Droczyła się z nim dalej? Testowała jego cierpliwość? Gdyby miał jej powiedzieć prawdę, być może więcej by jej nie widział. Dla jej dobra. Dla jej bezpieczeństwa. To ona nalegała na spotkanie, nie on. Przekręcała sytuację najpewniej robiąc to specjalnie. Że miał do niej jeszcze cierpliwość.
- Ty namawiałaś mnie na spotkanie. Ty się bardziej stęskniłaś.Poprawił ją. Gdyż nawet jeżeli miało to z jej ust brzmieć jakoś żartobliwie, to on tego nie kupował. Nie zrozumiał? Zapomniała pewnie, że żarty i on, to nieodpowiednie połączenie.
Zauważył z kolei, jak pochłonęła kawałek ciasta. Powinni jej postawić blachę. Może przestałaby tyle gadać i w skupieniu i ciszy, odhaczyłby spotkanie z nią.
Westchnął. Posiadanie jej na swojej głowie było utrapieniem. Ale widocznie nie będzie miał wyjścia, skoro nie zamierzała już na czas pełni, zamykać się w rezydencji rodzinnej. Knieja też nie była zbyt dobrym miejscem dla wilkołaków. Nie w tym ostatnim czasie. W ostatnich miesiącach.
- Kim jest ta osoba?Zapytał. Poważnie. Chciał wiedzieć, kto będzie jej pilnował, aby w razie nieodpowiedzialności mieć jak go opierdolić, torturować i na koniec zabić.
Niestety Faye poruszyła w miejscu publicznym nieodpowiedni temat do rozmowy, którego szczegółów Nicholas nie mógł przedstawić. Nie mógł odpowiedzieć na jej pytania. Chroniło go także prawo niewymownego. Gdyby ktoś doniósł, mógłby stracić przez nią pracę.
- Jesteś wstanie mi powiedzieć, w jaki sposób przetrwasz pełnie? Jeżeli nie chcesz jak do tej pory, wracać co miesiąc do rezydencji?Zapytał dość poważnie. Musi być przekonująca, aby się zgodził, okłamywać rodziców. Albo będzie pisał im prawdę. Wszystko zależało od jej odpowiedzi. Nicholas pozostawał nadal chłodny i nieugięty w swoich odpowiedziach. Sięgnął po kawę, aby upić kolejny łyk.