30.10.2024, 11:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2024, 11:48 przez Brenna Longbottom.)
– Będę tym razem zachłanna i wezmę… no dobrze, nie wszystkie, zostawmy im ze trzy zapasowe, bo inaczej Karl gotowy się śmiertelnie na mnie obrazić. – Kiwnęła tylko głową, akceptując decyzję Thomasa, i po prostu mając zamiar w związku z tym pojawić się za jakiś czas na progu Figgów z jakimś narzędziami czy jeszcze czymś innym – się wymyśli, gdy jej głowy nie będą zaprzątały… hm, kleszcze tkwiące w głowie Tessy. – Karl i Pazur zawsze zachowują się jak rozwydrzone bachory. Za to je kochamy – powiedziała, chociaż jej uśmiech przybladł odrobinę, gdy jej myśli pomknęły na chwilę ku Salemowi, który z kolei zawsze zachowywał się jak koci król.
Kolejna z wielu strat, jakie przyniosło ze sobą Beltane.
Quintessa nie mogła być kolejną z nich.
Derwin, Salem, Jason, Cain, długa lista ofiar z Beltane. Widmowa twarz dziecka z Kniei. Krew na drzewie. Postarzała twarz Mildred Found. Mały Charlie Dafoe, któremu ukradziono młodość. Ciała znalezione na polu.
Tessa.
Uniosła dłoń do szyi, przesunęła palcami po gardle, czując na nim nagły nacisk, jakby coś ścisnęło je od środka, a potem odetchnęła. Nie mogła teraz poddać się panice, ale rozpaczliwej myśli, że Voldemort wygrywał tę wojnę: że po Beltane nikt w Anglii nie był bezpieczny.
Że nawet jeśli teraz uratują Tessę, ktoś zginie chwilę później.
– Brzmi trochę niemożliwie, ale nie znam się na mechanizmach – powiedziała Brenna, całkiem normalnym głosem, opuszczając rękę i znów uśmiechnęła się do Thomasa, jak gdyby nigdy nic. Miała nadzieję, że kot z sanktuarium Figgów nie posłał ich na beznadziejną misję po coś, czego nie dało się skonstruować. To by przecież całkiem pasowało do kotów, chociaż dwie pozostałe prośby, figurka Bastet oraz świeże ryby, nie były aż tak absurdalnymi zadaniami… zwłaszcza dla osób, którym akurat na pieniądzach nie zbywało. I kiedy Thomas ocenił, że jest w stanie coś takiego stworzyć, w dodatku w miarę szybko, poczuła, jak zalewa ją ulga.
– Dwa. Potrzebuję dwóch – stwierdziła. Koty tylu zażądały i chociaż Brenna ogólnie lubiła koty, to nie zamierzała być tutaj nadgorliwa: zależało jej, aby jak najszybciej odprawiono rytuał. I… być może… zdołają się dowiedzieć, czym był ten kleszcz i w jaki sposób dostał się do głowy Quintessy. – Faktycznie, to w cholerę pilne, wszystko w Stawie może poczekać, ile będzie trzeba, ale tego potrzebuję na wczoraj, więc jeżeli dasz je zrobić dzisiaj, to będzie cudowne. Potrzebujesz jakichś materiałów? Mogę polecieć, od razu je kupić i ci dostarczyć.
Kolejna z wielu strat, jakie przyniosło ze sobą Beltane.
Quintessa nie mogła być kolejną z nich.
Derwin, Salem, Jason, Cain, długa lista ofiar z Beltane. Widmowa twarz dziecka z Kniei. Krew na drzewie. Postarzała twarz Mildred Found. Mały Charlie Dafoe, któremu ukradziono młodość. Ciała znalezione na polu.
Tessa.
Uniosła dłoń do szyi, przesunęła palcami po gardle, czując na nim nagły nacisk, jakby coś ścisnęło je od środka, a potem odetchnęła. Nie mogła teraz poddać się panice, ale rozpaczliwej myśli, że Voldemort wygrywał tę wojnę: że po Beltane nikt w Anglii nie był bezpieczny.
Że nawet jeśli teraz uratują Tessę, ktoś zginie chwilę później.
– Brzmi trochę niemożliwie, ale nie znam się na mechanizmach – powiedziała Brenna, całkiem normalnym głosem, opuszczając rękę i znów uśmiechnęła się do Thomasa, jak gdyby nigdy nic. Miała nadzieję, że kot z sanktuarium Figgów nie posłał ich na beznadziejną misję po coś, czego nie dało się skonstruować. To by przecież całkiem pasowało do kotów, chociaż dwie pozostałe prośby, figurka Bastet oraz świeże ryby, nie były aż tak absurdalnymi zadaniami… zwłaszcza dla osób, którym akurat na pieniądzach nie zbywało. I kiedy Thomas ocenił, że jest w stanie coś takiego stworzyć, w dodatku w miarę szybko, poczuła, jak zalewa ją ulga.
– Dwa. Potrzebuję dwóch – stwierdziła. Koty tylu zażądały i chociaż Brenna ogólnie lubiła koty, to nie zamierzała być tutaj nadgorliwa: zależało jej, aby jak najszybciej odprawiono rytuał. I… być może… zdołają się dowiedzieć, czym był ten kleszcz i w jaki sposób dostał się do głowy Quintessy. – Faktycznie, to w cholerę pilne, wszystko w Stawie może poczekać, ile będzie trzeba, ale tego potrzebuję na wczoraj, więc jeżeli dasz je zrobić dzisiaj, to będzie cudowne. Potrzebujesz jakichś materiałów? Mogę polecieć, od razu je kupić i ci dostarczyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.