31.10.2024, 17:46 ✶
Tessa nie odpowiedziała na pytanie - Brenna nie była pewna, czy dlatego, że odpowiedzieć nie chciała, czy ponieważ zaabsorbowały ją kocie próby posadzenia jej na fotelu. Longbottom obserwowała, jak Quintessa siada, jak kot usiłuje wejść jej na głowę... nie rozumiejąc z tego absolutnie niczego.
Dopiero mówiący dachowiec, jeden z tych magicznych kotów Figgów, ściągnął jej uwagę. Drgnęła niespokojnie, gdy wspomniał o kleszczu w głowie, a spojrzenie Brenny znowu powędrowało ku Tessie, jakby spodziewała się zobaczyć pasożyta gołym okiem.
To wszystko było prawie jak sen. Absurdalny koszmar, w którym nic nie ma sensu. Słuchała poleceń kota, prześladowana poczuciem nierealności. Gdyby to był normalny dzień, pewnie zadawałaby więcej pytań, teleportowała się do Karla albo... albo w ogóle się tutaj nie pojawiła. Ale to nie był normalny dzień. Morpheus nie kwestionował słów kotów, bo skądś wiedział, że musieli tu przyjść. Tessa zgodziła się bez protestów być może dlatego, że faktycznie czuła, że coś jest nie tak. A Brenna...
Brenna wciąż pamiętała.
Trzy dni w tył, inaczej Quintessa umrze.
A więc posążek z antykwariatu, w którym Tessa gromadziła właśnie takie rzeczy, pieniądze Morpheusa zamienione na ryby z jakiegoś nadmorskiego targowiska. Jej pozostawało załatwić nakręcane myszy.
- Trzy godziny - sprostowała. - Myszy mogę załatwić od ręki, ale nakręczacze trzeba będzie zrobić.
Miała szczęście, wszyscy mieli szczęście, że był ktoś, kto znał się na takich rzeczach i kto gotów był rzucić wszystko, tylko dlatego, że poproszą. Czy ta myśl wzbudzała wyrzuty sumienia? Może trochę. Ale nie było na nie czasu, bo Tessa potrzebowała pilnej pomocy. Brenna też nie chciała załatwiać tego w kilka dni: bała się, że stan ciotki mógłby się pogorszyć.
- Słyszałam, że najlepsze ryby można dostać w Brixham. Będę ostrożna - obiecała więc jedynie, zanim ostrożnie ruszyła ku wyjściu, by teleportować się tuż za progiem. Prosto do Księżycowego Stawu, gdzie dziś powinien być Thomas Figg.
Dopiero mówiący dachowiec, jeden z tych magicznych kotów Figgów, ściągnął jej uwagę. Drgnęła niespokojnie, gdy wspomniał o kleszczu w głowie, a spojrzenie Brenny znowu powędrowało ku Tessie, jakby spodziewała się zobaczyć pasożyta gołym okiem.
To wszystko było prawie jak sen. Absurdalny koszmar, w którym nic nie ma sensu. Słuchała poleceń kota, prześladowana poczuciem nierealności. Gdyby to był normalny dzień, pewnie zadawałaby więcej pytań, teleportowała się do Karla albo... albo w ogóle się tutaj nie pojawiła. Ale to nie był normalny dzień. Morpheus nie kwestionował słów kotów, bo skądś wiedział, że musieli tu przyjść. Tessa zgodziła się bez protestów być może dlatego, że faktycznie czuła, że coś jest nie tak. A Brenna...
Brenna wciąż pamiętała.
Trzy dni w tył, inaczej Quintessa umrze.
A więc posążek z antykwariatu, w którym Tessa gromadziła właśnie takie rzeczy, pieniądze Morpheusa zamienione na ryby z jakiegoś nadmorskiego targowiska. Jej pozostawało załatwić nakręcane myszy.
- Trzy godziny - sprostowała. - Myszy mogę załatwić od ręki, ale nakręczacze trzeba będzie zrobić.
Miała szczęście, wszyscy mieli szczęście, że był ktoś, kto znał się na takich rzeczach i kto gotów był rzucić wszystko, tylko dlatego, że poproszą. Czy ta myśl wzbudzała wyrzuty sumienia? Może trochę. Ale nie było na nie czasu, bo Tessa potrzebowała pilnej pomocy. Brenna też nie chciała załatwiać tego w kilka dni: bała się, że stan ciotki mógłby się pogorszyć.
- Słyszałam, że najlepsze ryby można dostać w Brixham. Będę ostrożna - obiecała więc jedynie, zanim ostrożnie ruszyła ku wyjściu, by teleportować się tuż za progiem. Prosto do Księżycowego Stawu, gdzie dziś powinien być Thomas Figg.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.