Nie przejmowała się brakiem wyjebania u innych osób, wręcz przeciwnie. W końcu po to ich prowokowała, aby zaczęli przechodzić do czynów. Przyjemność sprawiał jej widok ich zdenerwowania, sama zresztą chętnie sięgała po tłumaczenie swoich argumentów przy pomocy siły, była to chyba jej ulubiona metoda wyjaśniania problemów. Może nie do końca zdrowa, ale całkiem skuteczna. Mało kto się po niej spodziewał tego, że faktycznie wie co robi. W tym była naprawdę mocno doświadczona - Yaxleyowie nie oszczędzali swoich dzieci, wręcz przeciwnie wychowywali je dosyć szorstko, aby były sobie w stanie poradzić w każdym starciu. Może dlatego wygrywała większość bójek w których brała udział. McGonagall chyba zdążyła przywyknąć już do tego, że jeśli gdzieś dochodziło do jakiejś bójki, to zazwyczaj była tam Geraldine. Taki zbieg okoliczności.
- Lekceważysz mnie, ale to dobrze. - Dodała z uśmiechem, raczej nie do końca szczerym. Przywykła do tego, że mało kto potrafił ją docenić. Często spotykała się z podobnymi reakcjami, to było całkiem wygodne, bo nie spodziewali się tego, na co faktycznie ją stać. Dzięki temu łatwiej jej było zadawać ciosy.
- No, gdybym wykitowała. - Mogłby się chwalić tym, że doprowadził gówniarę do omdlenia przez dym papierosowy, naprawdę wspaniały wyczyn. Tak, ogromny powód do dumy.
Mimo, że może niespecjalnie chciała się tym dzielić, to jego porada faktycznie podziałała, nawet jakoś jej szło to jaranie szluga, chociaż nie do końca się jeszcze zaciągała, to powinno przyjść wraz z doświadczeniem. Nie zakładała, że będzie sięgać po fajki zbyt często, chociaż okazało się to być całkiem niezłym sposobem na ukojenie nerwów, skupiła się bowiem całkowicie na tym, aby palić to w poprawny sposób. Zapomniała zupełnie o tym, dlaczego znalazła się w tej łazience. Działało.
Nie przejmowała się szczególnie tym, że mogłaby zostać przyłapana na jaraniu szlugów. Nie oszukujmy się - miała gdzieś kolejne szlabany, czy listy do rodziców. Ojciec wiedział, jak się zachowywała, matka nie była może szczególnie dumna z jej osiągnięć, ale Gerladine nigdy nie chodziło o jej uznanie. Miała gdzieś jej zdanie, nie lubiły się jakoś szczególnie.
- Morgano... Nie potrafisz znaleźć złotego środka. - Liczyła jednak na nieco barwniejszy finał historii, a nie to, co wszyscy wiedzieli. Coraz bardziej upewniała się, że zdecydowanie nadają z tym typem na innych falach i podchodził do wszystkiego zbyt dosłownie. Nie mogła się spodziewać cudów, chłopcy tak mieli, wiedziała, że nie można się po nich zbyt wiele spodziewać. Aktualnie była na etapie, w którym nie znosiła typów, a przynajmniej większości z nich. Nie rozumiała tych wianuszków dziewcząt, które uganiały się za tymi popularniejszymi, co one w nich widziały? Fujka. Bawiło ją wręcz to, kiedy osaczały jej kumpli z drużyny.
- Nie chcesz tego sprawdzić. - Skończyła palić swojego szluga i przygasiła go, jak on wcześniej o ten śnieg na parapecie. Sięgnęła przy okazji dłonią po biały puch, który znajdował się na parapecie i zaczęła sobie z niego formować kulkę w dłoniach, coś czuła, że może się jej jeszcze do czegoś przydać.
Okazało się, że okazja nadarzyła się szybciej, niżby mogła przypuszczać. Bez zastanowienia machnęła lewą ręką w której miała śnieżkę i rzuciła mu nią w twarz, siedział całkiem blisko i spodziewała się, że była spora szansa, że w niego trafi. Tak, chciała mu zetrzeć ten uśmieszek z twarzy, bo strasznie ją irytował.
Niestety akurat wtedy pojawiła się ona - ich zguba. Zaczyściła ich swoja obecnością, a raczej dała znać o tym, że wcale ich nie ignoruje. Musiała podsłuchiwać o czym rozmawiali. Typowe.
Yaxleyówna spojrzała na ducha, który chyba właśnie przeżywał jakieś załamanie nerwowe, czy duchy w ogóle mogłuy to robić? Ten chyba tak. Rozbawiło ją to niesamowicie, chociaż nie chciała dać po sobie tego poznać. Nie miała pojęcia, jak można było być, az tak żałosnym, teraz jeszcze bardziej wkurwiała ją myśl, że ten typ zakładał, że są do siebie podobne.
- Pierdolisz. - Mruknęła cicho nie odrywając od niej wzroku.
- WOŁAŁAM CIĘ, JAKBYŚ NIE ZAUWAŻYŁA, TO UDAWAŁAŚ, ŻE CIĘ TUTAJ NIE MA. - Zamierzała im wyrzucać, że gadali o niej bez niej - proszę bardzo. Miała zamiar jej przypomnieć o tym, jak faktycznie wyglądała sytuacja. - Jak można wyzionąć ducha we właściwy sposób? Jest jakaś odpowiednia metoda najmilej widziana? - Zmieniła nieco ton głosu, ale ją to zaciekawiło, może duchy urządzały sobie jakiś festiwal, na którym to ustalały?