21.01.2023, 12:36 ✶
Ktoś, kto nie orientował się w kształcie tutejszego magicznego świata, mógł mieć nie małe problemy z tym, aby sprawnie się po nim poruszać. Pozornie wszelkie drogi prowadziły do dziurawego kotła, co w praktyce nie sprawdzało się najlepiej i niewiele miało wspólnego z rzeczywistością. Sophie przekonała się o tym na własnej skórze już w pierwszych dniach swojego pobytu w Londynie. Jako auror w USA miała obowiązek dobrze orientować się w terenie. Zapamiętywać ścieżki, które w normalnych okolicznościach nie byłyby kompletnie zapamiętane. Merlin jej świadkiem że usilnie starała się stosować te same metody w Wielkiej Brytanii aby szybciej nauczyć się tego, jak powinna poruszać się w tym mieście. Niestety, zadanie okazało się niebywale trudne i szybko poległa.
Sądziła, że jeśli skręci w tę uliczkę, to dotrze do sklepu gdzie będzie mogła kupić składniki magiczne potrzebne do jednego eliksiru. Okazało się, że ta droga kompletnie nie prowadziła tam, gdzie Sophie sądziła. Dlatego wylądowała w uliczce, która prawdopodobnie nie była zbyt często odwiedzana przez normalnych obywateli magicznej społeczności, o czym dziewczyna szybko się przekonała.
Od razu spostrzegła, że wyróżniała się z tłumu choćby swoim ubiorem, który był nadzwyczajnie nijaki a jednak właśnie to stanowiło o fakcie, że rzucała się w oczy. Wokół niej pełno było lumpów, których spojrzenia czuła na swoich plecach. I których wolała unikać, a jednak los pragnął inaczej. Mimo, że jej różdżka znajdowała się w kieszeni kurtki, to ona sama była bardzo skupiona i gotowa zaatakować, jeśli tylko zaszła by taka konieczność. Otóż Sophie doskonale rozumiała, że jest w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie.
Nim się obejrzała dwóch mężczyzn podeszło zbyt blisko. Niewiele myśląc, bezróżdżkowo wypaliła w ich kierunku zaklęciem pełnego porażenia ciała, jedynie delikatnie manewrując przy tym nadgarstkiem. Nie mieli prawa zauważyć skąd nadszedł atak, ruch był praktycznie niewidoczny. Za to inni doskonale widzieli dwa padające na ziemię ciała. Serce Sophie zabiło mocniej. Chciała się stąd wydostać, byle szybciej.
Sądziła, że jeśli skręci w tę uliczkę, to dotrze do sklepu gdzie będzie mogła kupić składniki magiczne potrzebne do jednego eliksiru. Okazało się, że ta droga kompletnie nie prowadziła tam, gdzie Sophie sądziła. Dlatego wylądowała w uliczce, która prawdopodobnie nie była zbyt często odwiedzana przez normalnych obywateli magicznej społeczności, o czym dziewczyna szybko się przekonała.
Od razu spostrzegła, że wyróżniała się z tłumu choćby swoim ubiorem, który był nadzwyczajnie nijaki a jednak właśnie to stanowiło o fakcie, że rzucała się w oczy. Wokół niej pełno było lumpów, których spojrzenia czuła na swoich plecach. I których wolała unikać, a jednak los pragnął inaczej. Mimo, że jej różdżka znajdowała się w kieszeni kurtki, to ona sama była bardzo skupiona i gotowa zaatakować, jeśli tylko zaszła by taka konieczność. Otóż Sophie doskonale rozumiała, że jest w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie.
Nim się obejrzała dwóch mężczyzn podeszło zbyt blisko. Niewiele myśląc, bezróżdżkowo wypaliła w ich kierunku zaklęciem pełnego porażenia ciała, jedynie delikatnie manewrując przy tym nadgarstkiem. Nie mieli prawa zauważyć skąd nadszedł atak, ruch był praktycznie niewidoczny. Za to inni doskonale widzieli dwa padające na ziemię ciała. Serce Sophie zabiło mocniej. Chciała się stąd wydostać, byle szybciej.