31.10.2024, 23:55 ✶
Banda popaprańców, z którą nie powinien się tutaj znaleźć. Mógł teraz leżeć z kimś w łóżku i być głaskanym po włosach, zamiast tego męczył się z tym zjebem, z tym ludzkim padalcem, który śmiał go przedrzeźniać... Fleamont posiadał wiele traum, Crow jeszcze więcej, ale od zawsze największą z nich było bycie absolutnym pośmiewiskiem z powodu wybiórczego mutyzmu i jąkania się. Zaciśnięcie zębów, żeby nie wyjebać mu od razu było ciężkie i zapewne nie do końca potrzebne - bo lepiej było pobić się w korytarzu gdzie nic się nie działo, niż w dalszej części tej przygody - ale Crow nigdy nie był stabilny i nie podejmował decyzji przemyślanych w chwilach stresu.
To wszystko powinno wyglądać inaczej, tak. Gdyby tylko mógł to rozplanować, gdyby mógł zająć się tym sam...
I cisnął to w sobie, dusił. Na moment gniew stłumiło głębokie przerażenie związane z pojawieniem się za jego plecami echa szaleńczego krzyku, który zmotywował go do biegnięcia, ale potem Ambroise otworzył mordę i to wszystko wróciło. Crow słyszał w uszach pisk. Ostatecznie, chociaż naprawdę nie lubił tak o sobie myśleć, wciąż był człowiekiem obłąkanym. Skrajnie obłąkanym. I to było widać - złapał się za głowę, stęknął, jakby tłumił w sobie wrzask i odparł:
- Jesteś skurwiałym debilem. Jedyny grzyb, którego tutaj widzę to ty prawDZIWKu.
Przecież właśnie mu powiedział, dlaczego tutaj był. Bo mu zależało na Geraldine! Ale Geraldine się za nim nie wstawiła. Może gdyby ktoś się za nim wstawił, to nie miałoby miejsca, ale tak się przecież nie stało.
Nie jąkał się, ale mówił bardzo niewyraźnie, był na granicy własnej wytrzymałości, bo Greengrass mógł spuścić z tonu, otulić swoje jestestwo wymuszonym chłodem, ale zdążył już wbić mu szpilkę, a natura Crowa kazała mu reagować na tę prześmiewczość agresją. W tej sytuacji, kiedy znajdowali się w tym ciemnym jak pizda korytarzu, największym wrogiem drużyny okazał się członek wykazujący się do tej pory największą porcją empatii i zrozumienia. Pełen gniewu pchnął Ambroise'a na ścianę. Tak, żeby się wypierdolił na podłogę, żeby go zabolało, żeby cierpiał. Żeby ten pisk w uszach minął.
To wszystko powinno wyglądać inaczej, tak. Gdyby tylko mógł to rozplanować, gdyby mógł zająć się tym sam...
I cisnął to w sobie, dusił. Na moment gniew stłumiło głębokie przerażenie związane z pojawieniem się za jego plecami echa szaleńczego krzyku, który zmotywował go do biegnięcia, ale potem Ambroise otworzył mordę i to wszystko wróciło. Crow słyszał w uszach pisk. Ostatecznie, chociaż naprawdę nie lubił tak o sobie myśleć, wciąż był człowiekiem obłąkanym. Skrajnie obłąkanym. I to było widać - złapał się za głowę, stęknął, jakby tłumił w sobie wrzask i odparł:
- Jesteś skurwiałym debilem. Jedyny grzyb, którego tutaj widzę to ty prawDZIWKu.
Przecież właśnie mu powiedział, dlaczego tutaj był. Bo mu zależało na Geraldine! Ale Geraldine się za nim nie wstawiła. Może gdyby ktoś się za nim wstawił, to nie miałoby miejsca, ale tak się przecież nie stało.
Nie jąkał się, ale mówił bardzo niewyraźnie, był na granicy własnej wytrzymałości, bo Greengrass mógł spuścić z tonu, otulić swoje jestestwo wymuszonym chłodem, ale zdążył już wbić mu szpilkę, a natura Crowa kazała mu reagować na tę prześmiewczość agresją. W tej sytuacji, kiedy znajdowali się w tym ciemnym jak pizda korytarzu, największym wrogiem drużyny okazał się członek wykazujący się do tej pory największą porcją empatii i zrozumienia. Pełen gniewu pchnął Ambroise'a na ścianę. Tak, żeby się wypierdolił na podłogę, żeby go zabolało, żeby cierpiał. Żeby ten pisk w uszach minął.
AF PO ◉◉◉◉○ wymierzone w Ambroise'a, odgrywam zawady Pośmiewisko i Porywczy, mam przewagę Walka Wręcz.
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut dla MG.
Rzut 1d100 - 81
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.