Wydawało jej się, że nie ma lepszej opcji, jeśli chodzi o podobne próby. Ambroise był przecież też uzdrowicielem, gdyby przypadkiem coś się jej stało podczas ich ewentualnego treningu, to mógłby jej od razu pomóc. Może to nie była jego specjalność, w końcu zajmował się przede wszystkim zatruciami, ale nie sądziła, by ktoś z grona jej bliskich, zaufanych osób miał ku temu większe predyspozycje od niego. Wydawał się jej być idealny do tego, aby w tym jej pomóc. Jak widać nie zamierzał jej jednak wcale tego ułatwiać. Odmówił jej, bez zawahania, tak po prostu.
Westchnęła jedynie ciężko i zacisnęła mocniej dłonie na pościeli. Powinna się była tego spodziewać. Nie do końca rozumiała z czego wynika ta odmowa, bo sam pomysł wydawał się jej być całkiem rozsądny. Naprawdę szukała najlepszych rozwiązań, jak widać to nie było jednym z nich skoro tak szybko odrzucił ten pomysł.
- Skoro tak uważasz. - Nie kryła rozczarowania w swoim głosie. Nie chciała szukać kogoś innego, kiedy miała najlepszą możliwość pod ręką. Szkoda, że nie chciał się w to zaangażować.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, co się wczoraj wydarzyło, bo była otumaniona, praktycznie nic do niej nie docierało, nie widziała, w jaki sposób walczył. Może gdyby ją o tym poinformował, to by nieco rozjaśniło jej myśli jednak tego nie zrobił. Milczał w tym temacie. Nie dzielił się z nią wszystkim. Czuła, że znowu zaczynają pojawiać się niedopowiedzenia, które kiedyś, dawno temu potrafiły bardzo szkodzić ich relacji. Obawiała się, że to może się powtórzyć, że znowu wrócą do punktu wyjścia. Jasne, sytuacja była bardzo niewygodna, może miała wobec niego zbyt duże oczekiwania, sądziła jednak, że są do ogarnięcia.
- To znajdź lepszy sposób, bo ja aktualnie nie potrafię tego zrobić. - Musiała mieć pewność, że sytuacja jak ta wczorajsza się nigdy więcej nie powtórzy, najłatwiej było zapobiegać, musiała więc przygotować się na to, że to może się powtórzyć. Nie łaziła po Londynie i nie szukała fanatyków Lorda Voldemorta, to oni pojawiali się w jej życiu. Na pewno zdarzy się to po raz kolejny. Wolała więc przygotować się na taką ewentualność, musiała mieć pewność, że będzie w stanie się im przeciwstawić.
To nie tak, że nie czuła się silna, gotowa do walki, wiedziała jednak, że jej dotychczasowe metody mogą na nich nie zadziałać. Nie łaziła też ciągle z kuszą w ręku. Jej sposób walki był dostosowany do mierzenia się z zupełnie innymi przeciwnikami. Nie była słaba, tylko musiała zyskać trochę doświadczenia, a wtedy bez problemu powinna sobie poradzić. Wierzyła w to, że jest wystarczająco bystra, aby się tego nauczyć.
- Skoro uciekli, to pewnie wrócą. - Nie wierzyła w cuda. To nie była opcja którą ona by wybrała. Sytuacja była może dynamiczna i nie pozwoliła Ambroisowi regagować inaczej, ale to, że oni uciekli powodowało, że na pewno wrócą. Miała nadzieję jednak, że nie zapamiętali z kim przyszło im walczyć, nie chciała być z tym łączona. To była kolejna rzecz o którą powinna się zatroszczyć, dosyć trudna do realizacji, być może stwierdzą, że pojawili się w złym miejsce i w złym czasie i przez to stawiali opór. Wolałaby, aby nikt nie myślał o tym, że wybrała jakąś stronę. Musiała mieć na uwadze bezpieczeństwo całej swojej rodziny, przede wszystkim Roisa, ale nie był jedyną osobą o którą się martwiła. To mogło przynieść zdecydowanie większe problemy.
- Jak sobie życzysz. - Stwierdziła jedynie fakt, który zauważyła, juz kiedys to zrobiła, pamiętała, że również próbował sugerować jej, że wcale tak nie jest. Nie mogła się jednak oszukiwać. To było problematyczne, jej nie do końca przemyślane odruchy, mogły przynieść wiele złego. BYł to ubytek, który nie miała pojęcia właściwie skąd wynikał. Gdyby miała choć odrobinę zdrowego rozsądku, to by stamtąd po prostu zniknęła, ale nie miała, wolała walczyć w nierównym starciu.
Najwyraźniej wyjątkowo znaleźli sporo tematów, które postanowili przemilczeć. Skoro nie chciał o tym rozmawiac, nie zamierzała go do tego zmuszać, tyle, że nie do końca jej się to podobało. Nie był to jednak moment, w którym znalazłaby sobie siłę aby z tym walczyć, poddała się. Była zmęczona, marzyła jedynie o tym, żeby stąd wyjść i wrócić do normalności. Tyle, czy właściwie było to możliwe po tym, co się wczoraj wydarzyło? Nie do końca, wiedziała, że nie. Pojawiła się rysa na ich idealnym życiu, której pewnie tak łatwo się nie pozbędą. W tym wszystkim jedynym pozytywem było to, że nie zamierzał jej przez to przekreślić, jedyne, drobne światełko nadziei na to, że może faktycznie wszystko się jeszcze ułoży.
Wojna trochę skomplikowała jej wizję przyszłości, miała wrażenie, że teraz nie mogą patrzeć w nią jak wcześniej, bo nic nie było pewne. Skąd mogła wiedzieć, że nie znajdą się kiedyś zupełnie przypadkiem w jakimś miejscu, z którego nie będzie już powrotu.
Nie mogli mieć pewności, że są bezpieczni, również nie do końca wyobrażała sobie, że mogliby trzymać się całkowicie z dala od tego wszystkiego. Nie dało się żyć w ten sposób.
Pozwoliła sobie w końcu opaść na łóżko. Najwyraźniej potrzebowali potrzeby od tej wymiany zdań, może dobrze in ona zrobi. Przymknęła oczy, próbowała sobie ułożyć wszystko w głowie, chociaż miała wrażenie, że nie do końca jest co układać.