30.10.2024, 09:55 ✶
Widać. Gryfoni chyba ogólnie rzadko się zastanawiają, pomyślała Charlotte, ale rzecz jasna nie powiedziała tego na głos. Znając myśli Electry może nie ugryzłaby się w język i skomentowała, że Dedalus nie poniósł konsekwencji, ale jego syn ponosił je nieustannie – to jednak w gruncie rzeczy absolutnie nie była jej sprawa. A Kelly bardzo rzadko zawracała sobie głowę życiem innych ludzi, póki jej to w jakiś sposób nie dotyczyło.
– Ciasteczko? – zaproponowała grzecznie, jak gdyby nigdy nic, absolutnie ignorując rzeczy, które wypadły z torebki Electry i próby Jessiego zrzucenia winy na niewinnego psiaka. – Warto się zastanowić nad tym tematem. Niestety, czasem zdarza się jakiś drobiazg, do którego nie przywiązywało się wagi, bardzo później komplikuje wiele spraw i utrudnia osiągnięcie rzeczy, na których człowiekowi zaczyna zależeć – poradziła życzliwym tonem, ale ani trochę nie napastliwie, on jakby była szczerze zatroskana… po prawdzie to trochę była. Może powinna poprosić Ritę, żeby znalazła kolegów dla brata? Ona na pewno nie wybrałaby goblina ani kogoś nieodpowiedzialnego.
Tak sobie myślała Charlotte, absolutnie nieświadoma, że wkrótce jej córka umówi się z Brygadzistą, zadającym się z francuskim wampirem i opuszczającym uparcie pozycję podczas pracy. Dobrze, że o tak wielu rzeczach nie miała pojęcia, bo gdyby wiedza spadła na nią na raz, to by się musiała położyć z zimnym okładem na czole.
– Wydaje mi się, że niedawno Prewettówna z Gryffindoru wychodziła za jednego z Weasleyów. Zdaje się, że jej bracia też byli w Gryffindorze… Zapamiętałam, bo obaj są rudzi i bardzo podobni, widziałam ich w Ministerstwie. Gideon i Fabian? – zastanowiła się na głos, mówiąc rzecz jasna o Molly Weasley. Ale Prewettowie byli całkiem sporą rodziną, poza tym istniała całkiem spora szansa, że trzymali się z daleka, bo na przykład nie lubili takiego Edwarda Prewetta.
Charlotte pod tym względem bardzo się z nimi zgadzała.
– Ciasteczko? – zaproponowała grzecznie, jak gdyby nigdy nic, absolutnie ignorując rzeczy, które wypadły z torebki Electry i próby Jessiego zrzucenia winy na niewinnego psiaka. – Warto się zastanowić nad tym tematem. Niestety, czasem zdarza się jakiś drobiazg, do którego nie przywiązywało się wagi, bardzo później komplikuje wiele spraw i utrudnia osiągnięcie rzeczy, na których człowiekowi zaczyna zależeć – poradziła życzliwym tonem, ale ani trochę nie napastliwie, on jakby była szczerze zatroskana… po prawdzie to trochę była. Może powinna poprosić Ritę, żeby znalazła kolegów dla brata? Ona na pewno nie wybrałaby goblina ani kogoś nieodpowiedzialnego.
Tak sobie myślała Charlotte, absolutnie nieświadoma, że wkrótce jej córka umówi się z Brygadzistą, zadającym się z francuskim wampirem i opuszczającym uparcie pozycję podczas pracy. Dobrze, że o tak wielu rzeczach nie miała pojęcia, bo gdyby wiedza spadła na nią na raz, to by się musiała położyć z zimnym okładem na czole.
– Wydaje mi się, że niedawno Prewettówna z Gryffindoru wychodziła za jednego z Weasleyów. Zdaje się, że jej bracia też byli w Gryffindorze… Zapamiętałam, bo obaj są rudzi i bardzo podobni, widziałam ich w Ministerstwie. Gideon i Fabian? – zastanowiła się na głos, mówiąc rzecz jasna o Molly Weasley. Ale Prewettowie byli całkiem sporą rodziną, poza tym istniała całkiem spora szansa, że trzymali się z daleka, bo na przykład nie lubili takiego Edwarda Prewetta.
Charlotte pod tym względem bardzo się z nimi zgadzała.