzić w każdej sytuacji, powinnam wiedzieć, jak atakować żeby miało to jakiś sens, nie chcę, żeby oni mieli nade mną kontrolę w jakikolwiek sposób. Muszę nauczyć się walczyć, dzięki temu ryzyko, o ile się pojawi będzie mniejsze. - Chciał szczerości, to zamierzała mu ją dać. Nie mogła mu obiecać, że więcej tego nie zrobi, mogła jednak się do tego bardziej odpowiednio przygotować. Wydawał się mieć w tym większe doświadczenie od niej, a przynajmniej tak brzmiał. Ona nie znała się na metodach walki z czarną magią, miał rację co do tego, że w szkole raczej nie nauczyli jej zbyt wiele. Później nie musiała się interesować tą dziedziną, teraz jednak mogło się jej to przydać. - Nie zamierzam angażować się w to bardziej niż do tej pory, nie chcę tego. - Musiała mu wszystko rozjaśnić, pokazać, jak ona właściwie to widzi. - Sam jednak wspomniałeś o tym, że jeden z twoich współpracowników był jednym z nich, lepiej przygotować się na każdą ewentualność. - Miała nadzieję, że jej argumenty do niego dotrą, że wreszcie uda im się porozumieć, na tym przede wszystkim jej zależało.
- Nie chę ponownie cię zawieść, zresztą jeśli będziesz miał pewność, że jestem w stanie chociaż trochę się przed tym bronić, to nie będziesz musiał się, aż tak o mnie martwić. - Starała się podejść do sprawy najprościej jak się dało. Nie zamierzała wychylać się przed szereg, nie zamierzała robić tego nigdy, ale musiała być gotowa na każdą ewentualność, bo jak widać do ataków mogło dojść w każdej chwili.
- W związku z tym, zastanawiałam się nad tym, czy nie łatwiej byłoby ci się pozbyć problemu, nadal, chociaż bardzo bym tego nie chciała, Roise, wiesz, że mi na tobie zależy, kurwa mać, kocham cię, ale czasem nie jestem w stanie zapanować nad pewnymi odruchami. - Pojawiały się i znikały zupełnie znienacka, starała się z tym walczyć, ale nie zawsze się jej udawało, czasem jej porywczy charakter przejmował władzę nad wszystkim innym.
Zwątpienie, które widziała w jego postawie ją przerażało, chyba jeszcze nigdy nie wyglądało to w ten sposób, a przecież naprawdę wiele razem przeżyli. Nie sądziła, że szybko uda jej się odbudować zaufanie, które straciła, nie łudziła się, że było inaczej. Nie patrzył na nią znowu, widziała, że toczył jakąś wewnętrzną walkę, ale nie dzielił się z nią tym. Nie mówił jej wszystkiego, nie pokazywał jej wszystkich swoich emocji. To ją martwiło.
- Oczekuję, że również będziesz ze mną szczery, całkowicie szczery. - Mieli za sobą wiele takich rozmów, a znowu wrócili do samego początku, zdecydowanie wszystko się sypnęło, chociaż jeszcze wczoraj rano życie wydawało się nie być szczególnie skomplikowane, mimo trwającej wojny. Jakoś sobie z tym radzili, jeden nieprzemyślany ruch wystarczył, aby zachwiać ich światem.
Nie spodziewała się, że mogła go skrzywdzić na tyle, że doprowadziła go do łez, nie widziała teraz jego twarzy, więc nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo źle się to potoczyło.