30.10.2024, 10:58 ✶
– Nie rozbij sobie głowy – powiedziała Charlotte automatycznie, gdy Theo urządził ślizg przez przedpokój i walnął o framugę. Nie żeby specjalnie liczyła na to, że ostrzeżenie przyniesie jakieś rezultaty albo zamierzała specjalnie protestować przeciwko bieganiu po domu – ona ostrzegała, jak i tak rozwali sobie głowę, to może potem nie spróbuje kolejny raz. – Sam wiesz, jak to jest w Departamencie Tajemnic, kochanie. Mrok, śmierć i mnóstwo rzeczy, o których nie wolno mi mówić – odparła najstarszemu synowi, zerkając na niego z uśmiechem.
- Nie jadłam, nie miałam czasu iść na stołówkę. Możemy wyjść do Dziurawego Kotła, jeżeli jeszcze nie jedliście… Rita chyba jeszcze nie wróciła z Ministerstwa? – Charlotte bardzo chciałaby obwiniać za te nadgodziny jej pracodawców, ale obawiała się, że ani Jonathan, ani Anthony nie zmuszają Rity do pracy ponad siły, a ta po prostu chciała być najlepsza.
Nie żeby Kelly akurat tego nie popierała, ale miała nadzieję, że córka nie dawała się wykorzystywać.
– Nie krzyczałabym, gdyby twój pies nie próbował porwać mi rajstop – oświadczyła, uparcie trzymając się tego, że Benij to pies Jessiego, nie rodziny, a już absolutnie, ale to absolutnie nie jej. Mógł być też trochę Rity, i Theo, i nawet Jonathana, ale ona tylko dawała mu co jakiś czas miskę czy poklepała po głowie. – To któryś z was? – spytała nagle, marszcząc jasne, cienkie brwi, i spoglądając w łazienkowe lustro.
Bo to zaczęło pokrywać się szronem.
A gdyby chłopcy rozejrzeli się po przedpokoju, mogliby zorientować się, że cieniutka warstwa szronu zaczęła pokrywać także to, które wisiało tam (bo oczywiście Charlotte bardzo lubiła lustra, i w efekcie w ich mieszkaniu były takie aż trzy – w przedpokoju, w łazience i największe, w jej sypialni, aby mogła oceniać, jak wygląda w danym stroju przed wyjściem. To znaczy w którym stroju wygląda najlepiej, bo utrzymywała, że w każdym – nawet w worku – wygląda absolutnie wspaniale).
- Nie jadłam, nie miałam czasu iść na stołówkę. Możemy wyjść do Dziurawego Kotła, jeżeli jeszcze nie jedliście… Rita chyba jeszcze nie wróciła z Ministerstwa? – Charlotte bardzo chciałaby obwiniać za te nadgodziny jej pracodawców, ale obawiała się, że ani Jonathan, ani Anthony nie zmuszają Rity do pracy ponad siły, a ta po prostu chciała być najlepsza.
Nie żeby Kelly akurat tego nie popierała, ale miała nadzieję, że córka nie dawała się wykorzystywać.
– Nie krzyczałabym, gdyby twój pies nie próbował porwać mi rajstop – oświadczyła, uparcie trzymając się tego, że Benij to pies Jessiego, nie rodziny, a już absolutnie, ale to absolutnie nie jej. Mógł być też trochę Rity, i Theo, i nawet Jonathana, ale ona tylko dawała mu co jakiś czas miskę czy poklepała po głowie. – To któryś z was? – spytała nagle, marszcząc jasne, cienkie brwi, i spoglądając w łazienkowe lustro.
Bo to zaczęło pokrywać się szronem.
A gdyby chłopcy rozejrzeli się po przedpokoju, mogliby zorientować się, że cieniutka warstwa szronu zaczęła pokrywać także to, które wisiało tam (bo oczywiście Charlotte bardzo lubiła lustra, i w efekcie w ich mieszkaniu były takie aż trzy – w przedpokoju, w łazience i największe, w jej sypialni, aby mogła oceniać, jak wygląda w danym stroju przed wyjściem. To znaczy w którym stroju wygląda najlepiej, bo utrzymywała, że w każdym – nawet w worku – wygląda absolutnie wspaniale).