31.10.2024, 18:48 ✶
odpowiadam Baldwinowi, pytam Avery, co się stało, uspokajam moją bestie, by się nie martwiła
– Dziękuję za współpracę.
Nie zareagowała na słowa Baldwina: ani pogarda wobec mugolaków, ani wobec policji, ani nawet personalnie wobec niej, bo tak odczytywała to spojrzenie, nie była dla niej czymś nowym. W tej chwili liczyło się głównie to, że postanowili nie pakować się do namiotu, a taśmy, które wyczarowała w obawie, że sama prośba nie wystarczy, okazały się dość mocne. Wzrok, pełen pogardy napotkał więc na słabo widoczną w półmroku twarz jakby wypraną z wszelkich emocji, która nie drgnęła na żadne wypowiedziane przez niego słowo. Ot kolejna tępa Brygadzistka, nic ciekawego, nawet nie blondynka.
Informacja, że młody artysta był otwartym przeciwnikiem „szlam” oraz Brygady była może cenna, zwłaszcza w kontekście napaści, do jakiej doszło, ale Brenna nie była na tyle naiwna, by nie zdawać sobie sprawy z tego, że podobne zdanie miała połowa gości – po prostu nie wszyscy wyrażali je na głos.
Zaraz zresztą odwróciła głowę, bo błysnął aparat, starając się nie pokazywać twarzy wprost do obiektywu. Ręka, którą trzymała różdżkę przesunęła się, próbując zasłonić Avery tak, aby była jak najmniej na tym zdjęciu widoczna. O ile pełne pogardy uwagi Malfoya nie zdołały jej poruszyć, o tyle teraz zacisnęła szczęki w niemej złości. Avery nie chciała, by ktoś ją tak oglądał.
Ale potem zwróciła spojrzenie z powrotem na Raphaelę, a jej mina i ton natychmiast złagodniały.
– Za chwilę zabierzemy cię do uzdrowiciela – obiecała cicho, odsuwając się odrobinę, ale tak by wciąż ją częściowo zasłaniać, na wypadek gdyby ktoś usiłował znowu błyskać aparatem. – Gdzie cię boli? Jesteś w stanie powiedzieć mi, kto cię zaatakował?
Uniosła głowę dopiero, kiedy Atreus wparował do namiotu - spodziewałaby się raczej brata. Być może zajmował się jednak Ministrą?
– Chyba tak. Carrow byłby najlepszy - odparła. – Niech mi się tu nie pakują, może złapię świeży trop – dodała, nie chcąc, żeby wszyscy Brygadziści od razu zaczęli wchodzić do środku. Nie liczyła, że zdoła na wiele się natknąć, ludzi wokół było wielu, ale musiała przynajmniej spróbować. – Ktoś zrobił zdjęcia – dodała jeszcze, sama póki co nie ruszając się z miejsca, niepewna czy Avery usiedzi na krześle, jeżeli ją puści. Głos Eden sprawił, że drgnęła i znowu obróciła się ku wejściu do namiotu.
- Ogarniemy! - zawołała do Lestrange, by ją uspokoić: sytuacja była trudna, ale mogło być znacznie gorzej.
Pomyślała, że Eden miała rację: i że, czego zupełnie się nie spodziewała, ta kobieta była chyba jedną z najtrudniejszych do odszyfrowania osób, jakie kiedykolwiek spotkała.
– Dziękuję za współpracę.
Nie zareagowała na słowa Baldwina: ani pogarda wobec mugolaków, ani wobec policji, ani nawet personalnie wobec niej, bo tak odczytywała to spojrzenie, nie była dla niej czymś nowym. W tej chwili liczyło się głównie to, że postanowili nie pakować się do namiotu, a taśmy, które wyczarowała w obawie, że sama prośba nie wystarczy, okazały się dość mocne. Wzrok, pełen pogardy napotkał więc na słabo widoczną w półmroku twarz jakby wypraną z wszelkich emocji, która nie drgnęła na żadne wypowiedziane przez niego słowo. Ot kolejna tępa Brygadzistka, nic ciekawego, nawet nie blondynka.
Informacja, że młody artysta był otwartym przeciwnikiem „szlam” oraz Brygady była może cenna, zwłaszcza w kontekście napaści, do jakiej doszło, ale Brenna nie była na tyle naiwna, by nie zdawać sobie sprawy z tego, że podobne zdanie miała połowa gości – po prostu nie wszyscy wyrażali je na głos.
Zaraz zresztą odwróciła głowę, bo błysnął aparat, starając się nie pokazywać twarzy wprost do obiektywu. Ręka, którą trzymała różdżkę przesunęła się, próbując zasłonić Avery tak, aby była jak najmniej na tym zdjęciu widoczna. O ile pełne pogardy uwagi Malfoya nie zdołały jej poruszyć, o tyle teraz zacisnęła szczęki w niemej złości. Avery nie chciała, by ktoś ją tak oglądał.
Ale potem zwróciła spojrzenie z powrotem na Raphaelę, a jej mina i ton natychmiast złagodniały.
– Za chwilę zabierzemy cię do uzdrowiciela – obiecała cicho, odsuwając się odrobinę, ale tak by wciąż ją częściowo zasłaniać, na wypadek gdyby ktoś usiłował znowu błyskać aparatem. – Gdzie cię boli? Jesteś w stanie powiedzieć mi, kto cię zaatakował?
Uniosła głowę dopiero, kiedy Atreus wparował do namiotu - spodziewałaby się raczej brata. Być może zajmował się jednak Ministrą?
– Chyba tak. Carrow byłby najlepszy - odparła. – Niech mi się tu nie pakują, może złapię świeży trop – dodała, nie chcąc, żeby wszyscy Brygadziści od razu zaczęli wchodzić do środku. Nie liczyła, że zdoła na wiele się natknąć, ludzi wokół było wielu, ale musiała przynajmniej spróbować. – Ktoś zrobił zdjęcia – dodała jeszcze, sama póki co nie ruszając się z miejsca, niepewna czy Avery usiedzi na krześle, jeżeli ją puści. Głos Eden sprawił, że drgnęła i znowu obróciła się ku wejściu do namiotu.
- Ogarniemy! - zawołała do Lestrange, by ją uspokoić: sytuacja była trudna, ale mogło być znacznie gorzej.
Pomyślała, że Eden miała rację: i że, czego zupełnie się nie spodziewała, ta kobieta była chyba jedną z najtrudniejszych do odszyfrowania osób, jakie kiedykolwiek spotkała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.